poniedziałek, 4 listopada 2013

JEJ PORTRET

Jej portret
Jakiś czas temu wyrwało mi się, że w „Na wschód od Edenu” jest postać, która stanowi chyba jeden z najbardziej fascynujących „czarnych charakterów”, jaki kiedykolwiek pojawił się na kartach książek. Tą postacią, tym „czarnym charakterem” jest Cathy Ames. Przyznacie, że imię i nazwisko brzmią dosyć niewinnie. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom! Wielu przed Wami źle ją oceniło i zapłaciło za te błąd straszliwą cenę.

Nie chcę być gołosłowny i oskarżać kogoś bez przedstawiania dowodów. Będziecie mieli dowody! Na podstawie kilku starannie dobranych cytatów pokażę Wam, kim była naprawdę Cathy Ames. Prześledzimy jej drogę życiową od początku aż do smutnego końca.

Na początek pierwsza z prób uchwycenia tego, kim była. W „Na wschód od Edenu” próby te będzie narrator podejmował wielokrotnie, ważąc możliwe odpowiedzi z dokładnością aptekarza. Ale ta jest pierwsza. Interpretacja „z grubej rury”:

„Wierzę, iż są na świecie potwory zrodzone z ludzkich istot. (…) Ale podobnie jak istnieją potwory fizyczne, czy nie mogą narodzić się potwory umysłowe albo psychiczne? Wyglądają normalnie, lecz jeśli wykoślawiony gen lub zdeformowane jajeczko może wytworzyć fizycznego potwora, to czyż ten sam proces nie może wytworzyć zdeformowanej duszy?” (106)

Hmm, więc zaczynamy od medycyny… Czym, zdaniem narratora, charakteryzuje się „potwór psychiczny”?

„Potwory są mniejszymi lub większymi odchyleniami od przyjętej normy. Podobnie jak dziecko może narodzić się bez ręki, tak ktoś może narodzić się bez dobroci czy potencjalnego sumienia. Człowiek, który traci rękę w wypadku, musi włożyć wiele wysiłku, żeby przystosować się do tej ułomności, natomiast ten, kto przychodzi na świat bez ręki, cierpi jedynie przez to, że ludzie uważają go za dziwoląga. Ponieważ nigdy nie miał rąk, nie może odczuwać ich braku.” (106)

Dwa ostatnie zdania są szczególnie ważne. Warto je zapamiętać, bo w dalszej części „Na wschód od Edenu” powracać będzie motyw poczucia braku zrozumienia u innych ludzi, jakie przejawiała będzie momentami Cathy.

Ale na razie uświadommy sobie istnienie drugiej strony „psychicznego wykoślawienia” – inni mnie nie rozumieją, ale ja też innych nie rozumiem:

„(…) Nie, potworowi normalność musi wydawać się właśnie czymś potwornym, gdyż każdy uważa sam siebie za normalnego. Dla wewnętrznego potwora jest jeszcze bardziej niepojęta, ponieważ nie ma on nic widomego, co mógłby porównać z innymi. Człowiekowi, który przyszedł na świat bez sumienia, ten, kto cierpi duchowe rozterki, musi wydawać się śmieszny.” (107)

W tym momencie zejdźmy na chwilę z górnolotnych rozważań o potworach różnego rodzaju, a przechodźmy powoli do konkretów:

„W moim przekonaniu Cathy Ames urodziła się z tymi skłonnościami czy też brakiem skłonności, które nią kierowały i powodowały przez całe życie. Jakieś kółeczko mechanizmu zostało źle wyważone, jakieś tryby niewłaściwie dobrane. Nie była podobna do innych ludzi, nie przypominała ich nigdy, od urodzenia. I jak kaleka może nauczyć się wykorzystywać swoją ułomność, tak że w pewnym ograniczonym zakresie staje się sprawniejszy niż ten, kto kaleką nie jest – podobnie Cathy, wykorzystując swoją inność, czyniła bolesny i niepokojący zamęt w swoim świecie.” (107)

Ten cytat sygnalizuje, że Cathy w przyszłości nauczy się czerpać korzyści ze swojej ułomności. Zagadnienie to zostanie rozwinięte później. W tym miejscu jestem Wam winien wyjaśnienie. Naopowiadałem Wam o potworach, więc pewnie ciekawi jesteście, jak też Cathy wyglądała? Szkopuł w tym, że w jej wyglądzie nie było nic potwornego, a wręcz przeciwnie – tak oto narrator opisuje nam jej powierzchowność:

„Jak gdyby natura chciała ukryć pułapkę, Cathy miała od dziecka twarz niewiniątka. Śliczne złociste włosy, szeroko osadzone piwne oczy o ciężkich powiekach nadawały jej tajemniczo senny wyraz. Nos miała cienki i delikatny; kości policzkowe wydatne i szerokie, przechodziły w wąską brodę, tak że jej twarz wykrojem przypominała serce.” (107-108)

Dosyć tej słodyczy! Narrator dalej rozpływa się w opisach fizjonomii Cathy, ale mnie zrobiło się za słodko. Na milę czuć tutaj jakiś fałsz. Czytając to, miałem wrażenie, że przedmiotem opisu jest anioł, a nie potwór. Anielski opis dopełnia jeszcze wzmianka o aurze, którą Cathy roztaczała, gdziekolwiek się pojawiała:

„Już jako dziecko miała w sobie coś, co sprawiało, że przyciągała uwagę. Ludzi niepokoiła w niej jakoś obcość. Coś dziwnego wyzierało z jej oczu, po chwili znikało i spojrzenie nabierało innego wyrazu. (…) Ludzie czuli się z Cathy nieswojo, ale nie tak, by chcieć jej unikać. Mężczyźni i kobiety pragnęli na nią patrzeć, przebywać blisko niej, jakoś odgadnąć, co powoduje ów niepokój, który rozsiewa nieuchwytnie wokoło.” (108)

