niedziela, 29 grudnia 2013

ZŁO ZAWSZE PRZYCHODZI W DOBRYM MOMENCIE (DLA SIEBIE)

Ostatnie trzy posty poświęciłem w całości na analizę Cathy Ames – najbardziej interesującej postaci z książki Johna Steinbecka „Na wschód od Edenu”. Znalazły się tam wzmianki o tym, jak ta postać usidliła dwóch mężczyzn – raz to był młody nauczyciel, a drugi raz dojrzały i dorodny rajfur. Okoliczności, w jakich do tego doszło, mniej więcej już znamy. Tymczasem w książce usidlony zostaje jeszcze jeden człowiek, najważniejszy – Adam Trask. Bardzo ciekawa i pouczająca może być analiza okoliczności, w jakich do tego doszło. Zawsze podkreślam wartości poznawcze książek i uważam, że z błędów Traska można wyciągnąć pewne wnioski na przyszłość.

W książce Adam Trask odbywa szczerą rozmowę ze swoim przyjacielem, Samuelem Hamiltonem, Ważny punkt wyjścia do rozmowy o Cathy, którą Trask decyduje się poślubić, stanowi refleksja na temat jego dotychczasowego życia:

„(…) Ja miałem szare życie, panie Hamilton… Samuelu. Nie żeby było złe w porównaniu do innych, ale nie liczyło się wcale. (…) Moja matka… umarła, nawet jej nie pamiętam. Macocha była zacną kobietą, ale skołataną i chorą. Ojciec znów surowym, wspaniałym człowiekiem… możliwe, że dużej miary. (…) Miałem do niego takie uczucie, jakie się miewa w kościele… i niemało w tym było strachu… (…) Ojciec posłał mnie do wojska, na Zachód, do walki z Indianami. (…)Kiedy wyszedłem z wojska, czułem się tak, jakbym się wywlókł obłocony z grzęzawiska. Długo wędrowałem przed powrotem do domu, pamiętnego miejsca, którego nie kochałem. (…) [Ojciec] umarł i dom był miejscem, w którym można siedzieć albo pracować, czekając na śmierć, tak jakby się czekało na jakąś straszliwą wycieczkę.” (240-241)

Poznaliśmy już w pigułce, co Adam Trask robił przed pojawieniem się Cathy, i jakie było jego nastawienie w tym czasie. Nie można nie zauważyć, że z jego opowieści bije pewien depresyjny ton pozbawionego wszelkiej nadziei człowieka, który nie widzi sensu własnego życia. Dopiero gdy Trask zaczyna mówić o Cathy, jego ton wyraźnie się ożywia i napełnia nadzieją:

„(…) A potem zjawiła się Cathy. (…) Biło od niej jakieś światło. I wszystko zmieniło barwę. Świat się przede mną otworzył. Budziłem się radosny. Zdawało się, że nic nie jest niemożliwe. A ludzie na świecie byli dobrzy i piękni. I wtedy przestałem się bać.” (241)

Smutno się czyta te słowa. Samuel Hamilton wie, że Trask żyje mrzonkami i że prędzej czy później się boleśnie rozczaruje, to samo wie czytelnik, ale nic nie można zrobić.

Ale chcę ten punkt rozważań zakończyć pewnym wnioskiem. Liczy się moment, w którym spada na nas nieszczęście. Coś złego zawsze spada na nas nie wtedy, gdy jesteśmy silni i odporni, a wtedy, gdy jesteśmy bezbronni. Wiele lat niełatwego życia odarło Adama z psychicznej odporności i uczyniło go bardziej podatnym na uroki Cathy (zauważmy, że otoczenie Adama, na przykład Samuel Hamilton albo jego brat, od razu zorientowało się, że coś jest z nią nie tak).

Cathy trafiła do niego akurat w momencie, gdy pragnął zmienić swoje życie. Uznał Cathy za czynnik, który taką zmianę mu umożliwi.

W tym miejscu powstaje pytanie, czy aby Cathy jest obciążona w stu procentach winą za to, że zawiodła jego nadzieje?

Oto krótkie zdanie, które wypowiedział do niej Trask po tym, jak po latach się spotkali:

„Wiesz, zdaje się, że to właśnie Samuel twierdził, jakobym cię nigdy nie widział, i to jest prawda. Pamiętam twoją twarz, ale nie widziałem jej nigdy.” (451)

Cathy co prawda oszukała go kilka razy (zgodziła się na ślub, poszła do łóżka z jego bratem), ale nigdy nie wyrażała woli spędzenia z Adamem reszy życia i pielęgnowania jego dziatwy. Żadnym gestem nie rozkochiwała go w sobie, nie utwierdzała go w jego złudzeniach. Często starała się słabo oponować przeciwko jego planom. Słowem: to wszystko wychodziło od niego, nie od niej. Ona tylko czekała na dogodny moment, w którym będzie mogła się od niego uwolnić. A on widział  niej to, co chciał w niej widzieć. On ponosi więc część winy (nawet sporą) za to, co go spotkało.

Myślę teraz, że Cathy może być pod pewnymi względami wzorem dla współczesnych feministek – „silna” kobieta, nie dająca się „ujarzmić” męskim pragnieniom.

Cytaty pochodzą z książki: John Steinbeck, Na wschód od Edenu, Wydawnictwo Prószyński i s-ka, Warszawa 2011, w tłumaczeniu Bronisława Zielińskiego.