niedziela, 21 sierpnia 2016

KRONIKA REWOLUCJI SEKSUALNEJ



Narrator w książce „Cząstki elementarne” zamieszcza nam istną kronikę wypadków, które doprowadziły do tego, że mentalność i obyczajowość współczesnych Francuzów zmieniła się, przyznając pierwsze miejsce kultowi ciała, młodości i przyjemności:

„Czternastego grudnia 1967 roku Zgromadzenie Narodowe przyjęło po pierwszym czytaniu ustawę Neuwirtha o legalizacji środków antykoncepcyjnych; co prawda ubezpieczenie nie pokrywało jeszcze kosztów pigułki antykoncepcyjnej, lecz odtąd była ona w wolnej sprzedaży w aptekach. Od tej pory wyzwolenie seksualne, uprzednio dotyczące wyższych urzędników, przedstawicieli wolnych zawodów i artystów – również niektórych właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw – dotarło do szerokich warstw ludności. Fakt ten zyskuje na pikanterii, jeśli uświadomić sobie, że owo wyzwolenie seksualne było niekiedy przedstawiane jako realizacja marzenia o wspólnocie, gdy w rzeczywistości chodziło o przekroczenie kolejnego progu w rozwoju indywidualizmu. Wdzięczne słowo „stadło” uzmysławia nam, że para i rodzina stanowią ostatnią wysepkę pierwotnej wspólnoty w łonie liberalnego społeczeństwa. Wyzwolenie seksualne zniszczyło ostatnie wspólnoty, które oddzielały jednostkę od rynku. Proces owej destrukcji trwa do dziś.” (138)

Pierwszy punkt kroniki: legalizacja środków antykoncepcyjnych. Jak wynika z powyższego cytatu, umożliwiła ona rozszerzenie działania rewolucji seksualnej praktycznie na całe społeczeństwo francuskie. Styl życia, wcześniej powszechny jedynie w grupie klas wyższych, teraz mógł być praktykowany przez wszystkich. 

Kluczowa jest jednak myśl zawarta w drugiej części tego cytatu. Chodzi o to, żeby go dobrze zrozumieć. Elementem rewolucji seksualnej było „dzielenie” się partnerem w imię budowania specyficznej wspólnoty. Okazuje się jednak, że był to wyraz nie tworzenia wspólnoty, ale narcystycznego egoizmu, tego pokazanego już powyżej przysłowiowego zaliczania 37 panienek na stażu językowym. Nie na darmo narrator zabiera nas w książce do Miejsca Odmiany, czyli do pewnego rodzaju hipisowskiej komuny. Założenia tej wspólnoty są określone niezwykle górnolotnie, ale w istocie chodzi tylko o jedno: „(…) żeby nieźle sobie popieprzyć” (116).

Wróćmy jednak do naszej kroniki rewolucji seksualnej, bo nadchodzi kolejny jej etap, czyli pamiętny rok 1974:

„Ruch na rzecz wyzwolenia obyczajów odniósł więc w roku 1974 nadzwyczajny sukces. Dwudziestego marca w Paryżu otwarto pierwszy klub Vitatop, który miał odegrać pionierską rolę w utrzymaniu sprawnej formy fizycznej oraz w rozwijaniu kultu ciała. Piątego lipca przyjęto ustawę o pełnoletniości w osiemnastym roku życia. Jedenastego lipca – o rozwodzie za obopólną zgodą, pojęcie zdrady małżeńskiej zniknęło z kodeksu karnego. W końcu, dwudziestego ósmego listopada, w wyniku burzliwej debaty ustanowione zostało dzięki lewicy „prawo Veil”, zezwalające na aborcję, określane przez większość komentatorów jako historyczne.” (82-83)

Ach, ten 1974. Mamy tutaj wszystko: kult ciała, rozwody, aborcję. Wszystko pozornie rozegrało się tak błyskawicznie. Nie powiedziałbym jednak, żeby to był rok rewolucyjny. Od lat pięćdziesiątych stopniowo w świadomości ludzi dokonywały się zmiany, które w roku 1974 zostały po prostu zalegalizowane, stając się obowiązującym prawem. Ten rok był jedynie zwieńczeniem procesu, którego korzenie są dłuższe, a przyczyny złożone.

