czwartek, 5 lipca 2012

POŻEGNANIE Z MARTINEM EDENEM

Pożegnamy się z Martinem Edenem w kulminacyjnym momencie. Oto prosty marynarz, który pod wpływem miłości do panny z burżuazji postanowił porzucić proste życie i zostać pisarzem, osiąga sukces - jego opowiadania są niemalże rozchwytywane przez wydawców. Jednak, jak to zwykle bywa, Martin wcale nie cieszy się z pisarskiego sukcesu, osiągniętego zresztą łutem szczęścia. Czuje się rozczarowany światem inteligencji, który niegdyś go zafascynował:

"Dotarłszy do takich wniosków, Martin nie przestawał myśleć dalej, aż w końcu zaświtało mu w głowie przekonanie, że różnica między tymi wszystkimi prawnikami, oficerami, handlowcami i finansistami, których spotykał obecnie, a robotnikami, z którymi obcował niegdyś, stanowi tylko odpowiednik różnic w sposobie odżywiania się, ubierania oraz w dzielnicach mieszkaniowych. Niewątpliwie zarówno jednym, jak i drugim, brakowało tego nieuchwytnego czegoś więcej, co znajdował w samym sobie i w książkach." (222)

Wiadomo, jak się człowiek na coś nastawi, to nigdy nic z tego nie wychodzi. Dlatego najlepiej mają pesymiści - ci od życia spodziewają się wszystkiego najgorszego, a gdy żaden z czarnych scenariuszy się nie spełnia, to stają się najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi.
Ale to tylko na marginesie. Tymczasem Martin Eden chce jeszcze coś powiedzieć. Martin Eden bowiem, zamiast cieszyć się sukcesem i pieniędzmi, wciąż powraca myślami w przeszłość. Wspomina głód, który cierpiał, gdy zamiast wyruszyć w rejs siedział w domu, uczył się i pisał. Wspomina, jak jeden po drugim bez żadnego powodu odrzucano jego opowiadania. Wspomina, jak nie chciała go ukochana i jej rodzice. Porównuje to ze stanem obecnym i nie może pojąć:

"Dlaczego nie odważyłaś się na to wcześniej (...) kiedy byłem bezrobotny? Kiedy głodowałem? Kiedy jako człowiek i jako artysta byłem tym samym co i dziś Martinem Edenem? To pytanie zadaję sobie od dawna. (...) Jak widzisz, nie zmieniłem się wcale, chociaż nagły, pozorny wzrost mojej wartości zmusza mnie do ciągłego upewniania o tym samego siebie. To samo co dawniej ciało okrywa moje kości, te same mam dziesięć palców u rąk i nóg. Nie zmieniło się we mnie nic. Nie rozwinąłem w sobie żadnej nowej zdolności ani zalety. Mózg mój pracuje zupełnie tak samo jak wówczas. Nie zdobyłem się nawet na żaden nowy sąd w zakresie literatury czy filozofii. Mam ściśle tę samą osobistą wartość, co wtedy, gdy nikt nie chciał o mnie słyszeć. Nie mogę więc zrozumieć, dlaczego teraz nagle wszystkim zależy na mnie. Z całą pewnością nie dzieje się to ze względu na przymioty mojej osoby, skoro nic się w niej nie zmieniło od czasu, gdy nią gardzono. Widocznie więc ludzie pragną mnie dla czegoś innego, czegoś, co tkwi poza mną, co nie jest moją treścią. Czy mam ci tłumaczyć, na czym to coś polega? Oto na uznaniu, które zdobyłem. Uznanie to nie jest cząstką mej istoty. Istnieje ono w umysłach innych ludzi. Dalej wchodzą w rachubę pieniądze, które zarobiłem i wciąż zarabiam. Ale i pieniądze nie są mną samym." (339-340)

Tymi słowami rozstajemy się z Martinem Edenem.

Cytaty pochodzą z książki: „Martin Eden” Jack London, Iskry, Warszawa 1962, w tłumaczeniu Zygmunta Glinki.