sobota, 30 listopada 2013

JEJ PORTRET – CIĄG DALSZY

Ostatni „Jej portret” poświęcony był okresowi dziecięcemu Cathy Ames, bohaterki „Na wschód od Edenu” Johna Steinbecka. W tamtym poście skończyliśmy na tragicznym w skutkach uwiedzeniu młodego nauczyciela – Jakuba Grewa i mogliśmy obserwować początki jej kariery w późniejszym zawodzie – prostytucji.

Okres dziecięcy Cathy zamyka znamienna decyzja – dziewczyna chce przerwać naukę w gimnazjum i pójść własną drogą (wiemy już, jaka to droga). Na przeszkodzie stają jej wtenczas rodzice, którzy udaremniają ucieczkę z domu. Wtedy Cathy zmienia taktykę działania – stara się przekonać rodziców, że stała się im posłuszna. To się udaje doskonale, bo rodzice są wręcz ujęci jej uczynnością i uległością. Jednak dla kogoś mniej podatnego na uroki Cathy jej cel jest jasny:

„A nie ograniczało się to tylko do domu. Odważnie znosiła wyziewy garbarni, byleby odwiedzać tam ojca. (…) Interesowała się nie tylko procesem garbowania, ale i stroną handlową. Ojciec wyjaśniał jej sprawy pożyczek, płatności, sporządzania rachunków i list płac. Pokazał jej, jak się otwiera kasę ogniotrwałą, i z zadowoleniem stwierdził, że po pierwszej próbie zapamiętała kombinację.”(125)

To musiało się źle skończyć. Cathy, korzystając z nieobecności rodziców, podpala dom i pozoruje własną śmierć. Wszystko ma wyglądać na kradzież. Zawartość kasy ogniotrwałej znika oczywiście wraz z nią.

Cathy nie znika jednak na długo z naszego pola widzenia. Wkrótce pojawia się w Bostonie, w domu sutenera Edwardsa (w książce zwanego romantycznie „rajfurem”). To, co Cathy robi z tym mężem, ojcem, a jednocześnie człowiekiem doświadczonym w stosunkach z takimi kobietami, jest wprost zdumiewające.

Oto, co przeżywa pan Edwards już na pierwszym spotkaniu:

„I oto siedział tu – wielki, tłusty, dojrzały rajfur, oparty brzuchem o biurko – i policzki czerwieniały mu od krwi, a dreszcze podniecenia przebiegały po nogach i udach.” (135)

No, hormony zagrały. Z posta „Jej portret” wiemy już, że Cathy nie przepuszcza takich okazji.

Biedy Edwards… zakochał się.

„Gdyby w ciągu wszystkich tych lat pan Edwards usłyszał o kimś, że jest w podobnym stanie, wybuchnąłby śmiechem. Bo oto pan Edwards, rajfur obdarzony najzimniejszą w świecie krwią, beznadziejnie, rozpaczliwie zakochał się w Katarzynie Amesbury [tak mu się przedstawiła – P.B.]. Wynajął dla niej miły ceglany domek, po czym jej go podarował. Otoczył ją wszelkim możliwym zbytkiem, przesadnie ozdobił dom, przegrzewał go stale. Dywany były tam zbyt puszyste, a ściany zawieszone obrazami w grubych ramach.” (136)

No, no, skoro pojawiają się drogie prezenciki, to kobieta może pójść dalej:

„Kiedy go już zdobyła, co nastąpiło bardzo prędko, postarała się, by zawsze sprawiać wrażenie lekko niezadowolonej. Utrzymywała go w ciągłej niepewności, jak gdyby lada chwila miała mu uciec. Kiedy wiedziała, że do niej przyjedzie, starała się nie być w domu i wracała rozpromieniona, jakby po jakichś niewiarygodnych przeżyciach. Często uskarżała się, jak trudno jej uniknąć na ulicy lubieżnych spojrzeń i dotknięć mężczyzn, od których nie może się opędzić. Kilka razy wpadła przestraszona do domu, ledwie wymknąwszy się ścigającemu ją mężczyźnie.” (137)