W następnym wpisie omówię szerzej zagadnienie kultu ciała. Cierpliwości!

Cytaty pochodzą z książki: M. Houellebecq, Cząstki elementarne, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, w tłumaczeniu A. Daniłowicz-Grudzińskiej

niedziela, 17 lipca 2016

REWOLUCJA SEKSUALNA



W „Cząstkach elementarnych” ważne miejsce zajmuje opis zmian zachodzących w zachodnich społeczeństwach w dwudziestym wieku. W poprzednim wpisie omówiliśmy zagadnienie pewnego modelu zachowania nazwanego przez narratora modelem „flirtu nastolatków”. Okazało się, że promowanie wśród młodzieży stylu życia, w którym chodzi się na randki, rzuca chłopaków/dziewczyny, by potem zacząć „chodzić” z kim innym, odniosło taki skutek, że i w dojrzałym życiu te osoby nie chcą z takiego stylu życia rezygnować.

W dalszej części książki narrator opisuje nam kolejne bardzo intrygujące zjawisko – współzawodnictwo seksualne. Podkreślam, że jego przyczyny są równie ciekawe, co samo zjawisko. Przeczytajcie sami:

 „(...) W okresie jego [Brunona – jednego z dwóch braci, głównych bohaterów książki] dojrzewania drapieżne współzawodnictwo ekonomiczne, panujące w społeczeństwie francuskim od dwóch wieków, uległo pewnemu złagodzeniu. Coraz częściej przyjmowano do wiadomości fakt, że warunki ekonomiczne powinny właściwie zmierzać ku równości. (..) Nic więc nie zachęcało Brunona do wybijania się spośród masy swoich rówieśników. (…) Nieoczekiwanie, w łonie owej klasy średniej, do której przyłączali się stopniowo robotnicy i urzędnicy – lub, ściślej mówiąc, wśród dzieci owej klasy średniej – otworzyło się nowe pole narcystycznego współzawodnictwa.” (76)

Chodzi o współzawodnictwo seksualne. Nie będę przytaczał tej części książki w całości. Dopowiem jedynie, że potem następuje opis wycieczki językowej do Niemiec, w której brał udział Bruno, a w której doszło do swoistego współzawodnictwa pomiędzy uczestnikami – zwycięzca zaliczył 37 (słownie: trzydzieści siedem) dziewczyn. Bruno, biorący również udział w tej rywalizacji, zdobył się w tym czasie jedynie na pokazanie penisa sklepikarce.

Jednak nie to jest tutaj najważniejsze – najważniejsze jest to, że w państwie dobrobytu, którym próbowała być Francja, jedynym polem rywalizacji (która to rywalizacja bądź co bądź jest elementem ludzkiej natury) stał się seks. Zniknęło współzawodnictwo ekonomiczne, bo według obowiązującej filozofii każdemu od państwa należy się tyle samo. Dodam jeszcze, że skoro filmy, muzyka i czasopisma nakręciły modę na seks, to oczywiste jest, że i on stał się polem do konkurencji. Odbyło się to oczywiście kosztem osób takich jak Brunon, którzy tej sztucznie narzuconej rywalizacji nie byli w stanie podołać.

W podobnych rozważaniach ciekawe jest również to, że czasami poważne komplikacje mogą być powodowane przez z pozoru błahe przyczyny. Nigdy bym nie powiązał państwa welfare state z rewolucją seksualną. A jednak takie powiązanie istnieje. Należy oczywiście pamiętać, że na jakiś skutek składa się wiele przyczyn, które z pozoru mogą być niewinne, a złożone razem prowadzą do niezamierzonego efektu.

