sobota, 17 grudnia 2016

LEKTURY OBRONNE



Stana Parkera, bohatera książki Patricka White’a „Drzewo człowiecze” poznaliśmy już trochę przy okazji poprzedniego wpisu. Poznaliśmy go w momencie, w którym wyruszył w stronę „posiadłości Parkera”, czyli dzikiego miejsca na skraju buszu, które przekształci w swoje własne gospodarstwo i uczyni domem. Zanim to się jednak stanie, wrócimy na moment do domu rodzinnego, który Stan opuścił. Z matką Stana wiąże się bowiem ciekawy fragment, który chciałbym poniżej przytoczyć:

„(…) Na wiele pytań nie umiała odpowiedzieć. Dlatego stroniła od innych kobiet, których większość zna odpowiedź niemal na wszystko, a to, czego nie rozumie, uważa za niewarte uwagi. Tak więc matka Stana była samotna. W dalszym ciągu dużo czytała: Tennysona w oprawie zamykanej na mosiężne klamerki, Shakespeare’a, uratowanego z powodzi i upstrzonego plamami, kolekcję katalogów, kalendarzy, książek kucharskich, encyklopedię i słownik ortograficzny; te dzieła stanowiły przedmiot jej dystyngowanych, obronnych lektur” (11)

Dwie rzeczy zostały tutaj poruszone. Z jednej strony mamy postawę matki Stana, która świadoma jest swojej niewiedzy, tego, że nie zna świata i że nigdy tak naprawdę do końca go nie pozna. Postawa ta jest zestawiona z postawami innych kobiet, które za sprawą swojej ignorancji uważają, że wiedzą już wszystko (a przynajmniej wiedzą to, co uznają za ważne). Sposób myślenia tych kobiet jest ciekawy, bo one same wybierają sobie, co trzeba wiedzieć, a co nie; co jest godne uwagi, a co nie. Jeżeli samemu ustala się zasady, to w takim systemie oczywiście można uchodzić za wszechwiedzącego.

Ale mnie bardziej chodzi o coś, o czym jest mowa na końcu cytatu – o „lektury obronne”. Zastanawia mnie, czym one mogą być. Przed czym broni się matka Stana? Przed samotnością i innymi ludźmi. Tylko jakie książki wybiera jako narzędzia obrony? Tennysona, Shakespeare’a, katalogi, kalendarze, książki kucharskie, encyklopedie i słownik ortograficzny. To zbiór dość przypadkowy i taki chyba miał być w zamyśle piszącego te słowa. Chodzi o „lektury obronne”. Wygląda na to, że bronić się można czymkolwiek. Dzisiaj, gdy ktoś wraca sfrustrowany z pracy, włącza telewizor, odpala film, byle tylko zająć czymś umysł. Myślę, że tak samo jest w przypadku matki Stana z książkami – czytanie miało służyć oderwaniu się od problemów.

Tak więc ogłaszam nową terapię: czytanie obronne.

Cytat pochodzi z książki: Patrick White, Drzewo człowiecze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, tłumaczenie Maria Skibniewska

sobota, 10 grudnia 2016

IRONIA UCZCIWOŚCI



Po ukończeniu „Cząstek elementarnych” Michela Houellebecqa wypada rozpocząć na blogu nową serię. Po długich namysłach wybrałem książkę Particka White’a „Drzewo człowiecze”. Z pozoru jest to prosta historia, opowiadająca losy rodziny australijskich farmerów. Poznajemy ich losy od przyjazdu nestora rodu Stana Parkera do odziedziczonej przez niego części buszu, gdzie od zera stawia swoje gospodarstwo, po założenie przez niego rodziny, aż po ostateczny upadek, związany z wyjazdem dzieci, zdradą małżonki, sprzedażą gospodarstwa i śmiercią. Tak jak zaznaczyłem powyżej, z pozoru prosta historia australijskiego farmera okazuje się być czymś więcej, jeżeli przypatrzymy się sposobowi, w jaki narrator opisuje heroizm wydzierania przyrodzie jej własności, ewoluujące relacje pomiędzy mężem a żoną, relacje pomiędzy rodzicami a dziećmi, relacje z sąsiadami, a wreszcie problem śmierci jako momentu podsumowującego dorobek człowieka. Książka ma zatem stanowić zsyntezowany opis ludzkiego życia, na tyle uniwersalny, że każdy może się w nim odnaleźć. Nie na darmo nosi więc tytuł „Drzewo człowiecze”.

