wtorek, 20 listopada 2012

UPADŁY PASTOR


Lubię książki Johna Steinbecka. Oprócz „Kasztanka i Perły”, o której pisałem już na tym blogu, mam za sobą także „Na wschód od Edenu”, „Pastwiska niebieskie” i „Grona gniewu”. Nieodmiennie urzekały mnie nakreślane przez niego urokliwe pejzaże Południa Stanów Zjednoczonych, i nawet przebijające się przez nie pełne naturalizmu opisy niełatwego życia farmerów nie były w stanie pokonać mojego marzenia, żeby chwycić w dłonie widły i zagłębić się w niekończące się pola kukurydzy i tytoniu.

Steinbeck w swoich książkach ze znawstwem tematu nakreśla urzekające portrety zbiorowe amerykańskich farmerów. Z tej całej galerii postaci pragnąłbym dzisiaj wyłuskać postać pastora Casy’ego, jednego z bohaterów „Gron gniewu”.

Pastor ów ma bardzo poważny problem:

„Teraz jestem po prostu Jim Casy. Straciłem powołanie. Mam dużo grzesznych myśli, ale wydają mi się wcale rozsądne.” (34).

A o jakiż to grzechach prawi ojciec Casy? Oto opis jednego z nabożeństw:

„Wiecie, często doprowadzałem ludzi do tego, że skakali, gadali i wykrzykiwali na chwałę bożą, a potem jeden po drugim przewracali się na ziemię bez zmysłów. Niektórych chrzciłem, aby przywrócić ich do przytomności. A potem… Wiecie, co potem robiłem? Zabierałem którąś z dziewczyn i pokładałem się z nią w trawie. I to za każdym razem.” (36)

Jeszcze jedna ciekawa wypowiedź:

„I tak sobie wymedytowałem: zaznałeś, człowieku, łaski głoszenia słowa bożego, ale łaska przenika ludzi tak mocno, że skaczą i drą się wniebogłosy. Spać w trawie z dziewczyną to ponoć diabelska sprawa. A przecież dziewczyna tym bardziej chce pójść w trawę, im więcej czuje w sobie łaski bożej. I przyszło mi do głowy – co, do jasnej cholery… przepraszam! jakim cudem diabeł może wstąpić w dziewczynę, kiedy jest w niej tak pełno Ducha Świętego, że się jej wprost uszami i nosem przelewa.” (37)

No i konkluzja:

„A może to i nie grzech. Może już tacy ludzie są. Może na darmo wypędzamy z siebie diabła batem. (…) Nie ma grzechu i nie ma cnoty. Jest tylko to, co ludzie robią. I wszystko, co robią, jest ludzkie. Czasem to, co robią, jest ładne, czasem jest brzydkie, ale tylko tyle ma się prawo o tym powiedzieć” (39)

„Grona gniewu” to najbardziej wyrazista ideologicznie książka Steinbecka, jaką do tej pory przeczytałem. Pisarz wyraźnie opowiada się w niej po jednej światopoglądowej stronie (chociaż chiński sługa w „Na wschód od Edenu” dochodzi do podobnych wniosków na temat moralności co Casy, kiedy odszyfrowuje znaczenie biblijnej przypowieści o Kainie i Ablu).

Wnioski Casy’ego coś mi przypominają. Przypominają mi to, co w telewizji, radiu i prasie mówi się nam o liberalnej demokracji, w której obecnie funkcjonujemy. Nie wolno nam nikogo oceniać, ani piętnować niczyjego zachowania. Powtarza się, że człowiek sam, we własnym sumieniu, powinien rozważyć, czy robi dobrze czy źle. Nie można nikogo oceniać, bo nie ma jednej, wspólnej dla wszystkich moralności. Ksiądz ma osobną moralność, złodziej ma osobną moralność. I jeżeli pastor Casy nie czuje się źle, lub nie chce czuć się źle, z tym, że „pokłada się w trawie z dziewczynami”, to nie ma żadnego problemu i nikt nie ma prawa go potępiać.

Dalej będziemy zagłębiać się w potworności wielkiego kryzysu lat ’30 i poznamy poglądy Johna Steinbecka na temat amerykańskiego kapitalizmu, co na pewno znowu przypomni nam współczesną dyskusję na temat naszego kryzysu.

Zostańcie z nami!

Cytaty pochodzą z książki: John Steinbeck, Grona gniewu, Wydawnictwo Prószyński i Sp-ka, Warszawa 2012 w tłumaczeniu Alfreda Liebfelda.