Wspomnijmy jeszcze raz o tym swego rodzaju współzawodnictwie, bo narrator kończy ten temat z bardzo smutną konstatacją:

„Nieco później globalizacja zapoczątkowała współzawodnictwo o wiele bardziej brutalne, które miało rozwiać marzenia o integracji całej ludności w jedną klasę średnią, dysponującą coraz większą siłą nabywczą; szerokie warstwy społeczne zaczynały bowiem żyć w warunkach lęku, niepewności i rosnącego bezrobocia; lecz zaciekłość współzawodnictwa seksualnego wcale przez to nie zmalała; wręcz przeciwnie.” (77)

Francja znalazła w grupie krajów średnio-rozwiniętych, z ludźmi, na których czeka nędza, spędzających czas w poczuciu niepewności i goryczy. Nędza bierze się z niemożliwości konkurencji ekonomicznej z krajami takimi jak Chiny, Korea czy Japonia, w których poglądy, że państwo ma być dostarczycielem dobrobytu poprzez wyrównywanie szans, są poglądami nieznanymi. Tak więc okazuje się, że z tej całej ideologii ostało się jedynie współzawodnictwo seksualne, jako jej niezamierzony skutek. Swoją drogą to ciekawe, że często zamierzone efekty jakichś działań okazują się nietrwałe, a te, które pojawiły się niejako obok nich i to trochę z przypadku, okazały się niemal wieczne.

Ciąg dalszy nastąpi


Cytaty pochodzą z książki: M. Houellebecq, Cząstki elementarne, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, w tłumaczeniu A. Daniłowicz-Grudzińskiej

niedziela, 3 lipca 2016

FRANCJA I FRANCUZI


Nową serię o „Cząstkach elementarnych” Michela Houellebecqa zaczęliśmy od stwierdzenia, że celem tej książki jest przedstawienie kondycji współczesnego człowieka. Przedstawienie takie nie jest możliwe bez opisu rzeczywistości, w której temu człowiekowi przyszło żyć, jako że jego poglądy są przez tę rzeczywistość determinowane (ludzie, którzy potrafią wykroczyć poza schematy dyktowane przez otoczenie praktycznie nie istnieją).

Rzućmy więc szybkie spojrzenie na świat przedstawiony w książce oraz na filozofię, która go tworzy. Zacznijmy od ogólnej sytuacji gospodarczej i społecznej zaznaczonej już w prologu: 

„(…) Kraj, w którym [Michel] się urodził [Francja], przechylał się powoli, lecz nieuchronnie ku strefie ekonomicznej krajów średnio zamożnych; na ludzi z jego pokolenia często czyhała nędza, poza tym spędzali życie w samotności i goryczy.” (5)

Widzimy, że Francja, kiedyś na tyle potężna, by podbijać i eksploatować inne kraje, teraz w pewnym sensie zapada się w sobie, nie będąc w stanie nie tylko oddziaływać na zewnątrz, ale i zapewnić własnym obywatelom życia na przyzwoitym poziomie. Słowa o nędzy w przypadku kraju takiego jak Francja wydają się nawet szokujące, ale na pewno są prawdziwe. Bohaterowie książki funkcjonować więc muszą w warunkach, których dobrobyt jest dostępny dla coraz węższej grupy obywateli, a co za tym idzie zaostrza się walka o byt i wrasta niepewność jutra.

Ważny jest także drugi człon tej krótkiej wypowiedzi, w którym mowa jest o samotności i goryczy ludzi tego pokolenia. Czyżby załamaniu gospodarczemu miały towarzyszyć również negatywne zmiany natury społecznej i psychologicznej? Żeby to wyjaśnić, trzeba dotrzeć na dalsze karty książki. Narrator, jak już napomknąłem wcześniej, wiele miejsca poświęca otoczeniu społecznemu (poglądy, styl życia), starając się w sposób chronologiczny ukazać zachodzące w nim zmiany na przestrzeni dziesięcioleci. Zachowuje się przy tym jak dobry lekarz, który widząc chorego (w tym przypadku chorym jest Francja i jej obywatele, a szarzej: cały Zachodni świat), stara się na podstawie historii choroby dociec przyczyn, które doprowadziły go do takiego stanu.

