poniedziałek, 17 kwietnia 2017

STAN I AMY



Przyznam, że nieco się pośpieszyłem z poprzednim wpisem. Wynika z niego, że po zbudowaniu domu w życiu Stana Parkera od razu pojawiła się żona i dzieci. W samym wpisie za to od razu zająłem się relacjami na linii ojciec-matka-dzieci. Należało zabrać się do sprawy nieco inaczej i na początek zająć się samą Amy i relacjami pomiędzy małżonkami, jako że dzieci pojawiły się nieco później (i jak się okaże – nie bez komplikacji).

Otóż po wykonaniu swojego pierwszego zdania, czyli po wykarczowaniu terenu i postawieniu domostwa, Stan zaczyna często wyjeżdżać do pobliskiego miasta, z którego przywozi rzeczy mające mu pomóc w prowadzeniu nowo otwartego gospodarstwa. Wydaje się, że nie jedynie o proste zakupy tutaj chodzi. Prawda o tych wyjazdach Stana wychodzi na jaw, gdy pewnego dnia przywozi stamtąd żonę.

Tutaj otwiera się nowy wątek dotyczący wieloletnich relacji zachodzących pomiędzy mężem a żoną. Warto mu się dokładniej przyjrzeć, gdyż wydaje się, że jest on ważniejszy niż motyw wyrywania przyrodzie jej własności, bo zajmuje znacznie więcej miejsca i jest znacznie bardziej skomplikowany, tak jak zazwyczaj skomplikowane są relacje pomiędzy ludźmi.

Bardzo ciekawie prezentuje się sama decyzja o poślubieniu Amy Fibbens. Dziewczynę poznał Stan na charytatywnej zabawie. Odbył z nią krótką, banalną rozmowę, taką jaką każdy z nas odbył w życiu z wieloma dziewczynami. Nie było w tej rozmowie zwierzeń, flirtu, słowem niczego, co by wskazywało na szczególne zainteresowanie płcią przeciwną. A jednak ta zwykła wymiana zdań wystarczyła, by Stan uświadomił sobie, że jeszcze nigdy nie był tak blisko żadnej kobiety.

W związku z powyższym nie można się dziwić, że decyzja Stana o poślubieniu Amy (albo raczej „decyzja” – jak przekonamy się z poniższego cytatu) zapadła szybko:

„Nie można powiedzieć, że Stan Parker zdecydował się na małżeństwo z Amy Fibbens, bo decyzja jest wynikiem rozważania wszystkich za i przeciw, a on po prostu od razu wiedział, że się z Amy ożeni.” (25)

Przyznać trzeba, że jest to bardzo charakterystyczne dla człowieka, który opuszcza rodzinne strony w poszukiwaniu „posiadłości Parkera”, bo po prostu tak musi. Wtedy również nie zwlekał, ani nie rozważał żadnych za i przeciw. Decyzja o opuszczeniu rodzinnego domu i decyzja o poślubieniu Amy wydają się elementem pewnego naturalnego procesu, zachodzącego w człowieku – gdy czuje się, że pewien etap się skończył, i że należy rozpocząć kolejny. Można by to nazwać rytmem życia człowieka, które pulsuje bez większego udziału jego woli i bez udziału jego woli zmienia tempo uderzeń, do którego człowiek musi się dostosować, uważając przy tym niesłusznie, że zmiana jest efektem jego świadomej decyzji.

Najciekawsze w tym wątku nie jest jednak to, w jaki sposób dochodzi do swoistego złączenia się ze sobą dwojga obcych w gruncie rzeczy osób, którzy decydują się na wspólne życie właściwie się nie znając, ale to, jak układają się ich relacje w trakcie trwającego całe życie obcowania ze sobą. 

Będzie to ukazane na konkretnych przykładach w następnych wpisach.

Cytat pochodzi z książki: Patrick White, Drzewo człowiecze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, tłumaczenie Maria Skibniewska

niedziela, 12 lutego 2017

W SPRAWIE PRYWATNEJ

Cześć! Ten wpis będzie się trochę różnił od pozostałych, bo o ile zazwyczaj piszę o książkach innych autorów, tak dzisiaj napiszę kilka słów o swojej książce. "Samson" powstawał bardzo długo - pierwsze słowo napisałem 22 maja 2014, a ostatnie 18 stycznia 2015. Wzięło się to z dwóch przyczyn - z jednej strony z braku odpowiedniej ilości czasu, a z drugiej z rozrośnięcia się historii  - książka, która trafi do sklepów, będzie miała aż 648 stron. Sporo czasu zajęło również przygotowanie "Samsona" do druku. Ostatecznie premiera będzie miała miejsce 20 lutego.



