niedziela, 30 sierpnia 2015

DWA OBLICZA BOGA


Dzisiejszy post poświęcę dwóm wizerunkom Boga. Przyczynkiem do tego będzie, jak to ostatnio u mnie bywa, „Wojna i pokój” Lwa Tołstoja. Na samym końcu pierwszego tomu jest fragment, w którym ranny książę Andrzej Bołkoński leży na polu pod Austerlitz, które było świadkiem wspaniałego zwycięstwa Napoleona. Tam do jego zgorączkowanej głowy trafiają myśli ostateczne, których ani Tołstoj, ani ja nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć, ale które warte są poznania.

Książę Andrzej leży więc na ziemi i spogląda na święty obrazek, który dała mu przed podróżą księżniczka Maria, jego siostra:

„Dobrze by to było – pomyślał książę Andrzej spojrzawszy na ów obrazek, który z takim uczuciem i czcią zawiesiła mu siostra – dobrze by było, gdyby wszystko było takie jasne i proste, jak się to wydaje księżniczce Marii. Jak dobrze byłoby wiedzieć, gdzie szukać pomocy w tym życiu i czego oczekiwać po jego zakończeniu, później, tam, za grobem. Jakże byłbym szczęśliwy i spokojny, gdybym mógł teraz powiedzieć: <<Panie, zmiłuj się nade mną!...>> Ale komu ja to powiem? Albo to siła, nieokreślona, niezbadana, do której ja nie tylko nie mogę się zwracać, ale której nie mogę wyrazić słowami – wielkie wszystko lub wielkie nic – mówił sam do siebie – albo to jest ten Bóg, który został tu zaszyty, w tym szkaplerzu, przez księżniczkę Marię? Nic, nie ma nic pewnego, poza nicością wszystkiego tego, co rozumiem, i wielkością czegoś niepojętego, lecz najważniejszego!” (356-357)

Ja również nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiadomo, czy Bóg jest tą wysoką i niepojętą siłą, czy może symbolem zaszytym w szkaplerzu. Być może jest i jednym, i drugim. Na pewno widać tutaj dwa podejścia do wiary – jedno, które reprezentuje księżniczka Maria, może trochę naiwne i dziecięce, ale na pewno szczere, i to drugie reprezentowane przez księcia Andrzeja, wątpiące i pełne pytań. Z tych myśli księcia Andrzeja przebija trochę zazdrość za religijnym światem księżniczki Marii – takim pewnym, pozbawionym wątpliwości, prostym. Niestety, nie wszystkim dane jest takie przeżywanie wiary. Być może, gdyby Maria znalazła się w sytuacji swojego brata, to znaczy leżała umierająca na polu bitwy, to i w jej umyśle zaczęłoby kiełkować zwątpienie i niepewność tego, co czeka ją po drugiej stronie?

Na pocieszenie dodam, że na koniec wszyscy się dowiemy, jaka jest prawda. Lew Tołstoj wie już to od ponad stu lat. Nam trzeba jeszcze trochę poczekać.


Cytat pochodzi z książki: Lew Tołstoj, Wojna i pokój, Wydawnictwo TPPR Współpraca, Warszawa 1988, T.1.