Lata pięćdziesiąte. Jak zdaje się sugerować narrator, od nich wszystko się zaczęło. Czasy te kojarzą się z latami powojennego boomu gospodarczego, ale okazuje się, że ten boom miał również swoje mniej jasne strony:

„Jednakże w tym samym czasie Europę Zachodnią, w ślad za Ameryką Północną, ogarniał szał masowej konsumpcji seksu (piosenki Elvisa Presleya, filmy z Marylin Monroe). Wraz z lodówkami i pralkami, materialnymi dobrami towarzyszącymi małżeńskiemu szczęściu, upowszechniały się tranzystory i adaptery, narzucające model flirtu nastolatków.” (64)

Mówiąc humorystycznie, okazuje się, że wszystkiemu, co złe, winna jest ta przeklęta Ameryka (taka sugestia padnie w „Cząstkach elementarnych kilka razy). Wypada jednak zgodzić się, że w latach pięćdziesiątych obok boomu gospodarczego na Zachodzie zaczął pojawiać się grunt do rewolucji obyczajowej, rozpoczętej z dzisiejszej perspektywy niewinnymi piosenkami Elvisa Presleya lub równie niewinnymi filmami z Marylin Monroe. Za ich sprawą powoli upowszechniał się styl życia, którego skutki poznamy jeszcze w dalszej części „Cząstek elementarnych”.

Częścią tego stylu życia, jak przeczytaliśmy w powyższym cytacie, był tak zwany „flirt nastolatków”. Narrator pokusił się o szczegółowy opis tego zjawiska, czerpiąc z „sercowych” porad zamieszczanych w czasopismach dla nastolatek z tego czasu:

„Najpierw (powiedzmy, pomiędzy dwunastym a osiemnastym rokiem życia) młoda dziewczyna chodzi z wieloma chłopcami (…) Później (na ogół po maturze) ta sama młoda dziewczyna odczuwa potrzebę poważnego związku (…) Niezmierna słabość koncepcji proponowanej przez pisma dla młodych dziewcząt – chodziło w gruncie rzeczy o umieszczenie obok siebie dwóch przeciwstawnych modeli zachowania, przypisanych do dwóch następujących po sobie fragmentów życia – miała ujawnić się dopiero kilka lat później, kiedy to zdano sobie sprawę z upowszechniania się rozwodów.” (65)

Celna jest ta uwaga narratora. Koncepcja proponująca dla pewnego etapu życia jakieś zachowanie, by potem nagle dla kolejnego etapu życia dyktować zachowanie zupełnie odmienne, nie jest szczęśliwą koncepcją. Jeżeli komuś za młodu się wmówiło, że powinien flirtować z wieloma osobami, bo tak trzeba, bo tak robią wszyscy, to później będzie to robił nadal, nawet jeśli zacznie w pewnym wieku deklarować, że ma stałego partnera. Jest to pewnego rodzaju oskarżenie pism dla nastolatek o wywoływanie zamieszania w głowach młodych ludzi.

Takie pisma i ich porady były zdaniem narratora kolejnym, obok nowej muzyki i nowych filmów przyczynkiem do zmiany świadomości seksualnej w świecie zachodnim.

Dalszy ciąg opisu w kolejnym poście.


