wtorek, 19 lipca 2011

DROGA NA SKRÓTY

To niemal norma, że sławni ludzie – aktorzy, muzycy – popadają w rozmaite uzależnienia, przejawiają ekstrawaganckie zachowania, prowokują tragiczne wypadki. Zawsze intrygowało mnie, skąd się to bierze. Czy ludzie, którzy osiągnęli tak wiele, nie są szczęśliwi?

Otwórzmy raz jeszcze opowiadanie „Perła” Johna Steinbecka:

„Powiedziano przecież, że istota ludzka jest nienasycona, że kiedy jej coś ofiarujesz, ona pragnie czegoś więcej. Nie ma w tym ujmy – jest to jeden z największych talentów naszego gatunku i to stawia nas wyżej od zwierząt zadowolonych z tego, co posiadają.” (116)

Wierzę w nieustanny rozwój człowieka, dlatego zawsze interesowały mnie książki takie jak „Zmartwychwstanie” Tołstoja, w której główny bohater pod wpływem nieoczekiwanego wydarzenia przechodzi trudną drogę od zgnuśniałego i rozpustnego szlachcica do ofiarnego i współczującego człowieka. (Może i na „Zmartwychwstanie” przyjdzie na tym blogu czas.) Trudno jest skupiać się na dalszym rozwoju, gdy człowiek już wiele osiągnął.

Wierzę też, że esencją życia jest hierarchia, niestety. Każdy człowiek podświadomie chce tylko zyskiwać na znaczeniu, móc się czuć ważniejszym i lepszym od innych. Temu służy ostatecznie gromadzenie pieniędzy, kupowanie drogich samochodów, ubrań. Żeby czuć się lepszym od innych, wyprzedzać innych w hierarchii. Sukces aktora czy muzyka nagle wynosi go na sam szczyt. Niestety, poczucie spełnienia nie trwa wiecznie – szybko zastępowane jest przez świadomość braku następnych celów, potrzebę dalszego rozwoju. Tę świadomość i tę potrzebę zagłusza się alkoholem i narkotykami, w coraz większych dawkach, bo z biegiem czasu coraz trudniej się oszukiwać.

W międzyczasie aktor i muzyk spadają na sam dół społecznej hierarchii. Pamiętają o nich nieliczni, ale nawet oni już nie okazują czci. To cena, jaką trzeba zapłacić za próbę oszukania tej katorgi, jaką jest stopniowe nabieranie wartości.

Cytaty pochodzą z książki: John Steinbeck "Kasztanek.Perła", Czytelnik, Warszawa 1965 w tłumaczeniu Jana Zakrzewskiego i Juliusza Kydryńskiego


Książkę przeczytałem dzięki projektom NZS UG: "Czytelnia" i "EkoŻak"

wtorek, 12 lipca 2011

DLACZEGO DAJEMY JAŁMUŻNĘ?

Do Kino i Juany uśmiechnęło się szczęście: w morskich odmętach odnaleźli drogocenną perłę, która miała poprawić ich smutny los. Niestety, wieść o znalezisku dotarła do zbyt wielu uszu w miasteczku:

„Wieści dotarły szybko do żebraków przed kościołem i wywołały u nich radosny chichot, wiedzieli bowiem, że nikt nie rozdaje tak hojnie jałmużny, jak człowiek ubogi, do którego uśmiechnęło się szczęście.” (114)

Zastanowiło mnie, skąd się bierze taka prawidłowość? Myślę, że można by zaproponować cały szereg rozwiązań, od pesymistycznych po optymistyczne:
  1. Każdy nowobogacki chce popisać się przed otoczeniem zgromadzonym majątkiem. Majątek jest w takim przypadku cechą, która decyduje o pozycji w społeczeństwie. Demonstracyjne wręczanie wielkich sum biedakom ma być sygnałem dla innych: „jestem od was lepszy!”
  2. Dawanie jałmużny może być także aktem upokarzania tego, który znalazł się w tak ciężkiej sytuacji, że musi żebrać. Łatwo rozpoznać takich darczyńców – dają ze złośliwym uśmiechem, są pełni wyższości i nietłumionej pogardy, dla tego, któremu podobno pomagają.
  3. Dający jałmużnę mogą przez to sami siebie dowartościowywać. Taki człowiek rozczula się nad sobą, jest pełen wzniosłych myśli o swojej dobroci i wielkoduszności.
  4. Ludzie, którzy jeszcze niedawno żyli w ubóstwie, współczują tym, którym się mniej w życiu poszczęściło. Pomagają przez wzgląd na swoją przeszłość.
  5. Ludzie tacy czują się bardzo silnie związani z lokalną wspólnotą i chcą z nią dzielić zarówno szczęście, jak i nieszczęście.
  6. Ludzie, którzy wywodzą się z ubogich środowisk, często nie potrafią poradzić sobie z nagłym bogactwem i szybko cały majątek trwonią. Jałmużna może być przykładem takiego „trwonienia”.
  7. Wszystko po trochu (propozycja Sayuri)
Czytelnikom pozostawiam wybór najlepszej propozycji.

Cytaty pochodzą z książki: John Steinbeck "Kasztanek.Perła", Czytelnik, Warszawa 1965 w tłumaczeniu Jana Zakrzewskiego i Juliusza Kydryńskiego

Książkę przeczytałem dzięki projektom NZS UG: "Czytelnia" i "EkoŻak"