niedziela, 13 lipca 2014

WYJŚĆ Z CIENIA



Po wakacyjnej przerwie w „Dzienniku lektury” kontynuujemy prace umysłowe nad klasyką literatury polskiej. Podążajmy zatem dalej przez karty „Przedwiośnia” i dowiedzmy się, co o życiu ma do powiedzenia Stefan Żeromski (świadomie mówię „ma” a nie „miał”, bo literatura czyni nieśmiertelnym).


Otóż na stronie 18 trafiam na ciekawy portrecik psychologiczny. Przedmiotem tego portreciku jest matka Cezarego Baryki, która po powołaniu męża do wojska zupełnie nie może poradzić sobie z codziennymi obowiązkami. Posłuchajmy:


„Po wyjeździe męża wszystkiego się tutaj bała. Dopóki mąż był w domu, on był osobą – ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz ów cień musiał stać się figurą czynną. Cień musiał nabrać woli, władzy, decyzji. Jakże ten mus był nieznośny, jak uciążliwy! Musiała wiedzieć o wszystkim, przewidywać, zapobiegać, rozkazywać. Gubiła się w plątaninie swych obowiązków. Nie wiedziała, od czego zacząć, gdzie jest droga i jak nią iść. Wstydziła się i trwożyła. Przeżywała jedną z najsroższych tortur, torturę czynu narzuconą niedołężnej bierności.” (18)


Współczesnemu człowiekowi od razu przychodzą do głowy feministyczne interpretacje powyższych zdań – mąż tak biedną kobiecinę zdominował, tak ją sponiewierał, że gdy go zabrakło, nie mogła sobie w domu poradzić. Problem w tym, że zawsze przy wszelkich interpretacjach trzeba przede wszystkim brać pod uwagę, co miał na myśli autor, a nie co chciałby w tekście widzieć interpretator jakieś sto lat później. Jasne jest, że Żeromski nie mógł rozumować jak człowiek nam współczesny. Na początku dwudziestego wieku rodziły się wprawdzie pierwsze ruchy feministyczne, ale nie podejmę się odpowiedzieć na pytanie, czy Żeromski, pisząc te słowa, jakoś się ruchami feministycznymi inspirował.


Myślę nawet, że można by w tym przypadku zastosować odwrotną interpretację do feministycznej – skoro się mówi, że mężczyźni zepchnęli kobiety do kuchni, no to Barykowa oczywiście taką kobietą nie była. Kobieta zepchnięta do roli obsługi kuchennej i domowej powinna być z tego względu dobrze zaznajomiona z wszystkim, co tego dotyczy, a w przypadku Barykowej brak męża powoduje zupełny upadek domu. Co więcej, widać zatem, że sprawy domowe leżały bardziej na głowie męża niż żony (pomijam fakt, że Barykowie na pewno mieli jakąś służbę). To chyba zupełnie rozbija ewentualna interpretację feministyczną tej całej sytuacji, w której znalazła się Barykowa.


Chciałbym więc porzucić te feministyczne i niefeministyczne interpretacje i wyciągnąć z tego cytatu ogólny wniosek – nie jest dobrze kompletnie zdawać się na drugą osobę, nawet jeśli jest to osoba najbliższa. W pewnym momencie może bowiem jej zabraknąć i wdrożenie się do odmienionego życia może sporo zająć czasu (chociaż pani Barykowa później wspaniale sobie radzi w trudnych czasach rosyjskiej rewolucji). Po co jednak sprawiać sobie tyle stresu?


Cytat pochodzi z książki: Stefan Żeromski, Przedwiośnie, Czytelnik, Warszawa 1985