niedziela, 21 października 2012

I TY CHCESZ ZOSTAĆ WIEJSKIM PÓŁGŁUPKIEM


Za przykład służy zły bawarski Bauer
Na zakończenie naszych wspólnych spotkań ze „Stąd do wieczności” Jamesa Jonesa (bo z samym Autorem mam nadzieję jeszcze nie), proponuję przyjrzeć się nader urokliwemu portretowi „wiejskiego półgłupka”, jaki mistrzowsko nakreślił Jones (albo w równym stopniu Bronisław Zieliński, czyli Autor przekładu – jakże często nie doceniamy pracy tłumaczy!). No, ale rzućmy okiem na stronę 138 tomu pierwszego:

„Sal Clark, ze swymi nieśmiałymi ufnymi oczami i z lekka zakłopotanym uśmiechem, przypominał wiejskiego półgłupka, który jest całkowicie pozbawiony złośliwości, zawiści, nieufności czy chęci wywyższenia się, który nie potrafi utrzymać się w naszym społeczeństwie i którego zamożni biznesmeni radośnie wyrywają sobie z rąk przy każdej sposobności, żywiąc go, ubierając i pielęgnując czule, jak gdyby w jakiś metafizyczny sposób mógł swoim ciasnym umysłem wstawić się za nich do Boga lub ochronić ich od wyrzutów sumienia. Podobnie Sal Clark cieszył się opieką i względami jako maskotka kompanii.” (138)

Dlaczego wybrałem ten cytat? Ano, jedna rzecz mnie w nim zastanowiła. Zauważcie, jakimi określeniami obdarzony zostaje dobroduszny Sal: „wiejski półgłupek”, o „ciasnym umyśle”, którego trzeba „ubierać i pielęgnować”. Zdawałoby się, że takimi zabarwionymi negatywnie epitetami powinno określać się kogoś na to zasługującego, a nie Sala o „nieśmiałych ufnych oczach” i „z lekka zakłopotanym uśmiechu”. Został opisany tak negatywnie jak jakiś, nie wiem, sadystyczny dowódca, a nie jak „maskotka kompanii”.

No i jak można przedstawić w ten sposób kogoś, kto „jest całkowicie pozbawiony złośliwości, zawiści, nieufności czy chęci wywyższania się”. Taki człowiek powinien chyba służyć za wzór, który będą wykorzystywać ludzie lubujący się w „smrodku dydaktycznym” (M. Wańkowicz).

No więc o co biega?

Kluczem wydaje mi się to, że Sal „nie potrafi utrzymać się w naszym społeczeństwie”. Ludzie szanują tylko ważniejszych od siebie, ewentualnie równych sobie (ale to też różnie). Niby czemu mieliby szanować takiego Sala? Bo w tym, że mu się pomaga, że zrobiło się z niego „maskotkę kompanii” i że „biznesmeni wyrywają go sobie z rąk” jest element lekceważenia, wyniosłej pobłażliwości, a nie szacunku.

Dobrze, że Jones napisał „w naszym społeczeństwie”, a nie na przykład „w społeczeństwie”. „W naszym”, czyli takim, jakim go uczyniliśmy.

Czyli to ze społeczeństwem jest coś nie tak, a nie z samym Salem.

Przygoda ze „Stąd do wieczności” skończy się bardzo sentencjonalnie. Poniższe słowa można spokojnie drukować w kalendarzach ze złotymi myślami:

„Wygląda na to – powiedział z trudem Prew – że życie składa się z mówienia ‘dzień dobry’ ludziom, których nie lubimy, i ‘do widzenia’ ludziom, których lubimy” (247 T2)

PS. Teraz wezmę się chyba znowu za Johna Steinbecka, w związku z tym, że Wydawnictwo Prószyński i S-ka od jakiegoś czasu wznawia „znakomite dzieła Autora” (cytat z obwoluty). Ja zaś nie zamierzam brać się za inne, tylko za „znakomite”;) Pzdr.

Cytat pochodzi z książki: James Jones, Stąd do wieczności, Wydawnictwo Książnica, Katowice 1993, w tłumaczeniu Bronisława Zielińskiego.