sobota, 31 grudnia 2011

MUZYCZNE CREDO MARTINA EDENA

Obcowanie ze sztuką łagodzi obyczaje. Można w to zwątpić po niezwykle burzliwej dyskusji między Martinem Edenem a jego ukochaną, Ruth, która przetoczyła się po kartach słynnej książki Jacka Londona:

"Po prostu bronię tylko moich praw jednostki. (...) Światowe autorytety muzyczne mogą sobie mieć słuszność. Ale ja pozostanę sobą i nie potrafię podporządkować swych osobistych odczuć nawet jednogłośnej opinii całej ludzkości. Jeśli coś mi się nie podoba, mówię o tym i rzecz skończona; a nie widzę żadnej racji pod słońcem, abym miał udawać zachwyt dlatego tylko, że większość podobnych mi istot ujawnia go albo usiłuje go w siebie wmówić. W sprawie mych upodobań i niechęci nie umiem stosować się do żadnych przepisów mody."

No i jak zwykle - "coś miało łączyć, a dzieli" (nadużywany slogan - gdy słyszę z czyiś ust "coś miało łączyć...", to automatycznie kończę za niego gromkim głosem). Ale pal licho dzielenie, mnożenie i dodawanie, gdy mowa o tak poważnych sprawach jak gusta kulturalne, gdzie osławiona "jedność wszystkich Polaków" byłaby czymś zabójczym. Wszyscy Polacy nie będą zachwycać się jeno "Bogurodzicą" i nucić w tramwaju "Kaszebści Jeziora:".

Dobrze, że Jack London wkłada w usta Edena słowa tak dobitne, że godne mówców rzymskich. Jeszcze lepiej, że zaczyna od praw jednostki. W świecie, w którym żyjemy, niezmiernie trudno obronić swoje upodobania, swój gust, swoją wrażliwość (jeszcze raz: swoje, swój, swoją) i nie wpaść w ramiona wygodnego konformizmu.

Weźmy za przykład głośną dzisiaj kulturę hip-hopu. Spójrzmy na typowego słuchacza tejże muzyki: konieczny kaptur nasunięty na czoło, szerokie spodnie, tatuaże, charakterystyczny sposób poruszania się, mówienia, swoiste gesty. I po co to wszystko? Nie może taki słuchacz hip-hopu wbić się na przykład w garnitur i tak słuchać ulubionej muzyki? Po co wszyscy słuchacze hip-hopu mają zachowywać się i ubierać tak samo? Przecież muzyka nikogo nie zmieniła - Polak nie stał się nagle Murzynem ze slumsów. To wszystko jest nienaturalne, udawane. Gdyby nasz fan hip-hopu stanie się nagle miłośnikiem rocka, to w kąt pójdą szerokie spodnie i bluzy z kapturem, a pojawi się skórzana kurtka i "straceńczy tryb życia". Czy nie za daleko to wszystko idzie?

Ale pióro znowu mnie poniosło. Powyższy cytat pokazuje też pewne zjawisko: "terror ludzi kulturalnych". Jeżeli nie podoba ci się jakaś muzyka, to czegoś ci brakuje, najpewniej rozumu, i nieważne, że w duchu ci "ludzie kulturalni" nie wiedzą nawet, czym się zachwycają. Liczy się poza, wizerunek - każdy musi ci pokazać, że na społecznej drabinie jesteś o, tam, na dole, tak nisko, że prawie cię nie widać.

Wtedy trzeba mieć odwagę Martina Edena. Albo pieprzyć ten świat pozorów i wybrać świat Platona.


Cytat pochodzi z książki: „Martin Eden” Jack London, Iskry, Warszawa 1962, w tłumaczeniu Zygmunta Glinki.