wtorek, 7 lutego 2012

WYKSZTAŁCIUCHY

Jego Magnificencja (łac. - wspaniałość)
Człowiek, nawet uczony, a nie wychowany, uzbrojony w wiedzę, a bezbronny wobec własnych namiętności, uświadomiony o swoich prawach, a nie chcący uznać obowiązków - to nowoczesny barbarzyńca (ze statutu Kolegium Ojców Marianów)

Po raz pierwszy w Dzienniku lektury pozwalam sobie rozpocząć od cytatu. Zazwyczaj zaczynam od kilku słów własnych, które w formie komentarza wprowadzają dopiero cudzą myśl. Tym razem postąpiłem inaczej, bo uznałem, że nie potrafiłbym zrobić tego lepiej od Autorów ww. słów.

W Polsce wszyscy studiowali, studiują, bądź będą studiowali. Każdy więc zetknął się z osobnikiem, którego pierwsze imię brzmi "Magister", "Doktor" lub "Profesor" (nie wiem, czy to ze chrztu, czy z bierzmowania), i który lubi podpisywać się w zielonej książeczce. Sposób, w jaki ci osobnicy wykorzystują fakt, że co roku na prowadzonych przez nich zajęciach pojawiają się ludzie, którzy zdani są wyłącznie na ich łaskę czy niełaskę, też jest wszystkim znany. Cytat, który wybrałem na dzisiejsze rekolekcje z nieśmiertelnego "Martina Edena" Jacka Londona dotyczy wprawdzie "inteligencji" w ogóle, ale ja postanowiłem zadedykować go creme de la creme tejże inteligencji, czyli kadrze naukowej polskich uniwersytetów. Posłuchajmy, strona 221:

"Sposobności widywania się z narzeczoną w domu jej rodziców nie miał teraz wiele, gdyż zainicjowana przez panią Morse kampania rozrywkowa rozgorzała w całej pełni. Wzniosłe istoty, które tam spotykał, a na które jeszcze tak niedawno spoglądał z nabożną czcią, nudziły go teraz. Przestały być wzniosłymi istotami (...) W domu Ruth nie spotkał żadnego wybitniejszego umysłu (...) Całe pozostałe grono składało się z pustogłów, miernot, nieuków, istot bezmyślnych lub myślących dogmatycznie i powierzchownie. Najwięcej zastanawiało go nieuctwo tych ludzi. Co się z nimi mogło stać? Gdzie podzieli nabyte wykształcenie? Mieli przecież dostęp do tych samych książek, z których i on korzystał. Jakże to się stało, że nie wynieśli z nich żadnego pożytku? (...) Dawniej wyobrażał sobie, że wszystkie osoby nie pracujące zarobkowo, zaliczające się do tak zwanych sfer dobrze wychowanych obdarzone są potężnym umysłem i wrażliwością na piękno. Zdawało mu się wówczas, że kultura i pieniądz idą z sobą w parze. Poddawał się też złudnemu mniemaniu, że akademickie wykształcenie równoznaczne jest z mistrzowskim opanowaniem wiedzy".

Gdzieś przeczytałem inne mądre słowa (nie było wtedy Dziennika lektury, więc, głupi, nie pomyślałem, żeby je zanotować), że jeżeli człowiek prawdziwie wykształcony (a nie wykształciuch) zapomni wszystko, czego się nauczył, to i tak pozostanie człowiekiem wykształconym. Wielu jest "uczonych", którzy zostaliby nadziutcy jak ich Pan Bóg stworzył, gdyby im odebrać wkute niegdyś regułki.

PS. Jeżeli ktoś wie, kto jest autorem tej myśli, to niech nie waha się napisać. Wprawdzie nagród nie rozdaję, bo od tego są teleturnieje, ale na wdzięczność można liczyć, a to już wartość sama w sobie...

Cytat pochodzi z książki: „Martin Eden” Jack London, Iskry, Warszawa 1962, w tłumaczeniu Zygmunta Glinki