poniedziałek, 2 listopada 2015

CIEMNE STRONY FILANTROPII


Wstąpienie do loży masońskiej stało się momentem przełomowym w życiu hrabiego Pierre’a Bezuchowa. Przełomowym oczywiście tylko do pewnego stopnia, bo hrabia nie zaniechał swojego niefrasobliwego i niespokojnego życia, wypełnionego balami, przyjęciami i obiadami w gronie petersburskiej i moskiewskiej elity, a jedynie dodał do niego elementy filantropijne. Mianowicie postanowił objechać swoje kijowskie dobra, gdzie nakazał uwolnić chłopów od nałożonych na nich ciężarów, pobudować tam szkoły, cerkwie i szpitale. I zadowolony był hrabia z tego, co na miejscu zobaczył. Gdyby jednak mniej był naiwny, zobaczyłby, jak jego dobre chęci obracane są w niwecz.

Ze swoimi naiwnymi wyobrażeniami hrabia Bezuchow konfrontowany jest dwukrotnie – raz, gdy objeżdża swoje włości, a drugi raz podczas rozmowy z księciem Bołkońskim, którego odwiedza w trakcie podróży powrotnej. Dla bystrego czytelnika jasne jest, że we włościach każde polecenie hrabiego wykonywane jest tak, żeby hrabia miał wrażenie, że jego rozkaz został wykonany, a położenie chłopów poprawiło się, gdy w rzeczywistości chłopi stracili, jak nie w ten, to w inny sposób (z czego oczywiście naiwny hrabia nie zdaje sobie do końca sprawy).

Po raz drugi Bezuchow konfrontowany jest z rzeczywistością podczas rozmowy ze swoim przyjacielem, księciem Bołkońskim. Książę znajduje się w odwrotnym położeniu od hrabiego – po śmierci niekochanej przez siebie żony dotykają go wyrzuty sumienia, wzmocnione jeszcze przez przeżycia wojenne. To wszystko sprawia, że książę patrzy na entuzjazm Bezuchowa z wielkim sceptycyzmem.

Oto jak Bołkoński odpowiada na słowa Bezuchowa o tym, że ten odnalazł sens życia, gdy zaczął żyć dla innych (czyli poddanych mu chłopów):

„(…) Ale każdy żyje po swojemu; żyłeś tylko dla siebie i powiadasz, że przez to omal nie zmarnowałeś własnego życia, żeś poznał szczęście, dopiero kiedy zacząłeś żyć dla innych. Ja zaś doznawałem czegoś wręcz przeciwnego. Żyłem dla sławy. (A cóż to jest sława? Przecie to samo: miłość dla innych, pragnienie zrobienia czegoś dla nich, pragnienie ich pochwały.) Tak, żyłem dla innych i nie prawie, ale ze wszystkim zmarnowałem swe życie. A odkąd żyję dla siebie, stałem się spokojniejszy.” (470)

Mówiąc te słowa, Bołkoński odnosi się do siebie, a nie do Bezuchowa, jednak przekaz jest wyraźny – jest coś w tym, że filantropom w co najmniej równym stopniu chodzi o samych siebie, jak i o tych, którym pomagają.

W dalszej części w ustach Bołońskiego pojawia się nutka kpiny, gdy sugeruje, że filantropia może być formą pewnego rodzaju mody, rozrywki dla elit:

„(…) Ja buduję dom, zakładam sad, a ty szpitale. Jedno i drugie może służyć dla zabicia czasu.” (471)

Potem dyskusja schodzi na to, czy zmienianie życia chłopów ma sens. Oto słowa księcia Bołońskiego:

„(…) że chcesz go wyprowadzić z jego stanu zwierzęcego i dać mu potrzeby duchowe, a mnie się wydaje, że jedynym możliwym szczęściem jest szczęście zwierzęce; a ty chcesz z niego zrobić mnie, ale nie dając mu moich środków.” (471)

Książę Bołkoński nawiązuje tutaj do trawiących go wyrzutów sumienia z powodu zmarłej zony. Zazdrości w tym momencie chłopom, którzy nie mają ani sił, ani czasu na takie myśli.

„(…) Po wtóre, powiadasz, ulżyć mu w robocie. Wedle mnie zaś praca fizyczna jest dla niego tak samo konieczna, jest takim samym warunkiem jego istnienia jak dla mnie i dla ciebie praca umysłowa. (…) Jak ja nie wytrzymam jego strasznej pracy fizycznej i umrę w ciągu tygodnia, podobnie on nie wytrzyma mej fizycznej bezczynności, roztyje się i umrze.” (471)

Moim zdaniem te słowa pokazują, że często filantropi próbują zmienić odbiorców pomocy na swoją modłę, uczynić z nich samych siebie, nakazać im to, co sami uważają za słuszne. Księciu i hrabiemu umiejętność pisania i czytania były potrzebne. Czy były one potrzebne ówczesnym chłopom?

Do tej rozmowy jeszcze wrócimy.

Cytat pochodzi z książki: Lew Tołstoj, Wojna i pokój, Wydawnictwo TPPR Współpraca, Warszawa 1988, T.2.