niedziela, 9 grudnia 2012

BYĆ CZY MIEĆ?


„Grona gniewu” Johna Steinbecka to książka osadzona w realiach amerykańskiego kryzysu lat trzydziestych. Chociaż tamten kryzys dotknął wiele grup społecznych, to Steinbeck skupił się na najbardziej dramatycznych jego ofiarach: farmerach. Z powodu gwałtownego spadku cen płodów rolnych nie są oni w stanie spłacić swoich zobowiązań, więc ich ziemia przechodzi na własność banku, a oni sami zmuszeni są zmienić się w wędrownych robotników.

Jeden z farmerów, patrząc, jak wynajęty przez bank traktorzysta zrównuje z ziemią jego gospodarstwo, pokusił się o taką refleksję:

„Dziwne to jakieś wszystko. Człowiek ma ziemi tyle, co kot napłakał, a przecież ta ziemia i on to jedno, to jakby kawałek jego samego, bo bez niej nie jest sobą. Kiedy ma ziemi tylko tyle, że może po niej chodzić, uprawiać ją własnymi rękami, frasować się, kiedy coś nie dopisze, radować, kiedy deszczu jest dosyć, wtedy ta własna ziemia to on sam i przez to czuje się jakoś większy, bo przecież to własny kawałek gruntu. I niechby mu nawet nie bardzo się wiodło, to i tak czuje się pewniej. Tak to już jest.” (59)

Trudno w pełni pojąć te słowa mieszczuchowi (z małego miasta, ale zawsze!). Ale spróbuję. Jeżeli człowiek ma mieszkanie, czy choćby mały pokoik, i coś w nim zrobił, na przykład pomalował ściany, wymienił okna, itd. itp., to rzeczywiście staje mu się przez to bliższy, chociażby poprzez nakład pracy, który weń włożył. A dla farmera jego ziemia jest miejscem codziennej pracy. On czuje się jakby „dobrym opiekunem” tej ziemi, czymś w rodzaju jej dobrotliwego władcy.

A teraz oddam znowu głos farmerowi, bo prawi, jak być nie powinno:

„Ale niech ma posiadłość, której nigdy na oczy nie oglądał i nie przyłożył do niej ręki ani po niej nie chodził, wtedy majątek bierze górę nad człowiekiem. Nie robi on już wtedy tego, co chce, ani nie myśli tak, jak chce. Ten majątek jest wówczas panem silniejszym od niego. A człowiek staje się mały. Tylko jego dobra są wielkie, a on jest ich sługą. Tak to już jest.” (59)

Tak to już jest. Zauważyliście różnicę? Tam, w małym gospodarstwie, to właściciel jest panem, a w wielkim latyfundium zamiast być jeszcze potężniejszym panem, jest tylko sługą. Różnica polega na tym, że tamten bogacz żadnej pracy ani miłości w swoją ziemię nie włożył. To tak jakby Ojciec Wergiliusz napłodził sto dwadzieścia troje dzieci i ich nie kochał. Co z tego, że tyle ich ma, gdy ich nie kocha?

To co zmusza bogacza, żeby kupował tyle ziemi? Czy lubi być niewolnikiem? Pozwólcie, że przekartkuję 300 stron i przejdę do słów byłego pastora Casy’ego (o pastorze Casym pisałem tutaj), który mówi o pewnym potentacie medialnym, który nabył milion akrów ziemi i otoczył ją strażnikami:

„Jeśli potrzebuje aż miliona akrów, żeby czuć się bogaty, to chyba dlatego, że czuje się wewnętrznie strasznie ubogi. A jeżeli jest ubogi duchowo, to nawet milion akrów nie da mu poczucia bogactwa. I może właśnie dlatego jest zawiedziony, że cokolwiek by zrobił, nie jest w stanie poczuć się bogatszy.” (305-306)

Tak to już jest.

Cytaty pochodzą z książki: John Steinbeck, Grona gniewu, Wydawnictwo Prószyński i Sp-ka, Warszawa 2012 w tłumaczeniu Alfreda Liebfelda.