piątek, 30 września 2011

RZECZ O WIELKODUSZNOŚCI

Mógł mieć wszystko, ale po co...
W świecie przepełnionym doprowadzoną do granic rywalizacją o dobra materialne, których zdobywanie, a raczej wyszarpywanie z rąk innym, ma służyć, by sprytniejsi i bardziej rzutcy mogli się czuć lepszymi od tych innych, za kuriozum musi uchodzić sytuacja, w której człowiek dobrowolnie rezygnuje z czegoś, co mu się należy.

Ale spokojnie, jeżeli już tropimy brudy w ludzkiej naturze, to na całego! Niezrównany Karol Dickens nawet w sytuacji, w której człowiek rezygnuje z walki o dobra materialne i prestiż, potrafi dopatrzyć się niezbyt czystych intencji. Zajrzyjmy zatem do "Życia i przygód Nicholasa Nickleby":

"Istnieją — trudno temu przeczyć — stwierdzone ponad wszelką wątpliwość wypadki, kiedy to dżentelmeni nader wielkodusznie rezygnowali z dam, a damy rezygnowały z dżentelmenów na rzecz godnych tego rywali lub rywalek. Czy jednak znamienita większość takich dam i dżentelmenów nie poczytywała sobie konieczności za zasługę i nie rezygnowała szlachetnie z rzeczy nieosiągalnych, jak na przykład szeregowiec, który ślubowałby, że nigdy nie przyjmie orderu podwiązki, albo biedny wikary, wyróżniający się wiedzą i pobożnością, lecz pochodzący z rodziny bez znaczenia (nie mówiąc oczywiście o znaczeniu, jakie ma dlań osobiście własna rodzina złożona z licznej dziatwy), który by z góry rezygnował z biskupiej godności?" (196)

Taka wielkoduszność to może być, prawda? Moglibyśmy się spodziewać, że Karol Dickens będzie nas zawstydzał przykładami szlachetnych postaci, działających z pobudek czysto etycznych, a co za tym idzie prawie odrealnionych, a tu wprost przeciwnie, zrobiło się swojsko i znajomo. Zepchnięto nas z niebiańskich wyżyn i spadamy, spadamy... no właśnie, nie wiadomo gdzie (czy wiedzą Państwo, że według badań ok. 70% Polaków wierzy w niebo, ale w piekło już tylko ok. 30%?)

Powyżej wykazałem, że można z czegoś zrezygnować, bo, jak śpiewali Rolling Stonesi, "You Can't Always Get What You Want". To chyba dobrze. Ale, jak pokazuje Dickens, można też z innego powodu, którym wcale nie jest wielkoduszność. Może to... słabość? I to chyba źle.

Cytat pochodzi z książki: „Życie i przygody Nicholasa Nickleby” Karol Dickens, Czytelnik, Warszawa 1971, tom II

środa, 21 września 2011

KTO Z KIM PRZESTAJE...

o mój Tczewie ukochany...
...takim się staje - doskonale znane wszystkim Polakom przysłowie. Jak zatem wynika z lektury "Życia i przygód Nicholasa Nickleby" Karol Dickens też musiał być Polakiem. Pochylmy się więc nad skromnym urywkiem z ponad 1000-stronicowego dzieła, aby przekonać się, co Dickens miał nam do powiedzenia w kwestii "wchodzenia między wrony" i "krakania tak jak one":

"(...) należy uprzytomnić sobie, iż większość ludzi przebywa wyłącznie w swoim własnym świecie i żywi ambicje na zdobycie wyróżnień i poklasku jedynie tego ograniczonego kółka. Niegodziwcy zaludniali świat sir Mulberry'ego, a on postępował według ich zasad." (449)

Otoczenie ma moc oddziaływania niemal nieograniczoną. Presji ulegają wszyscy, a zwłaszcza młodzi, którym najbardziej zależy na tym, by "doszlusować" do grupy. Z tej prawidłowości można wysnuć porażającą diagnozę, że zło jest niemożliwe do wytępienia, skoro zawsze znajdzie się ktoś, kto zademonstruje komuś innemu, jak czynić zło, a ten będzie z tej wiedzy korzystał. Jeżeli rodzice wychowują swoje dzieci przekazując im umiejętności i wiedzę, to tak samo różnej maści złodzieje i bandyci przygotowują sobie następców. Co ciekawe, często robią to nieświadomie, bo niekiedy wystarczy tylko zły przykład!

Pamiętam, że gdy byliśmy dziećmi, jeden z kolegów przyszedł do nas i opowiedział o chłopaku z sąsiedztwa, który za sprowokowanie burdy na stadionie piłkarskim trafił do aresztu. Podziw, słyszalny doskonale w głosie kolegi, udzielił się bardzo łatwo i nam. Siła złego przykładu jest ogromna - nawet nie widzieliśmy na oczy tego chłopaka, do niczego nas nie namawiał, nie chwalił się swoim wyczynem - a podziw przyszedł sam.

Kto jeszcze wątpi w to, że otoczenie wywiera przemożony wpływ na psychikę człowieka, niechaj wystarczy mu prosty przykład. W Tczewie 90% ulic jest wprost szkaradnych (czym zresztą to zacne miasto nie różni się od reszty polskich miast). Powinienem więc w ogóle nie wychodzić z domu, a jak już, to z przesłoniętymi oczami, klamerką na nosie i zatyczkami w uszach, bo to niemożliwe, bym to wszystko wytrzymał. Ale tego nie robię! Jestem po prostu przyzwyczajony do tego, że tczewskie ulice wyglądają tak, jak wyglądają, nie zwracam na nie uwagi, co więcej - zdziwiłbym się, gdybym wszedł na którąś z ulic i przekonał się, że chodnik nie jest zarośnięty i powyginany, a elewacje budynków czyste i wolne od bohomazów. Tak samo jest z ludźmi, którzy wzrastają w złym towarzystwie.

Często ci, którzy chcą pomagać potrzebującym, albo są przez nich brutalnie odtrącani, albo cynicznie wykorzystywani. Przyczyna jest prosta: ludzie, którzy całe życie byli otoczeni przez zło, nie uwierzą, że ktoś może nieść im dobro.

Być może znowu odbiegłem od meritum, ale nie szkodzi...


Cytat pochodzi z książki: „Życie i przygody Nicholasa Nickleby” Karol Dickens, Czytelnik, Warszawa 1971 w tłumaczeniu Tadeusza Dehnela i Anny Przedpelskiej-Trzeciakowskiej