Rzecz cała zaczyna się, gdy detektyw z Gdańska – Jakusz – przyjeżdża do Tczewa. Oficjalnym celem wizyty są poszukiwania porwanej przed dwoma laty córki prezesa firmy produkującej karty do telefonów, która pomimo wręczenia okupu nie wróciła do rodziców. Jest to cel oficjalny, jako że detektyw Jakusz nie ma złudzeń, że po dwóch latach dziewczyna się znajdzie, traktuje więc pracę dla prezesa jako na szansę wyciągnięcia od niego możliwie jak największej sumy pieniędzy. Te pieniądze są mu potrzebne do rozpoczęcia nowego życia, właśnie w Tczewie – ma zamiar z dawnym kolegą z policji kupić w tym mieście kamienicę i uruchomić w niej biznes. Niestety, dawne życie nie pozwoli Jakuszowi o sobie zapomnieć, a w małym mieście będzie musiał zmierzyć się z problemami, które do tej pory uważał za zarezerwowane dla miast takich jak Gdańsk.


Ludzie często pytają autora o inspiracje. To zrozumiałe - opowieści o "wyrażaniu siebie" są o tyle nieprawdziwe, że żaden człowiek nie żyje na bezludnej wyspie, tylko nieustannie znajduje się pod wpływem innych ludzi, otoczenia, doświadczeń, kultury, itd. Dla mniej najważniejszą inspiracją był Tczew - miasto, w którym spędziłem 26 wiosen życia. Miasto to gra ważną rolę w mojej książce. Jeżeli dodam, że kamienica, którą kupuje Jakusz była w czasie pisania naprawdę na sprzedaż, i jeżeli dodam, że o gatunku klubów, który bohater tam organizuje, również było w tym czasie głośno, to już będziecie wiedzieć, jak powstają książki ;)

niedziela, 29 stycznia 2017

RYWALIZACJA O DZIECI



W życiu Stana Parkera sporo się zmieniło od czasów ostatniej naszej wizyty – „posiadłość Parkera” już stoi, znalazło się w niej miejsce dla żony i dwójki dzieci. Ten następny etap w jego życiu daje pretekst do nowych przemyśleń, związanych z relacjami zachodzącymi w trójkącie mąż-żona-dzieci. Jak wszystko w życiu człowiek, ten aspekt również podlega wysokiemu poziomowi komplikacji, co Autor „Drzewa człowieczego” Patrick White w mistrzowski sposób wykorzystuje do swoich rozważań.

Weźmy na przykład taką scenkę z życia rodziny: Stan postanawia zabrać syna Raya na wycieczkę samochodem. Jego intencje wykraczają jednak poza prosta rozrywkę – chce wykorzystać sytuację bycia sam na sam z synem, by się do niego zbliżyć. Niestety, nie bardzo się to udaje – chłopiec na pytania ojca reaguje podejrzliwie, nie potrafiąc zrozumieć, że ten chce go tylko lepiej poznać. Trudna próba kończy się więc zawodem i utwierdzeniem się Stana we własnej nieudolności.

Ale nie chciałem pisać o tym wydarzeniu z perspektywy Stana, ani z perspektywy jego syna. Obaj mężczyźni nie wiedzą o jeszcze jednym świadku tego wydarzenia – Amy, żonie Stana i matce Raya. Oto to samo wydarzenie widziane jej oczami:

„(..) Śledziła skrycie ich powrót z gorzką satysfakcją, zdecydowana nie udzielać pomocy, niezależnie od rozwoju wypadków, bo ojciec chłopca sam na siebie ściągnął te kłopoty. Tym razem nie do niej należało rozwiązanie problemów syna. Z szyderczym uśmiechem piła dalej mocną herbatę. Stała zamyślona przy oknie, trochę z boku i trzymała spodeczek dość wysoko, a nozdrza jej wydawały się cieńsze niż zwykle w pełnej, teraz niemal pospolitej twarzy, może pod wpływem pary bijącej od herbaty, a może dlatego że doznawała przewrotnej przyjemności na myśl o cierpieniu męża, którego przecież kochała i szanowała.” (260)

Amy kocha swojego męża, szanuje go, ale mimo wszystko odczuwa satysfakcję widząc jego nieporadność w relacjach z dziećmi. Myślę, że to odruch mimowolny, a jego przyczyn trzeba szukać w uczuciach macierzyńskich. Kobieta uważa wychowanie dzieci za przestrzeń właściwą sobie, tak więc z niechęcią widzi męża wkraczającego w tę przestrzeń. Co więcej, jest to dziedzina, w której dzięki naturalnym zdolnościom ona może dominować. Mąż może być silniejszy w innych dziedzinach, ale tutaj to ona ma nad nim przewagę. Uśmiech satysfakcji rysujący się na jej ustach wynika właśnie z odniesionego zwycięstwa nad mężem.

