piątek, 7 lutego 2014

BEZ TYTUŁU

W poszukiwaniu sentencji i innych złotych myśli przeszukałem „Na wschód od Edenu” wzdłuż i wszerz. Zaowocowało to rekordową ilością postów na temat owej książki. Wierzcie mi, miałbym jeszcze w zanadrzu kilka wyjątków, ale postanowiłem dać sobie z nią spokój. W życiu trzeba czasami szukać jakiejś odmiany, więc zdecydowałem sięgnąć po książkę z gatunku, po którym nikt by się nie spodziewał filozoficznych rozważań i błyskotliwych myśli. Postanowiłem sięgnąć po kryminał.

W „Złym” Leopolda Tyrmanda jest taka scena: doktor Halski siedzi z Martą przy kontuarze i razem z barmanem dyskutują o alkoholach. Odczytują głośno etykietki rozstawionych na półce trunków i zachwycają się różnorodnością barw, zapachów, smaków, itd. Wtenczas zza ich pleców dobywa się chrapliwy głos doświadczonego degustatora:

„Błąd tkwi w tym (...)  że za owymi różnorodnymi etykietami kryje się jednakowa, zawsze ta sama treść. – Nie mogę się z tym zgodzić – rzekł barman. – Od pierwszego łyku rozpoznaję każdy gatunek. – Cóż z tego? Smak to właściwość zewnętrzna trunku. To nie ma znaczenia – rzekł pan o zmiętej twarzy. – W rzeczywistości to tak jak z kobietami: każda z nich wygląda inaczej i każda ma do dania identycznie te same rozkosze, radości i troski. – Nie przyznam panu racji – rzekł z uśmiechem Halski. – Jest to bowiem kwestia wyrobionego smaku, który pozwala cieszyć się subtelnymi różnicami. – Młody człowieku – rzekł pan o zmiętej twarzy – to cyniczne, co mówię, ale myli się pan. Z czasem dojdzie pan do tych samych wniosków co i ja.” (100)

A ty komu przyznasz rację?


Cytat pochodzi z książki: Leopold Tyrmand, Zły, Wydawnictwo MG, 2011