To granie na męskiej zazdrości jej wręcz klasyczne. Zaczęliśmy od hormonów, więc sprawdźmy, co słychać w tych sprawach:

„W ich stosunkach seksualnych wpoiła mu przekonanie, że wyniki nie są dla niej w pełni zadowalające i że gdyby był lepszy jako mężczyzna, mógłby wyzwolić w niej powódź nieprawdopodobnych reakcji.” (137)

To biedny pan Edwards jest już na widelcu:

„Gdy już z powodzeniem roztarła pana Edwardsa na miazgę (a wiedziała dokładnie, kiedy to nastąpiło), zaczęła go okradać. Przetrząsała mu kieszenie i wyciągała wszystkie grubsze banknoty, jakie znalazła. Nie śmiał jej o to oskarżać z obawy, by nie odeszła. Biżuteria, którą jej ofiarowywał, znikała, i chociaż Katarzyna utrzymywała, że ją zgubiła, pan Edwards wiedział, iż została sprzedana. Nabijała rachunki ze sklepu spożywczego, podwyższała ceny sukien. Nie mógł się zdobyć, by położyć temu kres. Wprawdzie nie sprzedała domku, ale obciążyła jego hipotekę, na ile tylko zdołała.” (138)

Dopełnijmy jeszcze tylko obraz nieszczęścia:

„Pewnego wieczoru pan Edwards stwierdził, że jego klucz nie pasuje do zamka u frotowych drzwi.” (138)

Śmiech na sali. Ale trzeba dotknąć dna, żeby otrzeźwieć. Pan Edwards, a przy okazji i my, odkrywa dziwną słabość Cathy – pod wpływem alkoholu całe siedzące w niej zło zaczyna wyłazić na powierzchnię, jakby ktoś otwierał niewidzialną furtkę.

Oto, co słyszy pan Edwards od obiektu swoich westchnień:

„– Ty tłusty wieprzu. Co ty o mnie wiesz? Myślisz, że nie potrafię odczytać każdej twojej śmierdzącej myśli? Chcesz, żebym ci powiedziała? Zastanawiasz się, gdzie taka grzeczna panienka jak ja nauczyła się różnych sztuczek. Powiem ci. Nauczyłam się ich w bajzlach – słyszysz? – w bajzlach. Pracowałam cztery lata w takich miejscach, o jakich ci się nie śniło. Te sztuczki przywozili mi z Port Saidu marynarze. Znam każdy nerw w twoim parszywym cielsku i umiem się nim posłużyć.” (140)

To sprawiło, że pan Edwards zaczyna wracać do przytomności. Do tego natrafia w gazecie na relację z pożaru w pewnym miasteczku. Podświadomie zestawia to z Cathy. Dociera do niego, jak niebezpieczna to osoba. Obmyśla plan, żeby się jej pozbyć. Wywozi ją z miasta i…

„Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, kiedy zatrzymali się w ustronnym miejscu pomiędzy kamiennym murem a rzędem cedrów, było wyrwanie jej z ręki torebki i przerzucenie przez mur. To załatwiło nóż. Jednakże nie znał sam siebie, ponieważ jeszcze nigdy w życiu nie kochał się w żadnej kobiecie. Sądził, że chce ją tylko ukarać. Po dwóch uderzeniach kańczug przestał mu wystarczać. Cisnął go na ziemię i wziął się do pięści. Oddech dobywał mu się z płuc jękliwymi sapnięciami.” (143)

Edwards zostawia ją, myśląc, że nie żyje. Jednak z takich osób życie nie ucieka łatwo. Poważnie ranną dziewczynę znajduje Adam Trask, czym rozpoczyna kolejny etap w jej życiu.

Ale o tym później.