Myślę, że do tego tematu jeszcze wrócimy.

Cytat pochodzi z książki: Patrick White, Drzewo człowiecze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, tłumaczenie Maria Skibniewska

sobota, 7 stycznia 2017

CZYHAŁY, BY GO ODEPCHNĄĆ


Dzisiaj za sprawą „Drzewa człowieczego” Patricka White’a podejmę ciekawy temat manipulowania przez dziewczyny chłopakami. Obiektem takich manipulacji będzie bohater książki Stan Parker, który postanowił odwiedzić krewniaka swojej matki, Clarence’a Botta, kupca handlującego materiałami włókienniczymi w miasteczku Yuruga. Handlarz ten spłodził trzy córki: Alicję, Klarę i Lilianę. Znajdowały się one podobnie jak Stan w wieku, w którym można już było wejść w związek małżeński. Można by przypuszczać, że z odwiedzin kuzyna może wywiązać się coś więcej. Niestety, rzeczywistość była okrutna:

„(…) Nikomu zresztą nie postało w głowie, że jedna z panien Bott mogłaby wyjść za Stana Parkera, kowalowego syna i właściciela chaty gdzieś w górach. O, nie! Ale dziewczęta lubiły figle i pozwalały sobie na przykład wtykać w usta kuzyna palec z gąbki, by się przekonać, czy ugryzie, i musowały jak przyrządzane przez nie sorbety oczekując na jakieś próby poufałości z jego strony. Alicja, Klara i Liliana w napięciu czyhały na okazję, by go odepchnąć. Czyhały. Sorbet musował.” (19)

Postawa córek kupca jest bardzo ciekawa. Starają się celowo sprowokować młodego Parkera do czułości, próbują tego samotnika z gór w sobie rozkochać, by potem móc go publicznie upokorzyć. Trudno to nazwać czymś innym jak pewnym rodzajem psychologicznej gry, w której dziewczyny starają się wciągnąć chłopaka w pułapkę, by potem móc zadrwić z jego uczuć. Celem tej gry nie jest nic innego jak zapewnienie sobie chwili rozrywki kosztem chłopaka.

Wydaje mi się jeszcze, że celem takiej gry może być pokazanie chłopakowi ich przewagi. Dziewczyny uważają się za lepszą partię, dla których kandydat w rodzaju Stana Parkera jest po prostu kimś nie nadającym się na męża. Chodzi też o pokazanie przewagi w damsko-męskich relacjach: to dziewczyny wiodą tutaj prym, skoro mogą robić z chłopakiem z chatki w górach co tylko zechcą. To nadaje im poczucia ważności.

Stan na szczęście nie był na tyle otwarty w relacjach z ludźmi, by zaryzykować oświadczyny czy choćby spróbować spoufalić się z którąś z kuzynek, więc upokorzenie go ominęło. Tyle chociaż dobrego wynikło z jego charakteru.


Cytat pochodzi z książki: Patrick White, Drzewo człowiecze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, tłumaczenie Maria Skibniewska

sobota, 17 grudnia 2016

LEKTURY OBRONNE



Stana Parkera, bohatera książki Patricka White’a „Drzewo człowiecze” poznaliśmy już trochę przy okazji poprzedniego wpisu. Poznaliśmy go w momencie, w którym wyruszył w stronę „posiadłości Parkera”, czyli dzikiego miejsca na skraju buszu, które przekształci w swoje własne gospodarstwo i uczyni domem. Zanim to się jednak stanie, wrócimy na moment do domu rodzinnego, który Stan opuścił. Z matką Stana wiąże się bowiem ciekawy fragment, który chciałbym poniżej przytoczyć:

