niedziela, 6 kwietnia 2014

MECZ

Krótkie spotkanie ze „Złym” Leopolda Tyrmanda zakończę wątkiem sportowym. Kulminacyjnym momentem książki jest mecz piłkarski pomiędzy reprezentacjami Polski i Węgier. Wydarzenie to staje się dla grupy przestępczej kierującej warszawskimi konikami okazją do zrobienia przekrętu życia.
 
Jednak nie o planach przestępców, a  o samym meczu chcę napisać. Zawsze sądziłem, że histeria na meta piłki nożnej to znak naszych czasów, lecz opis tego wydarzenia w „Złym” wyprowadził mnie z błędu:

„Wielkie imprezy sportowe rozpętują siły nieobliczalne i zagadnienie organizacji tych imprez stanowi jeden z centralnych problemów współczesnej cywilizacji i obyczajowości. Spokojny, flegmatyczny referent Przedsiębiorstwa Handlu Rzepakiem, chuderlawy i cierpiący w życiu codziennym na nerki, zmienia się w drodze na stadion w motoryczną cząstkę sfanatyzowanego tłumu sportowych kibiców. Utrzymanie w ryzach takiego tłumu, który w zasadzie niczego złego nie czyni i nie wykracza przeciw prawu, jest zadaniem nie lada, zważywszy na to, że tłum ten, chociaż zupełnie wyzbyty niecnych intencji, zawiera w sobie olbrzymią, amoralną dynamikę, która w każdej chwili, błędnie z tego tłumu wyzwolona, może stać się dynamiką niszczącą. Z chwilą gdy niewielka, twarda, uszyta z brązowej skóry piłka staje się symbolem, godłem i totemem, w którym zawarty jest ładunek patriotyzmu, pragnienia i sukcesu, żądzy wywyższenia się ponad innych, namiętnych tęsknot do zwycięstwa i nabrzmiałego krzykiem podziwu setek tysięcy gardeł – wtedy rozpętują się w duszach ludzkich siły nieprzewidziane, a masowość i potęga wyrazu tych sił na trybunach ogromnych stadionów budzi dreszcz przerażenia.” (659-660)

Spora część powyższych rozważań dotyczy psychologii tłumu i tego, w jaki sposób tłum przenosi swoją zbiorową siłę na słabe jednostki (a może odwrotnie – to słabe jednostki przenoszą swoją siłę na tłum). Mnie jednak interesuje bardziej coś innego – otóż stadion stał się miejscem, gdzie wszystkie emocje związane z rywalizacją państw i narodów wybuchają ze zdwojoną siłą. Rywalizacja międzypaństwowa trwa w najlepsze przede wszystkim poza stadionami (gospodarcza, militarna i polityczna), co jest zrozumiałe i naturalne, ale jakoś nigdy przedstawiciele poszczególnych państw się do niej za bardzo nie przyznają, a wręcz wypierają się jej, usypiając wszystkich mitami pokojowej i harmonijnej współpracy we współczesnym świecie. Ale jakoś jednak tak wyszło, że na stadionie to, co jest normalnie wstydliwe i wypierane ze świadomości, jest czymś dozwolonym, a nawet się do tego powszechnie zachęca. Na stadionie flagi, hymny, wspieranie swoich i wygrażanie obcym jest czymś pożądanym, a w normalnym życiu udaje się, że coś takiego nie istnieje.

A co do patriotyzmu kibiców, to znane są zdjęcia porzuconych polskich flag po meczu Polska-Czechy na Euro 2012.


Cytat pochodzi z książki: Leopold Tyrmand, Zły, Wydawnictwo MG, 2011