Wybór tej książki okazał się trafny już w momencie, gdy otworzyłem ósmą stronę. Wspomniany wyżej Stan Parker opuszcza rodzinne strony, podążając do „posiadłości Parkera”, czyli odziedziczonego przez siebie kawałka buszu, gdzie planuje założyć farmę. Oto, jak opisuje go narrator:

„Mężczyzna był młody, życie jeszcze nie naznaczyło jego twarzy swoim piętnem. Był też przystojny i wydawał się uczciwy. To, że nie miał nic do ukrywania, pozornie może pozbawiało go jakiejś części siły. Ale to jest właśnie ironia uczciwości” (8)

Zaciekawiło mnie, na czym polega ta „ironia uczciwości”. Z tych kilku zdań zdaje się wynikać, że uczciwy jest ten, który nie ma nic do ukrycia. Ale jednocześnie narrator podaje, że przynajmniej pozornie fakt, że nie miał nic ukrycia, pozbawiał go jakiejś siły, w związku z czym uczciwość (przynajmniej pozornie, jak zastrzega narrator) pozbawiała go jakiejś siły. To ma być właśnie ta ironia uczciwości – dobrze, że jesteś uczciwy, dobrze, że nie masz nic do ukrycia, ale jednocześnie fakt, że nie masz nic do ukrycia osłabia cię. Pytanie tylko: dlaczego? Tutaj mogę się jedynie domyślać, że fakt nieposiadania niczego do ukrycia osłabia cię w relacjach z innymi ludźmi. Nie masz nic do ukrycia, nie otacza cię żadna tajemnica, to nie trzeba się ciebie obawiać. Wszyscy wiedzą, czego się po tobie spodziewać, a w związku z tym nie muszą się z tobą liczyć.

Tyle na temat „ironii uczciwości”. W następnym wpisie spodziewajcie się równie pasjonującego tematu.

Cytat pochodzi z książki: Patrick White, Drzewo człowiecze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, tłumaczenie Maria Skibniewska

niedziela, 20 listopada 2016

DRUGI Z BRACI



W ostatnim wpisie obiecałem, że teraz zajmiemy się postacią Michela Dzierżyńskiego, bohatera „Cząstek elementarnych” Michela Houellebecqa. Użyjemy do tego porównania z osoba jego przyrodniego brata, Brunona Clementa (spragnionych wiedzy o tej postaci zapraszam do poprzednich wpisów).

Historia Michela, jest równie smutna, choć nieco inna. Dla przeciwieństwa, celem Michela nie jest seks. Człowiek ten wydaje się wręcz oziębły seksualnie. Symbolizuje to najlepiej nieco dosadny fragment, w którym narrator stwierdza„ że Michelowi „kutas służył tylko do sikania” (22). Podkreślony zostaje również fakt, że onanizuje się znacznie rzadziej niż jego rozerotyzowany brat.

Te różnice są jednak tylko pozorne. Czego bowiem pragnie Michel?

„Pragnął tylko kochać, niczego innego nie pragnął” (143)

Przecież to jest to samo, czego pragnie jego brat! Przyczyny są również takie same: Michel podobnie jak Brunon został wychowany przez babcię. Podobnie jak brat nie miał żadnego kontaktu z rodzicami. I podobnie jak brat miał problemy w okresie dojrzewania: rzadko bawił się z kolegami, spędzał czas samotnie.