Cytaty pochodzą z książki: M. Houellebecq, Cząstki elementarne, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, w tłumaczeniu A. Daniłowicz-Grudzińskiej

niedziela, 26 czerwca 2016

CZĄSTKI ELEMENTARNE

„Pisana z perspektywy dalekiej przyszłości historia dwóch braci, biologa molekularnego Michela oraz Brunona, seksoholika na krawędzi obłędu, to szokujący portret społeczeństwa w stanie rozpadu, gdzie pociechę może stanowić jedynie rozpasanie seksualne. Radykalne sądy autora wymierzone są głównie w pokolenie ’68 i wywodzący się z niego francuski establishment, jednak w gruncie rzeczy dostaje się wszystkim: lewicy, prawicy, białym, czarnym, hipisom, grubasom, Brazylijczykom, Salmanowi Rushdiemu, Aldosusowi Huxleyowi, a także niemieckim różokrzyżowcom. – Co, nie podoba się? – powiada autor. – No i bardzo dobrze!”
 
Takim opisem na tylniej części okładki wita nas (albo raczej żegna) książka Michela Houellebecq’a „Cząstki elementarne” w najnowszej edycji przygotowanej przez wydawnictwo W.A.B. Z przytoczonego powyżej opisu można wywnioskować, że książka jest w zasadzie prowokacją, mającą zszokować czytelników radykalnymi sądami, a także że jest narzędziem, za pomocą którego Autor stara się „dokopać” różnym grupom społecznym i osobom. Czy tak jest w istocie? Czy wizja ukazana w „Cząstkach elementarnych” jest naprawdę radykalna i szokująca? Czy rzeczywiście chodzi tylko o „dokopanie” przysłowiowym białym, czarnym i żółtym?

W jednym ten opis na pewno się nie myli – książka zapis życia dwóch przyrodnich braci, Michela Dzierżyńskiego i Brunona Clementa. Historia ich życia jest niezwykle charakterystyczna dla pewnego pokolenia z Zachodniej Europy. Nie na darmo o Brunonie pada w książce takie oto zdanie:

„(…) hedonistyczna wizja życia, pole działania sił budujących jego świadomość i pragnienia były wspólne dla całego pokolenia. (…) Jego motywacje, wartości, pragnienia: nic w najmniejszym nawet stopniu nie odróżniało go od rówieśników.” (217-218)

Poniższy tekst chciałbym poświęcić temu, czym dla mnie jest ta książka – opisem kondycji współczesnego człowieka.

Nie można jednak rozpocząć rozważań nad losami braci Brunona i Michela bez pewnego szerszego kontekstu społecznego, na który składają się: dominujący w tym czasie styl życia oraz wyznawane przez większość poglądy na świat, a to z tego powodu, że narrator równie wiele miejsca, co osobistym losom Brunona i Michela, poświęca właśnie temu tłu ich życia. Dla udowodnienia, jak bardzo wyznawana przez większość filozofia życia wpływa na ich losy, trzeba przywołać zdanie z prologu książki:

„W czasach, w których żył Dzierżyński, filozofię uważano na ogół za naukę pozbawioną jakiejkolwiek praktycznej, a nawet obiektywnej wartości. W istocie wizja świata, jaka w konkretnym momencie przeważa wśród większości członków danego społeczeństwa, determinuje jego gospodarkę, politykę oraz obyczaje.” (5)

Ciąg dalszy nastąpi…

Cytaty pochodzą z książki: M. Houellebecq, Cząstki elementarne, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, w tłumaczeniu A. Daniłowicz-Grudzińskiej

niedziela, 15 maja 2016

O POSZUKIWANIU SZCZĘŚCIA



Jeden z ostatnich wpisów JAK REAGUJE TŁUM? był o tym, jak jest przedstawiona reakcja mieszkańców Moskwy w „Wojnie i pokoju” na zbliżające się wojska francuskie. W tym wpisie przesuniemy się nieco dalej, czyli wejdziemy w ten etap książki, w którym wojska francuskie w Moskwie już są, a co więcej, do niewoli Francuzów wpada jeden z głównych bohaterów „Wojny i pokoju” – Pierre Bezuchow.