P.S. Wielokrotnie podkreślałem wartość poznawczą książek. Jeżeli uczennice nie wiedzą, po co nauczycielka każe im czytać szkolne lektury, niech spojrzą na Cathy Ames z „Na wschód od Edenu”. Sposób, w jaki poradziła sobie z panem Edwardsem jest wręcz wzorcowy, więc należy nauczyć się go na pamięci i stosować, stosować i jeszcze raz stosować!

Cytaty pochodzą z książki: John Steinbeck, Na wschód od Edenu, Wydawnictwo Prószyński i s-ka, Warszawa 2011, w tłumaczeniu Bronisława Zielińskiego.

poniedziałek, 4 listopada 2013

JEJ PORTRET

Jej portret
Jakiś czas temu wyrwało mi się, że w „Na wschód od Edenu” jest postać, która stanowi chyba jeden z najbardziej fascynujących „czarnych charakterów”, jaki kiedykolwiek pojawił się na kartach książek. Tą postacią, tym „czarnym charakterem” jest Cathy Ames. Przyznacie, że imię i nazwisko brzmią dosyć niewinnie. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom! Wielu przed Wami źle ją oceniło i zapłaciło za te błąd straszliwą cenę.

Nie chcę być gołosłowny i oskarżać kogoś bez przedstawiania dowodów. Będziecie mieli dowody! Na podstawie kilku starannie dobranych cytatów pokażę Wam, kim była naprawdę Cathy Ames. Prześledzimy jej drogę życiową od początku aż do smutnego końca.

Na początek pierwsza z prób uchwycenia tego, kim była. W „Na wschód od Edenu” próby te będzie narrator podejmował wielokrotnie, ważąc możliwe odpowiedzi z dokładnością aptekarza. Ale ta jest pierwsza. Interpretacja „z grubej rury”:

„Wierzę, iż są na świecie potwory zrodzone z ludzkich istot. (…) Ale podobnie jak istnieją potwory fizyczne, czy nie mogą narodzić się potwory umysłowe albo psychiczne? Wyglądają normalnie, lecz jeśli wykoślawiony gen lub zdeformowane jajeczko może wytworzyć fizycznego potwora, to czyż ten sam proces nie może wytworzyć zdeformowanej duszy?” (106)

Hmm, więc zaczynamy od medycyny… Czym, zdaniem narratora, charakteryzuje się „potwór psychiczny”?

„Potwory są mniejszymi lub większymi odchyleniami od przyjętej normy. Podobnie jak dziecko może narodzić się bez ręki, tak ktoś może narodzić się bez dobroci czy potencjalnego sumienia. Człowiek, który traci rękę w wypadku, musi włożyć wiele wysiłku, żeby przystosować się do tej ułomności, natomiast ten, kto przychodzi na świat bez ręki, cierpi jedynie przez to, że ludzie uważają go za dziwoląga. Ponieważ nigdy nie miał rąk, nie może odczuwać ich braku.” (106)

Dwa ostatnie zdania są szczególnie ważne. Warto je zapamiętać, bo w dalszej części „Na wschód od Edenu” powracać będzie motyw poczucia braku zrozumienia u innych ludzi, jakie przejawiała będzie momentami Cathy.

Ale na razie uświadommy sobie istnienie drugiej strony „psychicznego wykoślawienia” – inni mnie nie rozumieją, ale ja też innych nie rozumiem:

„(…) Nie, potworowi normalność musi wydawać się właśnie czymś potwornym, gdyż każdy uważa sam siebie za normalnego. Dla wewnętrznego potwora jest jeszcze bardziej niepojęta, ponieważ nie ma on nic widomego, co mógłby porównać z innymi. Człowiekowi, który przyszedł na świat bez sumienia, ten, kto cierpi duchowe rozterki, musi wydawać się śmieszny.” (107)

W tym momencie zejdźmy na chwilę z górnolotnych rozważań o potworach różnego rodzaju, a przechodźmy powoli do konkretów:

„W moim przekonaniu Cathy Ames urodziła się z tymi skłonnościami czy też brakiem skłonności, które nią kierowały i powodowały przez całe życie. Jakieś kółeczko mechanizmu zostało źle wyważone, jakieś tryby niewłaściwie dobrane. Nie była podobna do innych ludzi, nie przypominała ich nigdy, od urodzenia. I jak kaleka może nauczyć się wykorzystywać swoją ułomność, tak że w pewnym ograniczonym zakresie staje się sprawniejszy niż ten, kto kaleką nie jest – podobnie Cathy, wykorzystując swoją inność, czyniła bolesny i niepokojący zamęt w swoim świecie.” (107)

Ten cytat sygnalizuje, że Cathy w przyszłości nauczy się czerpać korzyści ze swojej ułomności. Zagadnienie to zostanie rozwinięte później. W tym miejscu jestem Wam winien wyjaśnienie. Naopowiadałem Wam o potworach, więc pewnie ciekawi jesteście, jak też Cathy wyglądała? Szkopuł w tym, że w jej wyglądzie nie było nic potwornego, a wręcz przeciwnie – tak oto narrator opisuje nam jej powierzchowność:

„Jak gdyby natura chciała ukryć pułapkę, Cathy miała od dziecka twarz niewiniątka. Śliczne złociste włosy, szeroko osadzone piwne oczy o ciężkich powiekach nadawały jej tajemniczo senny wyraz. Nos miała cienki i delikatny; kości policzkowe wydatne i szerokie, przechodziły w wąską brodę, tak że jej twarz wykrojem przypominała serce.” (107-108)

Dosyć tej słodyczy! Narrator dalej rozpływa się w opisach fizjonomii Cathy, ale mnie zrobiło się za słodko. Na milę czuć tutaj jakiś fałsz. Czytając to, miałem wrażenie, że przedmiotem opisu jest anioł, a nie potwór. Anielski opis dopełnia jeszcze wzmianka o aurze, którą Cathy roztaczała, gdziekolwiek się pojawiała:

„Już jako dziecko miała w sobie coś, co sprawiało, że przyciągała uwagę. Ludzi niepokoiła w niej jakoś obcość. Coś dziwnego wyzierało z jej oczu, po chwili znikało i spojrzenie nabierało innego wyrazu. (…) Ludzie czuli się z Cathy nieswojo, ale nie tak, by chcieć jej unikać. Mężczyźni i kobiety pragnęli na nią patrzeć, przebywać blisko niej, jakoś odgadnąć, co powoduje ów niepokój, który rozsiewa nieuchwytnie wokoło.” (108)

Pisząc, że ta postać jest dla mnie czymś fascynującym, miałem na myśli również takie opisy. Strona 108 to dopiero trzecia, na której Cathy się pojawia, a już narrator zaznacza wokół niej taką demoniczną atmosferę. Ta atmosfera dalej tylko potężnieje. Czytając, ma się wrażenie (nie wrażenie – pewność!), że zaraz stanie się coś strasznego za sprawą tej postaci. Ma się wrażenie, że ciąży na niej jakieś fatum, że to nie człowiek, tylko zesłany na ziemię demon (do demonów zresztą zostanie w pewnym momencie porównana przez pewnego Chińczyka nazwiskiem Li).

Powyżej napisałem, że Cathy czegoś brakuje i że uczyniła z tego zaletę. Trudno konkretnie wskazać, czego w niej brakowało („jakieś kółeczko mechanizmu źle wyważone”). Rozważania na ten temat powracają wielokrotnie na kartach „Na wschód od Edenu” i nie są jednoznaczne. Postacie, którym Steinbeck każe myśleć o Cathy lub z nią rozmawiać, wielokrotnie demonstrują swoją dezorientację.