„(…) Na wiele pytań nie umiała odpowiedzieć. Dlatego stroniła od innych kobiet, których większość zna odpowiedź niemal na wszystko, a to, czego nie rozumie, uważa za niewarte uwagi. Tak więc matka Stana była samotna. W dalszym ciągu dużo czytała: Tennysona w oprawie zamykanej na mosiężne klamerki, Shakespeare’a, uratowanego z powodzi i upstrzonego plamami, kolekcję katalogów, kalendarzy, książek kucharskich, encyklopedię i słownik ortograficzny; te dzieła stanowiły przedmiot jej dystyngowanych, obronnych lektur” (11)

Dwie rzeczy zostały tutaj poruszone. Z jednej strony mamy postawę matki Stana, która świadoma jest swojej niewiedzy, tego, że nie zna świata i że nigdy tak naprawdę do końca go nie pozna. Postawa ta jest zestawiona z postawami innych kobiet, które za sprawą swojej ignorancji uważają, że wiedzą już wszystko (a przynajmniej wiedzą to, co uznają za ważne). Sposób myślenia tych kobiet jest ciekawy, bo one same wybierają sobie, co trzeba wiedzieć, a co nie; co jest godne uwagi, a co nie. Jeżeli samemu ustala się zasady, to w takim systemie oczywiście można uchodzić za wszechwiedzącego.

Ale mnie bardziej chodzi o coś, o czym jest mowa na końcu cytatu – o „lektury obronne”. Zastanawia mnie, czym one mogą być. Przed czym broni się matka Stana? Przed samotnością i innymi ludźmi. Tylko jakie książki wybiera jako narzędzia obrony? Tennysona, Shakespeare’a, katalogi, kalendarze, książki kucharskie, encyklopedie i słownik ortograficzny. To zbiór dość przypadkowy i taki chyba miał być w zamyśle piszącego te słowa. Chodzi o „lektury obronne”. Wygląda na to, że bronić się można czymkolwiek. Dzisiaj, gdy ktoś wraca sfrustrowany z pracy, włącza telewizor, odpala film, byle tylko zająć czymś umysł. Myślę, że tak samo jest w przypadku matki Stana z książkami – czytanie miało służyć oderwaniu się od problemów.

Tak więc ogłaszam nową terapię: czytanie obronne.

Cytat pochodzi z książki: Patrick White, Drzewo człowiecze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, tłumaczenie Maria Skibniewska

sobota, 10 grudnia 2016

IRONIA UCZCIWOŚCI



Po ukończeniu „Cząstek elementarnych” Michela Houellebecqa wypada rozpocząć na blogu nową serię. Po długich namysłach wybrałem książkę Particka White’a „Drzewo człowiecze”. Z pozoru jest to prosta historia, opowiadająca losy rodziny australijskich farmerów. Poznajemy ich losy od przyjazdu nestora rodu Stana Parkera do odziedziczonej przez niego części buszu, gdzie od zera stawia swoje gospodarstwo, po założenie przez niego rodziny, aż po ostateczny upadek, związany z wyjazdem dzieci, zdradą małżonki, sprzedażą gospodarstwa i śmiercią. Tak jak zaznaczyłem powyżej, z pozoru prosta historia australijskiego farmera okazuje się być czymś więcej, jeżeli przypatrzymy się sposobowi, w jaki narrator opisuje heroizm wydzierania przyrodzie jej własności, ewoluujące relacje pomiędzy mężem a żoną, relacje pomiędzy rodzicami a dziećmi, relacje z sąsiadami, a wreszcie problem śmierci jako momentu podsumowującego dorobek człowieka. Książka ma zatem stanowić zsyntezowany opis ludzkiego życia, na tyle uniwersalny, że każdy może się w nim odnaleźć. Nie na darmo nosi więc tytuł „Drzewo człowiecze”.

Wybór tej książki okazał się trafny już w momencie, gdy otworzyłem ósmą stronę. Wspomniany wyżej Stan Parker opuszcza rodzinne strony, podążając do „posiadłości Parkera”, czyli odziedziczonego przez siebie kawałka buszu, gdzie planuje założyć farmę. Oto, jak opisuje go narrator:

„Mężczyzna był młody, życie jeszcze nie naznaczyło jego twarzy swoim piętnem. Był też przystojny i wydawał się uczciwy. To, że nie miał nic do ukrywania, pozornie może pozbawiało go jakiejś części siły. Ale to jest właśnie ironia uczciwości” (8)

