niedziela, 10 kwietnia 2016

KTO ZA TYM WSZYSTKIM STOI?


Na tym blogu raz jeszcze wracamy do „Wojny i pokoju” Lwa Tołstoja („wracamy” to złe słowo – tak naprawdę trzymamy się tej książki już od roku). Do napisania tego tekstu tchnął mnie fragment książki, w którym jak na dłoni widać fatalizm historyczny, wedle którego postacie historyczne mają tak naprawdę mały wpływ (albo żaden) na bieg wydarzeń, bo ten – zdaniem Autora – jest z góry ustalony, a postacie historyczne wykonują jedynie przypisane im role (przez kogo przypisane? – przez Opatrzność). Motyw ten był już na tym blogu poruszany – chociażby przy okazji posta JAKI POWINIEN BYĆ PRAWDZIWY DOWÓDCA? albo – w mniejszym zakresie – przy okazji posta WOJENNE PRZECHWAŁKI.

W wojnie francusko-rosyjskiej tego czasu mamy dwóch wielkich antagonistów: Napoleona i cara Aleksandra. Wybrany przeze mnie fragment rozpoczyna się od tego, że narrator po kolei kpi z rzekomego geniuszu tych osób, który według historyków stał za ich decyzjami. Narrator wymienia takie pobudki postępków Napoleona i Aleksandra, które mają pokazać, że byli oni ludźmi i ulegali ludzkim namiętnościom, a powody ich działań nie miały nic wspólnego ze strategiami rozpisanymi na lata. Ich pobudki czasami były tak prozaiczne i śmieszne, że czyta się to aż ze zdziwieniem.

Ten opis narrator kwituje tak:

„(…) Ci ludzie bali się, chełpili, cieszyli, oburzali, rozważali, sądząc, że wiedzą, co robią, i że to robią dla siebie, wszyscy zaś byli mimowolnymi narzędziami historii i wykonywali prace dla nich tajemną, lecz dla nas zrozumiałą. Taki jest niezmienny los wszystkich ludzi działających, i tym mniej są oni w swoim działaniu swobodni, im wyżej stoją w hierarchii ludzkiej.” (102)

Pisałem o tym w poście JAKI POWINIEN BYĆ PRAWDZIWY DOWÓDCA?, ale powtórzę to jeszcze raz – charakterystyczne jest, że w tej powieści władcy nie są ukazani jako suwerenni decydenci, podejmujący decyzje w sposób samodzielny i niezależny, lecz są narzędziem sił ich przekraczających. W przywołanym fragmencie charakterystyczne jest też zdanie, że im wyższe stanowisko ktoś zajmuje, i im teoretycznie więcej władzy ma, to tak naprawdę jest mniej w swojej władzy suwerenny.

Jak już wspomniałem, Opatrzność jest tą siłą, która ma władzę nad królami:

„Opatrzność zmuszała tych wszystkich ludzi, dążących do osiągnięcia osobistych celów, do współdziałania w osiągnięciu jednego ogromnego rezultatu, którego żaden człowiek (ani Napoleon, ani Aleksander, ani tym bardziej żaden z uczestników tej wojny) bynajmniej się nie spodziewał.” (102)

Poglądy o tym, że pewien „Duch dziejów” kieruje historią świata, brzmią już dzisiaj dosyć anachronicznie. Mogę się jednak zgodzić z tym, że władca (car, dyktator, premier, prezydent) tak naprawdę ma mniej władzy, niż się wydaje. Osoba decyzyjna jest polem działania różnych sił (biznesu, społeczeństwa), a poza tym nasza rzeczywistość jest po prostu zbyt skomplikowana, żeby jeden człowiek, czy nawet grupa ludzi mogła ją opanować.

O wszystkim decyduje chyba tak naprawdę przypadek (zbieg okoliczności). O to, kto stoi za tymi przypadkami i zbiegami okoliczności (i czy ktoś za nimi w ogóle stoi – czy zawsze ktoś musi za wszystkim stać?), mnie nie pytajcie…


Cytat pochodzi z książki: Lew Tołstoj, Wojna i pokój, Wydawnictwo TPPR Współpraca, Warszawa 1988, T.3.