Odmiennie, niż w przypadku Brunona, w życiu Michela pojawia się dziewczyna, Annabelle. Spędzają razem czas, lecz Michel nie jest w stanie pogłębić wzajemnych relacji, skierować je na dalszy etap. Nie potrafi dotknąć Annabelle, nie potrafi jej pocałować.

Narrator wyjaśnia ten fenomen w taki sposób:

„O ile podstawowe aspekty zachowania seksualnego są wrodzone, historia wczesnego okresu życia zajmuje ważne miejsce, jeśli chodzi o uruchamiające je mechanizmy, szczególnie u ptaków i ssaków. Wczesny kontakt dotykowy z innymi przedstawicielami gatunku wydaje się kwestią zasadniczą u psów, kotów, szczurów, świnek morskich oraz rezusów (Macaca mulata). Pozbawienie kontaktu z matką w dzieciństwie powoduje bardzo poważne zaburzenia w zachowaniu seksualnym u samców szczurów, a w szczególności zahamowanie reakcji w fazie zalotów.” (70)

Na tych dwóch przykładach, Brunona i Michela, posiadających innych ojców, ale tę samą matkę i tak samo odseparowanych w dzieciństwie od jakichkolwiek kontaktów z rodzicami, możemy ocenić, jakie spustoszenie taki stan rzeczy wywołał w ich życiu. Oboje nie są zdolni do jakichkolwiek kontaktów z płcią przeciwną. Jeden z nich zdryfował w zupełną karykaturę płciowości, gdy drugi uciekł w samotność, pozbawioną prawie jakichkolwiek kontaktów seksualnych, pozbawioną podniet, uczuć.

To był ostatni krótki wpis poświęcony „Cząstkom elementarnym” Michela Houellebecqa. Tytuł następnej książki niech pozostanie na razie tajemnicą.


Cytaty pochodzą z książki: M. Houellebecq, Cząstki elementarne, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, w tłumaczeniu A. Daniłowicz-Grudzińskiej

piątek, 11 listopada 2016

KRZYWY UŚMIECH LOSU



Brunon Clement, jeden z bohaterów książki „Cząstki elementarne” Michela Houellebecqa, czuje się zupełnie bezużyteczny, seksualnie, społecznie i zawodowo. W omawianej niemożności mamy jednak przebłyski. Pierwszym z nich jest wieść o tym, że Bruno jest żonaty i ma dziecko (wieść ta zgodnie z zamysłem narratora spada na czytelnika zupełnie niespodziewanie), zaś drugim jest romans z Christiane. Widać więc, że Bruno otrzymał (i to dwukrotnie) szansę na ozdrowienie. Kluczowa jest jednak odpowiedź na pytanie, czy ją wykorzystał, lub czy był w stanie ją wykorzystać.

Okazuje się, że żona szybko przestała mu się podobać. Jak wyznał bratu, nigdy właściwie mu się nie podobała, wybrał ją jedynie dlatego, że miał dość masturbacji. Nie podzielała erotycznych fantazji Brunona – musiał ją namawiać, żeby seksownie się ubrała, niechętnie uprawiała seks oralny. W pewnej chwili Brunon wyznaje, że miał ochotę na wszystkie kobiety poza swoją żoną. Obsesja seksualna na tyle potrafiła nad nim zapanować, że nie był w stanie patrzeć na kobietę inaczej, niż na obiekt seksualny, podlegający erotycznej konsumpcji. Osoba, która nie stanowiła dobrego „towaru” do konsumpcji, została przez niego odrzucona.