Zaciekawiło mnie, na czym polega ta „ironia uczciwości”. Z tych kilku zdań zdaje się wynikać, że uczciwy jest ten, który nie ma nic do ukrycia. Ale jednocześnie narrator podaje, że przynajmniej pozornie fakt, że nie miał nic ukrycia, pozbawiał go jakiejś siły, w związku z czym uczciwość (przynajmniej pozornie, jak zastrzega narrator) pozbawiała go jakiejś siły. To ma być właśnie ta ironia uczciwości – dobrze, że jesteś uczciwy, dobrze, że nie masz nic do ukrycia, ale jednocześnie fakt, że nie masz nic do ukrycia osłabia cię. Pytanie tylko: dlaczego? Tutaj mogę się jedynie domyślać, że fakt nieposiadania niczego do ukrycia osłabia cię w relacjach z innymi ludźmi. Nie masz nic do ukrycia, nie otacza cię żadna tajemnica, to nie trzeba się ciebie obawiać. Wszyscy wiedzą, czego się po tobie spodziewać, a w związku z tym nie muszą się z tobą liczyć.

Tyle na temat „ironii uczciwości”. W następnym wpisie spodziewajcie się równie pasjonującego tematu.

Cytat pochodzi z książki: Patrick White, Drzewo człowiecze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, tłumaczenie Maria Skibniewska

niedziela, 20 listopada 2016

DRUGI Z BRACI



W ostatnim wpisie obiecałem, że teraz zajmiemy się postacią Michela Dzierżyńskiego, bohatera „Cząstek elementarnych” Michela Houellebecqa. Użyjemy do tego porównania z osoba jego przyrodniego brata, Brunona Clementa (spragnionych wiedzy o tej postaci zapraszam do poprzednich wpisów).

Historia Michela, jest równie smutna, choć nieco inna. Dla przeciwieństwa, celem Michela nie jest seks. Człowiek ten wydaje się wręcz oziębły seksualnie. Symbolizuje to najlepiej nieco dosadny fragment, w którym narrator stwierdza„ że Michelowi „kutas służył tylko do sikania” (22). Podkreślony zostaje również fakt, że onanizuje się znacznie rzadziej niż jego rozerotyzowany brat.

Te różnice są jednak tylko pozorne. Czego bowiem pragnie Michel?

„Pragnął tylko kochać, niczego innego nie pragnął” (143)

Przecież to jest to samo, czego pragnie jego brat! Przyczyny są również takie same: Michel podobnie jak Brunon został wychowany przez babcię. Podobnie jak brat nie miał żadnego kontaktu z rodzicami. I podobnie jak brat miał problemy w okresie dojrzewania: rzadko bawił się z kolegami, spędzał czas samotnie.

Odmiennie, niż w przypadku Brunona, w życiu Michela pojawia się dziewczyna, Annabelle. Spędzają razem czas, lecz Michel nie jest w stanie pogłębić wzajemnych relacji, skierować je na dalszy etap. Nie potrafi dotknąć Annabelle, nie potrafi jej pocałować.

Narrator wyjaśnia ten fenomen w taki sposób:

„O ile podstawowe aspekty zachowania seksualnego są wrodzone, historia wczesnego okresu życia zajmuje ważne miejsce, jeśli chodzi o uruchamiające je mechanizmy, szczególnie u ptaków i ssaków. Wczesny kontakt dotykowy z innymi przedstawicielami gatunku wydaje się kwestią zasadniczą u psów, kotów, szczurów, świnek morskich oraz rezusów (Macaca mulata). Pozbawienie kontaktu z matką w dzieciństwie powoduje bardzo poważne zaburzenia w zachowaniu seksualnym u samców szczurów, a w szczególności zahamowanie reakcji w fazie zalotów.” (70)

Na tych dwóch przykładach, Brunona i Michela, posiadających innych ojców, ale tę samą matkę i tak samo odseparowanych w dzieciństwie od jakichkolwiek kontaktów z rodzicami, możemy ocenić, jakie spustoszenie taki stan rzeczy wywołał w ich życiu. Oboje nie są zdolni do jakichkolwiek kontaktów z płcią przeciwną. Jeden z nich zdryfował w zupełną karykaturę płciowości, gdy drugi uciekł w samotność, pozbawioną prawie jakichkolwiek kontaktów seksualnych, pozbawioną podniet, uczuć.

To był ostatni krótki wpis poświęcony „Cząstkom elementarnym” Michela Houellebecqa. Tytuł następnej książki niech pozostanie na razie tajemnicą.


Cytaty pochodzą z książki: M. Houellebecq, Cząstki elementarne, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, w tłumaczeniu A. Daniłowicz-Grudzińskiej