sobota, 8 marca 2014

JAK SOBIE RADZĄ SZWEDZI?

„Zły” Leopolda Tyrmanda to rozbudowana, wielowątkowa opowieść o powojennej Warszawie. Podnoszące się z ruin miasto trapione jest przez szereg problemów, ale w powieści na plan pierwszy wychodzi zwłaszcza jeden – przestępczość. Warszawiacy na kartach powieści nieustannie nękani są przez zorganizowane grupy przestępcze, bandy chuliganów, a nierzadko i przez hordy zdziczałych wyrostków.
 
W pewnym momencie Tyrmand najwyraźniej chce nam podać rozwiązanie tego problemu. Każe jednemu z bohaterów, redaktorowi Edwinowi Kolanko, opowiedzieć pewną historię z jego pobytu w Szwecji:

„Szwed zaprosił mnie na kufel piwa (…) Wy, na kontynencie – mówił wtedy – uważacie Szwecję za kraj nudny i tępego spokoju. To słuszne. Ale w zamian za to może się pan spokojnie przespać na środku jezdni na peryferiach Sztokholmu i obudzi się pan w zupełnym zdrowiu, ze złotym zegarkiem na ręku, z nietkniętym portfelem i stojącą obok walizką. Tak jest teraz, lecz kiedyś było inaczej. Jeszcze w połowie ubiegłego stulecia słowo Szwed było w Europie synonimem nożownika i bandyty, złodzieja, pijaka i awanturnika. (…) W końcu opinia nasza stała się nieznośna, a życie obyczajowe na granicy anarchii, i zdrowa część społeczeństwa postanowiła wywalczyć spokój. Działo się to kilkadziesiąt lat temu, bandytyzm i chuligaństwo wypalone zostały żelazem jak jad węża, a za uliczne awantury groziła szubienica. Była to walka naśmieć i życie, ale dała rezultaty. (…) Pomogło wydatne zwiększenie kontyngentów dzielnych szwedzkich policjantów uzbrojonych w tęgie gumowe pałki. Fakt, że może się pan przespać na ulicy i nie zostać obrabowanym, zawdzięcza pan temu przede wszystkim, że dwóch takich rosłych chłopców stoi jeszcze ciągle na każdym ulicznym rogu, a łagodność obyczajów ma swoje uroki, niech mi pan wierzy.” (372)

Szwedzi najwyraźniej w owym czasie nie podzielali hurraoptymistycznej wizji człowieka, zgodnie z którą jest to twór z natury dobry, i jeżeli tylko zdejmie się z niego wszystkie ograniczenia, to z automatu zacznie czynić świat lepszym. Najwyraźniej uznali, że natura ludzka jest ułomna, i że jeżeli pozostawi się człowiekowi za dużo wolności, to zacznie źle z niej korzystać. Dlatego postawili na każdym rogu dwóch policjantów – aby pilnowali, jak Szwedzi korzystają ze swobody.

Swoją drogą to bardzo ciekawe, iż za tymi uporządkowanymi i ułożonymi społeczeństwami zachodnimi stoją tak naprawdę dwaj chłopcy z tęgimi pałkami.

Cytat pochodzi z książki: Leopold Tyrmand, Zły, Wydawnictwo MG, 2011