niedziela, 4 listopada 2012

OSZCZĘDZAĆ CZY WYDAWAĆ?

                        Stryj John i jego wieprzek
Nie czytajcie tego posta przed obiadem! Zdecydowanie lepiej będzie się Wam wchodziło w rubaszne klimaty, godne „Gargantuy i Pantagruela”, z pełnym żołądkiem…

Na razie nie będziemy zajmować się dziełem Francoisa Rabelais’go. Okazuje się jednak, że podobne klimaty możemy znaleźć w „Gronach gniewu” Johna Steinbecka (dziękując przy okazji Wydawnictwu Prószyński i Sp-ka za wznowienie).

Wybrany przeze mnie fragment książki to dialog pomiędzy Tomem Joadem, który powrócił właśnie w rodzinne strony po odsiadce w więzieniu McAlester, a „upadłym” pastorem Casym (na czym polegał jego upadek obiecuję wyjaśnić Wam za dwa tygodnie). W pewnym momencie dysputa zahacza o Johna, stryja Toma, i pewnego nieznanego Historii wieprzka, którego stryj Tom dostał w zamian za parę rolek drutu.

Poniższy fragment traktujcie jako instrukcję poglądową, jak należy postępować z wieprzkami:

– Co wyprawiał? Oho! Wieprzka zarżnął na miejscu i uprosił matkę, żeby rozpaliła ogień pod kuchnią. Powycinał kotlety, pokładał je na patelni, a żeberka i jedną nogę wsadził do piecyka. Kotlety żarł tak długo, póki się żeberka nie upiekły, a żeberka zdążył wrąbać, zanim upiekła się szynka. Wtedy zabrał się do szynki. Krajał wielkie kawały i pakował do gęby. Nam. dzieciakom, ślinka ciekła i stryj dał nam trochę, ale ojcu nic. W końcu tak się chłop obżarł, że porzygał się i poszedł spać. Kiedy już zasnął, tośmy z ojcem wykończyli szynkę. Nad ranem stryj się budzi, i lu! – drugą szynkę do piecyka. Ojciec powiada: „John, chcesz zeżreć całego wieprzka?”. A stryj na to: „Chcę, tylko się boję, że nie dam rady. Lubię wieprzowinę, ale zanim wrąbię wszystko, część może się zepsuć. Weź trochę, ale oddasz mi za to dwie rolki drutu”. No, ale ojciec był nie w ciemię bity. Wolał zaczekać, aż stryj opchnie tyle, że mu się na rzyganie zborze. I rzeczywiście, stryj wysiadł, zanim dojechał do połowy wieprzaka. Ojciec powiada: „Czemu nie zasolisz reszty?”. Ale stryj John był już taki: Jak chciał wieprzka, to całego, a jak mu się odechciało, to nie mógł patrzeć na wieprzowinę. Machnął ręką na resztę, a ojciec wziął ją zasolił.
– Dawniej, kiedy miałem w sobie ducha kaznodziei, wyciągnąłbym z tego naukę i wygłosił ją wam na kazaniu, ale już się tym nie zajmuję – powiedział Casy.” (48)

Zanim ja obudzę w sobie „ducha kaznodziei” i roztoczę nad Wami „smrodek dydaktyczny” właściwy dla tego bloga, proponuję dla kontrastu posłuchać jeszcze, co z wieprzkiem zrobiłby ojciec Toma (który zresztą również nazywa się Tom):

„Nie znacie ojca. Gdy zabije kurczaka, to sam lamentuje więcej od kurczęcia. Taki już jest. Zawsze oszczędza świnię na Boże Narodzenie, a ona zdycha we wrześniu ze wzdęcia lub na jakąś zarazę, tak że nie można jej zjeść.” (49)

No wiec jak: czy warto oszczędzać czy może lepiej przeżerać swoje dobara na bieżąco jak czynił to stryj John? Trudno się odpędzić od myśli, że w obu przypadkach wieprzek po prostu został zmarnowany.

O tym, czy warto oszczędzać, niech najlepiej powiedzą ci, którzy przeżyli w 1992 roku ogłoszenie przez Polskę bankructwa i dewaluację złotówki – z milionerów stali się biedakami.


Wobec trudności z udzieleniem odpowiedzi, umywam ręce i wysiłek ten ceduję na Was. Po prawej stronie, nad buziami obserwatorów, znajduje się ankieta. Wystarczy wybrać, kogo podejście bardziej Wam odpowiada. Będę potem wyniki tej ankiety szeroko opracowywał socjologicznie:)

Cytaty pochodzą z książki: John Steinbeck, Grona gniewu, Wydawnictwo Prószyński i Sp-ka, Warszawa 2012.