niedziela, 24 lutego 2013

WIELKI POWRÓT


Zazwyczaj kończąc pisać o jakiejś książce, nadmieniam o tym w ostatnim dotyczącym jej poście. Tym razem, zamykając „Grona gniewu” Johna Steinbecka, tego poniechałem. Dlaczego? A dlatego że kolejną książką będzie „Na wschód od Edenu”. Johna Steinbecka, oczywiście.

Książka zaskakuje od dosłownie pierwszej karty, a to z tego powodu, że na tej pierwszej karcie znaleźć możemy dedykację. Nie mam tu oczywiście na myśli takiej, gdzie padają jedynie imiona lub nazwiska, i które są intrygujące o tyle, że nikomu poza Autorem nic nie mówią. Mam na myśli dedykację o wiele bardziej rozbudowaną, którą można potraktować jako informację o powodzie napisania książki.

Otóż „Na wschód od Edenu” John Steinbeck zadedykował niejakiemu Pascalowi Covici, który to, jak informuje Autor w dedykacji, przyszedł raz do niego i poprosił o zrobienie dla siebie pudełka, do którego Steinbeck miałby powkładać wszystko to, co ma.

Powstała z tego, co miał Steinbeck, prawie 1000-stronowa cegła. „Oto twoje pudełko. Zawiera ono prawie wszystko, co mam, a jednak nie jest pełne. Znajdziesz w nim ból i wzruszenie, przyjemne i nieprzyjemne uczucia, złe myśli i dobre myśli – zadowolenie z rodzącego się pomysłu, trochę rozpaczy i nieopisaną radość tworzenia.” (5)

Skoro tam jest wszystko, co miał Steinbeck, to nie pozostaje nic innego, jak ochoczo zabrać się do lektury.

Na początku znajdziemy opis głównego miejsca, w którym będzie rozgrywać się akcja powieści – doliny rzeki Salinas. Autor opisuje ukształtowanie terenu, florę i faunę oraz historię doliny – od Indian, przez Hiszpanów, aż po Amerykanów (zwróćcie uwagę zwłaszcza na fragment, w którym Steinbeck opisuje, jak te nacje nadawały nazwy określonym miejscom w dolinie). Jako że mam w zwyczaju poszukiwać w lekturach prawd uniwersalnych, nie mogłem przeoczyć takiego oto fragmentu:

„Salinas była rzeką sezonową. Letnie słońce wpędzało ją pod ziemię. Nie była wcale piękna, ale nie mieliśmy innej, więc chełpiliśmy się nią – tym, jaka jest niebezpieczna podczas wilgotnej zimy, a jaka wyschnięta w letnią suszę. Chełpić się można każdą rzeczą, jeżeli jest ona wszystkim, co mamy. Możliwe, że im mniej mamy, tym więcej musimy się chełpić.” (10)

Myśli wydaje się trafna, zwłaszcza że wielokrotnie potwierdzała ją empiria (pozwolicie, że nie będę tutaj podawał przykładów). To prawda, że często przechwalają się tacy ludzie, którzy nie mają się czym chwalić, bo przez to „rosną” we własnych oczach i w cudzych, a, jak wiadomo, życie polega między innymi na tym, żeby w bezbarwnym ludzkim mrowisku dorwać się do odpowiedniej pozycji („wszyscy jesteśta głupie, tylko ja jestem mądry”).

Z drugiej zaś strony stoją ci, którzy naprawdę coś mają (mam w tym przypadku głównie na myśli dobra materialne), ale przenigdy się tym nie chwalą, żeby nie narazić się na zawiść lub wręcz knowania zazdrosnych współmieszkańców ludzkiego mrowiska (zgodnie z zasadą mówiącą, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal).

Nie widzicie tutaj niczego dziwnego? Nic nie ma – chwali się, że ma; ma – kryje to wszystko, żeby mu nie zabrali. Toż to jakiś absurd…

Cytaty pochodzą z książki: John Steinbeck, Na wschód od Edenu, Wydawnictwo Prószyński i s-ka, Warszawa 2011, w tłumaczeniu Bronisława Zielińskiego.