niedziela, 12 października 2014

OSTRZEŻENIE

„– Strzeż się, bracie! Pilnuj się! Za tę jednę srebrną papierośnicę, za posiadanie kilku srebrnych łyżek, ci sami, wierz mi, ci sami, Maciejunio i Wojtunio, Szymek i Walek, a nawet ten Józio – Józio! – wywleką cię do ogrodu i głowę ci rozwalą siekierą. Wierz mi! Ja wiem! Grube i dzikie sołdaty ustawią cię pod murem… Nie drgnie im ręka, gdy cię wezmą na cel! Za jednę te oto srebrną cukiernicę!”

Co to za podli osobnicy, w których tkwią instynkty tak mordercze, że gotowi są zabić za nic nie warty przedmiot? Kim są ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem gotowi są człowieka postawić pod ścianą i rozstrzelać? Kryją się oni pod imionami bardzo na pierwszy rzut oka sympatycznymi: ten się nazywa Wojtunio, tamten Maciejunio. Wydawałoby się, że od kogoś, kto się tak nazywa, nic grozić nie może. A jednak.

Wszystkie te Wojtunie i Maciejunie to sługi Hipolita Wielosławskiego, na dwór którego trafia w pewnym momencie swojego życia Cezary Baryka. Są to parobkowie, kucharze, koniarze. Baryka początkowo jest ujęty tym, jak życzliwie odnoszą się oni do swojego pana („życzliwość” to mało powiedziane, przybiera to wręcz rozmiary prawdziwej miłości i przywiązania). Baryka wie jednak o życiu więcej niż wiecznie próżnujący panicz Hipolit. Widział, jak rewolucja w Baku zmieniła takich właśnie poczciwych i oddanych parobków w krwiożerczych złodziei i morderców. Stąd właśnie ta cytowana powyżej wizja.

Wypada się zastanowić, jak to możliwe, że może dojść do tak radykalnej zmiany w zachowaniu ludzi? Wydaje mi się, że wynika to z tego, że ludzie są istotami stadnymi – jeżeli powszechnie kocha się swojego pana i okazuje mu się swoje oddanie, to taki Maciejunio i Wojtunio wiedzą, że tak trzeba się zachowywać i nie będą się z tego wyłamywać. Jeżeli jednak pewien porządek upada, tak jak podczas rewolucji w Baku, i nie wykształcił się jeszcze nowy, to ci ludzie za bardzo nie wiedzą, jak się zachować. Wpadają wtedy w nastrój ogólnego zdziczenia, zwłaszcza jeśli za to, co robią, nie grozi im żadna kara.

Jeżeli wszyscy tak robią i nie grozi żadna kara, to czemu Maciejunio nie ma podwędzić swojemu panu paru sreberek?

Cytat pochodzi z książki: Stefan Żeromski, Przedwiośnie, Czytelnik, Warszawa 1985