Wpis ten będzie dotyczył tego, jak ten rosyjski arystokrata zniósł jenieckie niewygody i do jakich wniosków dzięki temu doszedł. Znając „Wojnę i pokój” z poprzednich dwudziestu jeden wpisów, możemy być pewni, że będą to wnioski generalne i bardzo wzniosłe.

Oto część z nich:

„W niewoli, w baraku, Pierre pojął nie rozumem, lecz całą swą istotą, swoim życiem, że człowiek stworzony jest do szczęścia, że szczęście tkwi w nim, w zaspokojeniu zwykłych ludzkich potrzeb, i że nieszczęście pochodzi nie z braku, lecz z nadmiaru (…)” (554)

Widać tutaj, że Bezuchow porównał swoje poprzednie życie, pełne przepychu i wygód z obecnym, w którym do tego stopnia brakuje mu wszystkiego, że każda najdrobniejsza rzecz zaczyna go cieszyć. I w tym Bezuchow odnajduje szczęście – w zaspokajaniu najdrobniejszych potrzeb. Im mniej człowiek ma potrzeb, tym bardziej jest szczęśliwy, gdy je zaspokaja.

Jest jeszcze druga refleksja, równie ciekawa:

„(…) Ale teraz, podczas ostatnich trzech tygodni marszu, pojął jeszcze jedną nową, pocieszającą prawdę – poznał, że na świecie nie ma nic strasznego. Zrozumiał, że podobnie jak nie ma na świecie położenia, w którym by człowiek był szczęśliwy i zupełnie wolny, nie ma też i stanu, w którym by był całkowicie nieszczęśliwy i pozbawiony wolności.” (554)

Dalej Bezuchow raz jeszcze porównuje swoje poprzednie życie z tym, które zgotowali mu Francuzi. Okazuje się, że i będąc bajecznie bogaty cierpiał, choć było to cierpienie innego rodzaju (jak to jest bardzo poetycko napisane, cierpiał z tego powodu „iż w jego pościeli z płatków róż zwinął się listek”). W Francuskiej niewoli Pierre cierpi zaś, że spać musi na gołej ziemi. Wtedy cierpiał, teraz (choć trochę inaczej) też cierpi. Wtedy nie był wolny – bo matrymonialnym podstępem ożeniono go z kobietą, której nie kochał. Teraz też nie jest wolny, bo znajduje się w niewoli.

Taka jest prawda – nikt nigdy nie jest ani do końca szczęśliwy, ani nieszczęśliwy; ani do końca wolny, ani niewolny.

Płynie z tego i pociecha, i smutek. Jak z całej tej 1.600 stronicowej lektury. Ale warto było, zważywszy, że można jej było poświęcić aż 22 wpisy.

To tyle, jeżeli chodzi o „Wojnę i pokój”.


Cytat pochodzi z książki: Lew Tołstoj, Wojna i pokój, Wydawnictwo TPPR Współpraca, Warszawa 1988, T.4.

niedziela, 1 maja 2016

HISTORIA, LUDZIE I ZASADY MECHANIKI



Jeżeli ktoś śledzi wpisy na tym blogu poświęcone „Wojnie i pokojowi” Lwa Tołstoja, ten zauważy, jak często pojawiają się przy okazji omawiania tej książki rozważania historyczne. Nic w tym dziwnego, ponieważ narrator przeplata fabułę związaną z losami licznego grona bohaterów tej książki z rozważaniami historycznymi. Rozważania te nie polegają jednak na budowaniu spekulacji historycznych na zasadzie „co by było, gdyby?” albo na przykład na doszukiwaniu się w określonych wydarzeniach jakiegoś ukrytego sensu. Narrator stara się z jednej strony wejść w polemikę z badaczami historycznymi skoncentrowanymi nadmiernie na jednostkach i to właśnie jednostkom przypisującym sprawstwo zdarzeń historycznych, a z drugiej strony stara się wskazać opozycyjne mechanizmy rządzące tymi wydarzeniami. Śladów podobnych rozważań można szukać we wpisach: KTO ZA TYM WSZYSTKIM STOI?, JAKI POWINIEN BYĆPRAWDZIWY DOWÓDCA?, WOJENNE PRZECHWAŁKI.