Pisząc, że ta postać jest dla mnie czymś fascynującym, miałem na myśli również takie opisy. Strona 108 to dopiero trzecia, na której Cathy się pojawia, a już narrator zaznacza wokół niej taką demoniczną atmosferę. Ta atmosfera dalej tylko potężnieje. Czytając, ma się wrażenie (nie wrażenie – pewność!), że zaraz stanie się coś strasznego za sprawą tej postaci. Ma się wrażenie, że ciąży na niej jakieś fatum, że to nie człowiek, tylko zesłany na ziemię demon (do demonów zresztą zostanie w pewnym momencie porównana przez pewnego Chińczyka nazwiskiem Li).

Powyżej napisałem, że Cathy czegoś brakuje i że uczyniła z tego zaletę. Trudno konkretnie wskazać, czego w niej brakowało („jakieś kółeczko mechanizmu źle wyważone”). Rozważania na ten temat powracają wielokrotnie na kartach „Na wschód od Edenu” i nie są jednoznaczne. Postacie, którym Steinbeck każe myśleć o Cathy lub z nią rozmawiać, wielokrotnie demonstrują swoją dezorientację.

Przykład pierwszy:

„(…) Rozmyślałem o tym przez wiele godzin i nadal nie wiem. Ona jest tajemnicą. Mam wrażenie, że nie jest podobna do innych ludzi. Czegoś w niej brak. Może dobroci albo sumienia. Człowieka można zrozumieć tylko wtedy, gdy się go czuje w sobie. A ja jej nie mogę wyczuć. Kiedy tylko o niej pomyślę, moje wyczucie natrafia na ciemność.” (629)

Przykład drugi:

„(…) Bo teraz już wiem, że w tobie czegoś brak. Niektórzy ludzie nie widzą koloru zielonego, ale mogą się o tym nigdy nie dowiedzieć. Mam wrażenie, że ty jesteś tylko częścią ludzkiej istoty. Nie mogę nic na to poradzić. Ale zastanawiam się, czy kiedykolwiek czujesz, że dokoła ciebie jest coś niewidzialnego.” (544)

Przykład trzeci:

„(…) Wiem, czego ty nienawidzisz. Nienawidzisz w ludziach czegoś, co jest dla ciebie niezrozumiałe. Wcale nie tego, co jest w nich złe. Nienawidzisz w nich dobra, do którego nie masz dostępu.” (457-458)

Podkreślam, że te wszystkie odpowiedzi, które padły w powyższych przykładach, to tylko interpretacje, próby zrozumienia Cathy. Tak jak powiedziano, ona była tajemnicą. Faktem jest, że wokół siebie dostrzegała tylko i wyłącznie zło i szybko zrozumiała, że ta „przenikliwość” zapewnia jej przewagę:

„Prawie każdy na świecie ma pewne apetyty i impulsy, odruchy uczuć, wyspy samolubstwa, żądze zaledwie ukryte pod powierzchnią. A większość ludzi albo trzyma takie rzeczy na wodzy, albo folguje im potajemnie. Cathy nie tylko dostrzegała u innych takie impulsy, ale umiała je obracać na swoją korzyść. (…) Wcześnie zrozumiała, że seksualizm wraz z towarzyszącymi mu tęsknotami i cierpieniami, zazdrością i wszystkimi tabu jest najbardziej niepokojącym popędem, jaki mają ludzkie istoty. (…) Cathy pojęła, że posługując się ową cząstką ludzkiej natury, może uzyskać i zachować władzę niemal nad każdym. (…) Mając lat dziesięć Cathy wiedziała już coś niecoś o sile popędu płciowego i zaczęła na zimno z nim eksperymentować.” (110-111)

Na czym polegały te eksperymenty? Cathy zaczęła „udostępniać” swoje wdzięki chętnym chłopcom w jej wieku. Robiła to w zamian za różne upominki. Pewnego dnia jej fatalny urok padł na młodego nauczyciela, Jakuba Grewa. Nauczyciel niedługo po tym popełnił samobójstwo. Oto, jak Cathy potem opisuje to zdarzenie, a przy okazji swoje dzieciństwo:

„To nie jest nienawiść, ale pogarda. Kiedy byłam mała, wiedziałam, co to za głupi, zakłamani durnie… Moja własna mamunia i tatuńcio, udający dobroć. A wcale dobrzy nie byli. Poznałam się na nich. Umiałam tak nimi pokierować, że robili, co chciałam. Zawsze potrafiłam tak kombinować, żeby ludzie robili, co chcę. Kiedy dorastałam, doprowadziłam jednego gościa do samobójstwa. Też udawał dobrego, a chciał tylko położyć się do łóżka ze mną – małą dziewczynką.” (455)

Tutaj przy okazji pojawiają się inne możliwe interpretacje zachowania Cathy: Cathy – ofiara rodziców-hipokrytów (zostawiam tę interpretację fanom burzenia tradycyjnego modelu rodziny) oraz Cathy – demaskatorka zła (nad tą interpretacją się jeszcze pochylimy).

Na razie zamknęliśmy wiek dziecięcy Cathy. Jej życie trwa jednak dalej, a jakie było, o tym w swoim czasie.

Ciąg dalszy nastąpi

P.S. Dobra rada – kto ma dzieci, niech od teraz pilnie się im przypatruje!

Cytaty pochodzą z książki: John Steinbeck, Na wschód od Edenu, Wydawnictwo Prószyński i s-ka, Warszawa 2011, w tłumaczeniu Bronisława Zielińskiego.