niedziela, 6 grudnia 2015

GDZIE DWÓCH ROSJAN…


Po raz kolejny pozwolę sobie powrócić do „Wojny i pokoju” Lwa Tołstoja. Wiem, że piszę o tej książce od dłuższego czasu, i wypadałoby otworzyć już temat związany z jakąś inną książką, ale „Wojna i pokój” to taka kopalnia myśli i cytatów, że nie sposób rozprawić się z nią w zaledwie kilku postach. Tak więc na pewno nie jest to ostatni post związany z tą książką. Przedostatni zresztą też nie.

Była już mowa o tym, że hrabia Pierre Bezuchow wstąpił do loży masońskiej. W pierwszym etapie działalności w loży jego podejście cechował wielki entuzjazm, jednak z czasem hrabia zaczął odczuwać niedosyt. Jego przyczynę począł upatrywać w tym, że rosyjska masoneria odeszła od źródeł. Wyjechał zatem zagranicę, by tam dostąpić wyższego wtajemniczenia.

Do swoich rosyjskich braci powrócił z odczytem, w którym przedstawił swoje przemyślenia na temat roli i kierunku rozwoju masonerii. Mniejsza w tej chwili o jego treść. Ważne jest to, jak na odczyt zareagowano:

„Ta mowa wywołała w loży nie tylko wielkie wrażenie, ale i wzburzenie. Większa część braci, widząc w tej mowie niebezpieczne zamysły iluminatów, przyjęła ją chłodno, co Pierre’a zdziwiło. Wielki mistrz jął Pierre’owi oponować. Pierre z coraz większym zapałem zaczął rozwijać swe myśli. Dawno nie było tak burzliwego posiedzenia. Utworzyły się dwie partie: jedni oskarżali Pierre’a i potępiali iluminatyzm; drudzy popierali go. Po raz pierwszy na tym zebraniu zaskoczyła Pierre’a nieskończona różnorakość umysłów ludzkich, która sprawia, że żadna prawda nie przedstawia się tak samo dwóm ludziom. Nawet i ci członkowie, którzy, jak się zdawało, byli po jego stronie, rozumieli go po swojemu z ograniczeniami i zmianami, na które sami mogli się zgodzić, albowiem główne dążenie Pierre’a polegało właśnie na tym, żeby przekazać komuś drugiemu swą myśl ściśle tak, jak sam ją rozumiał.” (533)

Niezwykle to prosta, ale zarazem i celna myśl. Prosta i celna dlatego, że chyba każdy z nas czegoś podobnego doświadczył. Ile razy próbowało się drugiemu człowiekowi coś wytłumaczyć, a ten zdawał się tego nie rozumieć (albo nie rozumieć do końca), bo przez cały czas przetwarzał sobie to, co mu się powiedziało, na własny język. Ile razy wydawało się, że druga osoba jest tak zarozumiała, że nie chce w stu procentach przyznać ci racji, bo stale musi dodać do twoich myśli coś swojego (przysłowiowe „trzy grosze”), albo je przekształcić według swojego uznania, jakby nie mogła się przemóc, żeby po prostu się z tobą zgodzić. Po lekturze „Wojny i pokoju” wiemy jednak, że w części przypadków wynika to po prostu z tego, że ludzie mają inne doświadczenia, inaczej myślą, itd. Absolutnym błędem jest więc, żeby dążyć do tego, żeby ludzie przyjęli twoje zdanie.

To wszystko sprawia, że dyskusja jest bardzo trudna. Nie tylko tam, gdzie jest dwóch Polaków, i gdzie są trzy zdania. Rosjan to też dotyczy. 


Cytat pochodzi z książki: Lew Tołstoj, Wojna i pokój, Wydawnictwo TPPR Współpraca, Warszawa 1988, T.2.