Poruszymy ten temat jeszcze raz, bo tym razem narrator dochodzi do wniosków, które wcześniej się nie pojawiały.

„Dla ludzkiego rozumu niedostępny jest całokształt przyczyn zjawisk. Ale potrzeba odnajdywania przyczyny tkwi w duszy ludzkiej. I rozum człowieka, nie wnikający w bezlik i zawiłość warunków zjawisk, z których każde oddzielnie może się wydawać przyczyną, chwyta się pierwszego, najbardziej zrozumiałego przybliżenia i mówi: oto przyczyna. W wydarzeniach historycznych (gdzie przedmiotem obserwacji są czyny ludzi) najbardziej elementarne przybliżenie stanowi wola bogów, potem wola tych ludzi, którzy stoją na najbardziej widocznych miejscach historii – bohaterów dziejowych.” (468)

Wskazywanie wybitnych postaci jako dziejowych kreatorów jest więc uproszczeniem (przybliżeniem) mającym uprościć, a wiec rozjaśnić skomplikowaną rzeczywistość. Dalej narrator zestawia ze sobą dwa spojrzenia na historię: według pierwszego z nich historia jest dziełem ludzi, ich woli, a według drugiego historia rządzona jest przez pewne prawa niezależne od woli ludzi (ludzie są tylko narzędziami w rękach historii).

Przemawia do mnie postawienie człowieka na właściwym dla niego miejscu – nie jako kreatora lecz narzędzia. Współcześnie mamy do czynienia z wyniesieniem roli człowieka i jego osiągnięć na wyżyny, na które nie zasłużył. Jest jednak w tej koncepcji druga część, która mnie niepokoi.

Ale zanim do tego przejdę, proponuję zapoznać się z drugim cytatem. Stanowi on próbę wyjaśnienia mechanizmów historycznych za pomocą nauk fizycznych. Dążenia ludzi są porównane do sił fizycznych oddziałujących na pewne ciało:

„Jeżeli liczne siły, jednocześnie i różnorodnie skierowane, oddziałują na jakiekolwiek ciało, to kierunek ruchu tego ciała nie może być zgodny z żadną z tych sił, lecz będzie zawsze kierunkiem średnim, najkrótszym – tym, co w mechanice wyraża się przekątną równoległoboku sił” (483)

W takim układzie żaden z ludzi nie może o sobie powiedzieć, że spowodował jakieś wydarzenie. Jeżeli dokonało się jakieś wydarzenie historyczne, to było ono najwyżej wypadkową dążeń większej ilości ludzi. Jeżeli tak na to patrzymy, to nie będziemy mogli powiedzieć, że jakiś dyktator wywołał wojnę – do wojny państwo zostało popchnięte przez wiele sił – tak się akurat ułożyła sytuacja międzynarodowa, gospodarcza, polityczna. Dyktator jest tylko symbolem. Tak samo dowódcy wojskowi są tylko symbolami, za którymi kryje się poświęcenie żołnierzy, ukształtowanie terenu, układ szlaków zaopatrzeniowych i wiele innych czynników.

Jak ten pogląd stoi w sprzeczności ze wszystkim, co nam wpojono! Wydaje nam się , że pokój na świecie zależy tylko od jednej decyzji prezydenta USA albo Rosji, albo od akcji charytatywnej zorganizowanej przez muzyka w dziwnych okularach. Żyjemy w uproszczonej rzeczywistości. Gdyby wszystko zależało od decyzji grupki ludzi, to już dawno mielibyśmy na świcie pokój.

Wspomniałem, że w tej koncepcji pewna rzecz mi się nie podoba. Pogląd, że historią rządzi jakiś samoczynny mechanizm przewija się przez historię świata i ciągle ewoluuje. Jedni wierzyli, że duch dziejów kieruje kapitalizm ku upadkowi, dając człowiekowi w zamian raj komizmu. Drudzy wierzyli w nieustanny postęp. Trzeci w to, że po upadku komunizmu nastąpił koniec historii.

