niedziela, 20 marca 2016

WOJENNE PRZECHWAŁKI



Na tym blogu była już wielokrotnie mowa o tym, jak przeżycia wojenne funkcjonują potem w opowieściach jej uczestników. Niejednokrotnie okazywało się, że mówienie o tym sprawiało bohaterom „trudność” w tym sensie, że mieli oni tendencję do koloryzowania tych wydarzeń, nadawania im niemalże religijnej albo mitycznej rangi. Nie inaczej będzie tym razem, gdy przeżycia wojenne generała Rajewskiego niejaki Zdrzyński porówna do wysiłku starożytnego Leonidasa:

„Oficer z sutym wąsem, Zdrzyński, opowiadał pompatycznie, że sałtanowska grobla była rosyjskimi Termopilami, że na tej grobli generał Rajewski dokonał dzieła godnego starożytności. Zdrzyński opowiadał, że Rajewski wyprowadził na groblę swych dwóch synów pod straszny ostrzał i wraz z nimi ruszył do ataku.” (60)

Tego opowiadania słucha Rostow. Zdaje on sobie sprawę, jakie znaczenie ma taki sposób narracji – chodzi o gloryfikowanie męstwa własnego oręża – więc udaje podziw. W głębi serca myśli jednak o czymś innym. Oto, o czym myśli Rostwo:

„(…) Po bitwie od Austerlitz w roku 1807 Rostow wiedział z własnego doświadczenia, że opowiadając zdarzenia wojenne zawsze się kłamie, jak i on kłamał, kiedy opowiadał; poza tym miał już tyle doświadczenia, że wiedział, iż na wojnie wszystko dzieje się nie tak, jak sobie wyobrażamy i opowiadamy.” (60)

Podsumowując, Rostow zdaje sobie sprawę z tego, że Zdrzyński przeinacza fakty, przekazując mu taką wersję historii, która podkreśla znaczenie czynu generała Rajewskiego.

Pogrążając się w myślach, Rostow zadaje Zdrzyńśkiemu i Rajewskiemu trzy ciężkie oskarżenia:

„(…) Po pierwsze, na grobli, którą atakowano, na pewno było takie zamieszanie i taki ścisk, że jeśli nawet Rajewski wyprowadził swoich synów, na nikogo nie mogło to podziałać wyjąwszy jakichś dziesięciu ludzi, którzy byli tuż obok niego (…)” (60)

Tutaj widzimy, dlaczego Zdrzyński takie znaczenie nadawał czynowi Rajewskiego. Według jego wersji rzucenie do walki własnych synów miało podziałać mobilizująco na innych żołnierzy. Rostow obnaża zakłamanie takiego myślenia – pokazuje, że w zawierusze bitewnej tylko kilkoro osób mogło sobie zdać sprawę z czynu generała. Tak naprawdę jego czyn nie miał wiec żadnego znaczenia dla losu bitwy, nie wpłynął bowiem na morale podwładnych. Inne zdanie Zdrzyńśkiego wynika albo ze świadomego zakłamania, albo z chęci gloryfikacji dokonań własnego żołnierza.

Kolejny argument Rostowa:

„(…) Poza tym i ci, którzy to widzieli, nie bardzo mogli się entuzjazmować, bo gdzie im tam było do rodzicielskich uczuć Rajewskiego, kiedy szło o własną skórę?” (60)

Nie sposób się z tym nie zgodzić. Nie można wymagać empatii od ludzi, którzy znajdują się w tak ekstremalnych warunkach.

Argument trzeci i ostatni:

„(…) A zresztą, od tego, czy się zdobędzie sałtanowską groblę, czy się jej nie zdobędzie, nie zależał los ojczyzny, jak nam mówią to o Termopilach.” (60)

Tutaj mamy kompletne zanegowanie wysokiego zdania Zdrzyńskiego o potyczce na grobli. Rostow uświadamia sobie, że znacznie tej potyczki tak naprawdę nie było wielkie, a przynajmniej nie tak wielkie, jak chce tego Zdrzyński.

„(…) A zatem, na cóż było ponosić taką ofiarę? I w jakim celu mieszać w tę wojnę własne dzieci?” (60)

Do takich wniosków dochodzi Rostow. Wnioski te są zupełnie przeciwne do tych, które zdaje się wysnuwać Zdrzyński. Dla niego poświęcenie generała Rajewskiego miało sens.

Być może o to chodzi w tych wszystkich powojennych opowieściach – by nadać jej jakiś sens.


Cytat pochodzi z książki: Lew Tołstoj, Wojna i pokój, Wydawnictwo TPPR Współpraca, Warszawa 1988, T.3.