Urodzenie się syna tylko pogłębiło rozdźwięk między Brunonem a rodziną. Jak sam wyznał:

„(…) Zachowywałem się jak świnia; wiedziałem, że to świństwo z mojej strony. Rodzice na ogół poświęcają się, to normalny tryb rzeczy. Nie umiałem pogodzić się z tym, że moja młodość się kończy; pogodzić się z tym, że mój syn dorośnie, będzie młody, tak jak ja kiedyś, że może jemu uda się w życiu, a mnie się nie udało. Chciałem z powrotem stać się odrębną jednostką.” (228)

Pojawiają się tu dwa charakterystyczne elementy: rywalizacja pokoleń i egoizm. Dla Brunona syn jest obiektem zawiści – on jest młody, a Brunon stary, on ma wszystko przed sobą, a Brunon większą część swojego życia już zdążył zmarnować. Brunon nie chce również odpowiedzialności, która wiąże się z ojcostwem. Nie chce rezygnować z własnych przyjemności, nie chce się poświęcać, nie chce „marnować czasu” na wakacje z rodziną. 

Bruno nieświadomie powtarza tutaj model rodzicielstwa (a raczej jego braku), którego doświadczył ze strony swoich rodziców. Brunon również nie chce, żeby obecność syna przypominała mu, ile ma lat i że zbliża się czas, w którym trzeba zrezygnować z bycia „osobną jednostką” i poświęcić swoje osobiste pragnienia (a przynajmniej ich część) rodzinie.

Skoro nie dla dzieci, to po co żyje Bruno? Bruno żyje tylko dla własnej przyjemności:

„(…) A przede wszystkim do ostatniej chwili będzie poszukiwał momentu rozkoszy, jeszcze jednej drobnej pieszczoty. (…) Bruno (…) rozpraszał dojrzały wiek w pogoni za niczego nieobiecującymi lolitkami o wybujałych piersiach, okrągłych pośladkach, zapraszających ustach (…); żył w świecie melodramatycznym złożonym z superlasek i ciepłych kluch, ekstra facetów i starych capów; w takim świecie żył Bruno.” (145-146)

W takim świecie nie może być miejsca ani dla żony, a nie dla dzieci. Pościg Brunona nie ma więc końca.

Dowodzi o tym również romans z Christiane. Przez krótki moment Brunon jest z nią szczęśliwy. Wszystko kończy się jednak w momencie, gdy kobieta zostaje sparaliżowana. Wtedy egoizm Brunona zwycięża, każąc mu porzucić Christane, która nie jest w stanie już nic mu zaoferować, a wręcz zaczyna wymagać jego poświęcenia.

W następnym wpisie będzie trochę o Michelu, przyrodnim bracie Brunona, którego czasy współczesne doświadczyły równie boleśnie, jak tego pierwszego.


Cytaty pochodzą z książki: M. Houellebecq, Cząstki elementarne, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, w tłumaczeniu A. Daniłowicz-Grudzińskiej

niedziela, 23 października 2016

DALSZY CIĄG POSZUKIWAŃ BRUNONA



Jak dowiedzieliśmy się z ostatniego wpisu poświęconego „Cząstkom elementarnym” Michela Houellebecq’a, Brunon Clement od wczesnych lat poszukiwał miłości i czułości. Wypada w tym miejscu wyjaśnić, skąd brała się owa tęsknota za miłością, będąca w przypadku tego człowieka rzeczą wypełniającą jego życie od początku do końca. Bruno to jeden z przykładów „półsieroty”, który niby ma rodziców, a tak naprawdę ich nie ma. Rodzice, Serge Clement i Janine Ceccaldi, rozwiedli się szybko, oddając Brunona pod opiekę babci i tym samym zupełnie zrywając z nim kontakt. Starsza pani wkrótce zmarła, więc rodzice byli zmuszeni spotkać się po długim czasie, by omówić przyszłość syna. Oto obraz tej rozmowy, a przede wszystkim obraz jej uczestników, utrwalony w pamięci chłopca:

„(…) Nie udało mu się ustalić bezpośredniego związku, związku cielesnego, pomiędzy sobą a dwojgiem dorosłych, którzy tego dnia w jadalni zafrapowali go głównie dużym wzrostem i młodzieńczą postawą.” (49)

Widać tu brak wszelkiej więzi pomiędzy rodzicami a dzieckiem, oczywisty, jeżeli zwróci się uwagę na fakt, że strony nie utrzymywały ze sobą żadnego kontaktu. Szokująca jest ta wizja, w której dziecko patrzy na swoich rodziców i nie potrafi ustalić żadnego związku między nimi a sobą. Znamienna jest również decyzja rodziców co do przyszłości Brunona – chłopiec nie trafia pod skrzydła jednego z rodziców, lecz do internatu. W tym braku kontaktu, rodzicielskiej czułości trzeba szukać przyczyn późniejszych problemów Brunona:

„Stawało się coraz bardziej oczywiste, że Brunon rozwija się źle, że nie ma przyjaciół, że dziewczęta go przerażają, że ogólnie biorąc, okres dojrzewania przebiega u niego w poczuciu kompletnej porażki.” (73)

Problemy te sprawiają w końcu, że Brunon staje się „zżeranym przez pożądanie dorosłym człowiekiem” (75). Bruno pokonuje drogę między czystym, poszukującym miłości chłopcem a kimś, komu wystarczyć musi erzac prawdziwej miłości. Przyczyny tego stanu można wskazać dwie: z jednej strony brak doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego, a z drugiej strony przesiąknięta rywalizacją seksualną popkultura, na którą okaleczony półsieroctwem chłopiec okazał się wyjątkowo podatny.

Beznadziejność poszukiwań Bruna, trwających przez całe jego życie, opisuje celnie fragment opowiadający o tym, czym się zajmował, gdy trafił na studia na Wydziału Literatury:

„(…) Na Wydział Literatury w Censier uczęszczało co prawda dużo dziewczyn, nawet bardzo dużo; ale wydawało się, że wszystkie są zajęte, a w każdym razie najwyraźniej nie paliły się do tego, żeby to on się nimi zajął. Aby nawiązać kontakt, chodził na wszystkie ćwiczenia, wszystkie wykłady i szybko został „dobrym uczniem”. Widział je w kafeterii, słyszał ich pogaduszki: wychodziły wieczorami, spotykały się z przyjaciółmi, wszyscy zapraszali się na imprezy.” (181)

Brunon pełnił w tym wszystkim rolę jedynie obserwatora – mógł chodzić na wszystkie wykłady i do kafeterii, obserwować obiekt jego marzeń z daleka, ale nie mógł posiąść tego, co pragnął.

Z wiekiem frustracja Brunona związana z niemożnością osiągnięcia celu, tylko się pogłębia. Przybiera ona niemal fizyczny obraz: „nagły skurcz w okolicy żołądka”, „sperma wydaje się podchodzić do podbrzusza, wypuszczać macki ku klatce piersiowej”, „sam narząd jest obolały, nieustannie gorący, wilgotnawy”. Można to nazwać fizycznym objawem chorobliwego skoncentrowania się na seksie, bez możliwości odpoczęcia od atakujących Brunona chuci.

Jest jeszcze jeden przejaw frustracji Brunona. Bohater we własnych oczach jest gruby, nieatrakcyjny, ma „wydęty brzuch, tłuste policzki i obwisłe już pośladki”. Prześladuje go kompleks małego penisa i poczucie, że nie potrafi sprostać wymaganiom seksualnym narzuconym przez współczesny sposób bycia. Czuje się w związku z tym zupełnie bezużyteczny, seksualnie, społecznie i zawodowo.

Los jednak wyciąga rękę do Brunona. Czy z tego skorzysta?

Ciąg dalszy nastąpi.


Cytaty pochodzą z książki: M. Houellebecq, Cząstki elementarne, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, w tłumaczeniu A. Daniłowicz-Grudzińskiej