Problem w tym, że wszystkie te teorie okazały się nieprawdziwe.

Cytat pochodzi z książki: Lew Tołstoj, Wojna i pokój, Wydawnictwo TPPR Współpraca, Warszawa 1988, T.4.

niedziela, 24 kwietnia 2016

LEPSZY SWÓJ NIŻ OBCY



Pora na 20. post z serialu w odcinkach o „Wojnie i pokoju” Lwa Tołstoja. Jest on inspirowany wypowiedzią hrabiego Bołkońskiego, służącego w jednym z pułków podczas wojny rosyjsko-francuskiej, na temat przyczyn zmiany głównodowodzącego wojskami cara z Niemca Barclaya de Tolly na Kutuzowa. Powszechne są opinie o zdradzie Niemieckiego stratega, hrabia Bołkoński wskazuje jednak na znacznie głębsze przyczyny tej decyzji.

W swojej wypowiedzi Bołkoński wychwala Niemca, podkreśla słuszność jego decyzji militarnych, umiejętność przewidywania sytuacji na polu bitwy. Jest jednak jedna rzecz, która odróżnia go od Kutuzowa:

„(…) Ale nie mógł zrozumieć tego (…), żeśmy tam po raz pierwszy bili się o rosyjska ziemię, że wojsko miało takiego ducha, jakiegom jeszcze nigdy nie widział, żeśmy dwa dni z rzędu odpierali Francuzów i że ten sukces udziesięciokrotniał nasze siły. Kazał się cofać i wszystkie wysiłki i straty poszły na marne. Nie myślał o zdradzie, starał się robić wszystko jak najlepiej, wszystko obmyślał; ale właśnie dlatego się nie nadawał. I teraz nie nadaje się właśnie dlatego, że wszystko obmyślał bardzo gruntownie i dokładnie, jak przystoi każdemu Niemcowi. Jak by ci to powiedzieć… Twój ojciec ma, dajmy na to, lokaja Niemca, wspaniałego lokaja, który potrafi mu dogodzić lepiej niż ty, więc niech służy; ale jeśli twój ojciec zachoruje śmiertelnie, przepędzisz lokaja i sam, choć niezręcznie, będziesz go pielęgnował i bardziej mu pomożesz niż człowiek zręczny, ale obcy Tak postąpiono z Barclayem. Póki Rosja była zdrowa, on, obcy mógł jej służyć, był wspaniałym ministrem, ale kiedy znalazł  się w niebezpieczeństwie, potrzebny jest swój człowiek, rodak.” (209-210)

Widać tutaj wyraźnie rolę patriotyzmu w obronie kraju. Jak podkreśla w swojej wypowiedzi Bołkoński – Barclayowi niczego zarzucić nie było można. Nie padło tu na jego temat właściwie żadne negatywne stwierdzenie. O przewadze Kutuzowa zadecydowało to, że jest Rosjaninem i z krajem, który musi bronić, wiążą go więzy, od których wolny jest Niemiec, obcy. Barclay nie miał tego ducha, o którym jest mowa w pierwszej części cytatu. Nie dał się porwać wzniosłemu nastrojowi, który opanował Rosjan, gdy przyszło im bronić ojcowizny. To zdecydowało o jego porażce względem „pochodzącego stąd” Kutuzowa.

Jest to też przestroga dla wszystkich pragnących służyć obcym państwom. Są oni przydatni w pewnych momentach, ale gdy przychodzi prawdziwe rozstrzygnięcie, zawsze możliwość podejmowania decyzji przekazuje się swojemu.

Cytat pochodzi z książki: Lew Tołstoj, Wojna i pokój, Wydawnictwo TPPR Współpraca, Warszawa 1988, T.3.