Przykład pierwszy:

„(…) Rozmyślałem o tym przez wiele godzin i nadal nie wiem. Ona jest tajemnicą. Mam wrażenie, że nie jest podobna do innych ludzi. Czegoś w niej brak. Może dobroci albo sumienia. Człowieka można zrozumieć tylko wtedy, gdy się go czuje w sobie. A ja jej nie mogę wyczuć. Kiedy tylko o niej pomyślę, moje wyczucie natrafia na ciemność.” (629)

Przykład drugi:

„(…) Bo teraz już wiem, że w tobie czegoś brak. Niektórzy ludzie nie widzą koloru zielonego, ale mogą się o tym nigdy nie dowiedzieć. Mam wrażenie, że ty jesteś tylko częścią ludzkiej istoty. Nie mogę nic na to poradzić. Ale zastanawiam się, czy kiedykolwiek czujesz, że dokoła ciebie jest coś niewidzialnego.” (544)

Przykład trzeci:

„(…) Wiem, czego ty nienawidzisz. Nienawidzisz w ludziach czegoś, co jest dla ciebie niezrozumiałe. Wcale nie tego, co jest w nich złe. Nienawidzisz w nich dobra, do którego nie masz dostępu.” (457-458)

Podkreślam, że te wszystkie odpowiedzi, które padły w powyższych przykładach, to tylko interpretacje, próby zrozumienia Cathy. Tak jak powiedziano, ona była tajemnicą. Faktem jest, że wokół siebie dostrzegała tylko i wyłącznie zło i szybko zrozumiała, że ta „przenikliwość” zapewnia jej przewagę:

„Prawie każdy na świecie ma pewne apetyty i impulsy, odruchy uczuć, wyspy samolubstwa, żądze zaledwie ukryte pod powierzchnią. A większość ludzi albo trzyma takie rzeczy na wodzy, albo folguje im potajemnie. Cathy nie tylko dostrzegała u innych takie impulsy, ale umiała je obracać na swoją korzyść. (…) Wcześnie zrozumiała, że seksualizm wraz z towarzyszącymi mu tęsknotami i cierpieniami, zazdrością i wszystkimi tabu jest najbardziej niepokojącym popędem, jaki mają ludzkie istoty. (…) Cathy pojęła, że posługując się ową cząstką ludzkiej natury, może uzyskać i zachować władzę niemal nad każdym. (…) Mając lat dziesięć Cathy wiedziała już coś niecoś o sile popędu płciowego i zaczęła na zimno z nim eksperymentować.” (110-111)

Na czym polegały te eksperymenty? Cathy zaczęła „udostępniać” swoje wdzięki chętnym chłopcom w jej wieku. Robiła to w zamian za różne upominki. Pewnego dnia jej fatalny urok padł na młodego nauczyciela, Jakuba Grewa. Nauczyciel niedługo po tym popełnił samobójstwo. Oto, jak Cathy potem opisuje to zdarzenie, a przy okazji swoje dzieciństwo:

„To nie jest nienawiść, ale pogarda. Kiedy byłam mała, wiedziałam, co to za głupi, zakłamani durnie… Moja własna mamunia i tatuńcio, udający dobroć. A wcale dobrzy nie byli. Poznałam się na nich. Umiałam tak nimi pokierować, że robili, co chciałam. Zawsze potrafiłam tak kombinować, żeby ludzie robili, co chcę. Kiedy dorastałam, doprowadziłam jednego gościa do samobójstwa. Też udawał dobrego, a chciał tylko położyć się do łóżka ze mną – małą dziewczynką.” (455)

Tutaj przy okazji pojawiają się inne możliwe interpretacje zachowania Cathy: Cathy – ofiara rodziców-hipokrytów (zostawiam tę interpretację fanom burzenia tradycyjnego modelu rodziny) oraz Cathy – demaskatorka zła (nad tą interpretacją się jeszcze pochylimy).

Na razie zamknęliśmy wiek dziecięcy Cathy. Jej życie trwa jednak dalej, a jakie było, o tym w swoim czasie.

Ciąg dalszy nastąpi

P.S. Dobra rada – kto ma dzieci, niech od teraz pilnie się im przypatruje!

Cytaty pochodzą z książki: John Steinbeck, Na wschód od Edenu, Wydawnictwo Prószyński i s-ka, Warszawa 2011, w tłumaczeniu Bronisława Zielińskiego.