niedziela, 23 marca 2014

REFLEKSJE HISTORYCZNE

„Złego” Leopolda Tyrmanda nie sposób przyporządkować do kategorii „kryminał”, a potem nie mieć wyrzutów sumienia, bo tak wiele udało się Autorowi umieścić w jednej książce. Jak wskazuje dedykacja na pierwszej stronie: „Mojemu rodzinnemu miastu – Warszawie”, jest to przede wszystkim opowieść o mieście. Miasto to zarówno zamieszkujące je grupy społeczne (Tyrmand opisuje wszystkie – od dołów po same wyżyny) jak i miejsca.
 
W pewnym momencie Autor każe Marcie, jednej z bohaterek książki, udać się na warszawski bazar celem nabycia kostiumu kąpielowego i bluzki. Barwny opis bazaru rozpoczyna się od porównania go z podobnymi miejscami w Rosji, Francji i Polsce. Porównanie to ma na celu uwypuklenie niezwykłości i unikalności warszawskiego, co nie dziwi, jeśli Autor w dedykacji pisze „mojemu miastu”. Jest to rzecz oczywista, że będzie w swojej stronniczości daleko się posuwał.
 
W przypadku warszawskiego bazaru owa unikalność i niezwykłość objawiała się w tym, że główny asortyment stanowiły ubrania i że traktowany był powszechnie za swoistą „kuźnię mody”.
 
Gdy już dowiedzieliśmy się, dlaczego najlepsze były warszawskie bazary, Autor każe biednej Marcie przedzierać się przez plątaninę skleconych byle jak wystaw, zza których jak z zegara z kukułką wyskakują raz po raz sprzedawcy, na różne sposoby zachwalający swój towar.
 
Całą tę handlową gorączkę kwituje Autor niezwykle celnym memento, które zwróciło moją uwagę i stało się powodem napisania tego tekstu:
 
„Handlowanie to namiętność – zamyśliła się Marta – tu wszyscy ogarnięci są namiętnością kupowania i sprzedawania, sam proces handlu pasjonuje ich więcej niż przedmioty transakcji, niż zysk nawet. Polacy obudzili się, jak zawsze, zbyt późno. Dopiero w czasie ostatniej wojny odnaleźli w sobie pasję i talent do handlowania. Tymczasem minęła już dawno era, gdy namiętność do handlu tworzyła wielkie cywilizacje i imperia…” (477)
 
Ciekawe, czy gdy zbudujemy wreszcie wszystkie zaplanowane drogi, świat nie odejdzie już od samochodów?
 
Cytat pochodzi z książki: Leopold Tyrmand, Zły, Wydawnictwo MG, 2011

sobota, 8 marca 2014

JAK SOBIE RADZĄ SZWEDZI?

„Zły” Leopolda Tyrmanda to rozbudowana, wielowątkowa opowieść o powojennej Warszawie. Podnoszące się z ruin miasto trapione jest przez szereg problemów, ale w powieści na plan pierwszy wychodzi zwłaszcza jeden – przestępczość. Warszawiacy na kartach powieści nieustannie nękani są przez zorganizowane grupy przestępcze, bandy chuliganów, a nierzadko i przez hordy zdziczałych wyrostków.
 
W pewnym momencie Tyrmand najwyraźniej chce nam podać rozwiązanie tego problemu. Każe jednemu z bohaterów, redaktorowi Edwinowi Kolanko, opowiedzieć pewną historię z jego pobytu w Szwecji:

„Szwed zaprosił mnie na kufel piwa (…) Wy, na kontynencie – mówił wtedy – uważacie Szwecję za kraj nudny i tępego spokoju. To słuszne. Ale w zamian za to może się pan spokojnie przespać na środku jezdni na peryferiach Sztokholmu i obudzi się pan w zupełnym zdrowiu, ze złotym zegarkiem na ręku, z nietkniętym portfelem i stojącą obok walizką. Tak jest teraz, lecz kiedyś było inaczej. Jeszcze w połowie ubiegłego stulecia słowo Szwed było w Europie synonimem nożownika i bandyty, złodzieja, pijaka i awanturnika. (…) W końcu opinia nasza stała się nieznośna, a życie obyczajowe na granicy anarchii, i zdrowa część społeczeństwa postanowiła wywalczyć spokój. Działo się to kilkadziesiąt lat temu, bandytyzm i chuligaństwo wypalone zostały żelazem jak jad węża, a za uliczne awantury groziła szubienica. Była to walka naśmieć i życie, ale dała rezultaty. (…) Pomogło wydatne zwiększenie kontyngentów dzielnych szwedzkich policjantów uzbrojonych w tęgie gumowe pałki. Fakt, że może się pan przespać na ulicy i nie zostać obrabowanym, zawdzięcza pan temu przede wszystkim, że dwóch takich rosłych chłopców stoi jeszcze ciągle na każdym ulicznym rogu, a łagodność obyczajów ma swoje uroki, niech mi pan wierzy.” (372)

Szwedzi najwyraźniej w owym czasie nie podzielali hurraoptymistycznej wizji człowieka, zgodnie z którą jest to twór z natury dobry, i jeżeli tylko zdejmie się z niego wszystkie ograniczenia, to z automatu zacznie czynić świat lepszym. Najwyraźniej uznali, że natura ludzka jest ułomna, i że jeżeli pozostawi się człowiekowi za dużo wolności, to zacznie źle z niej korzystać. Dlatego postawili na każdym rogu dwóch policjantów – aby pilnowali, jak Szwedzi korzystają ze swobody.

Swoją drogą to bardzo ciekawe, iż za tymi uporządkowanymi i ułożonymi społeczeństwami zachodnimi stoją tak naprawdę dwaj chłopcy z tęgimi pałkami.

Cytat pochodzi z książki: Leopold Tyrmand, Zły, Wydawnictwo MG, 2011