niedziela, 15 maja 2016

O POSZUKIWANIU SZCZĘŚCIA



Jeden z ostatnich wpisów JAK REAGUJE TŁUM? był o tym, jak jest przedstawiona reakcja mieszkańców Moskwy w „Wojnie i pokoju” na zbliżające się wojska francuskie. W tym wpisie przesuniemy się nieco dalej, czyli wejdziemy w ten etap książki, w którym wojska francuskie w Moskwie już są, a co więcej, do niewoli Francuzów wpada jeden z głównych bohaterów „Wojny i pokoju” – Pierre Bezuchow.

Wpis ten będzie dotyczył tego, jak ten rosyjski arystokrata zniósł jenieckie niewygody i do jakich wniosków dzięki temu doszedł. Znając „Wojnę i pokój” z poprzednich dwudziestu jeden wpisów, możemy być pewni, że będą to wnioski generalne i bardzo wzniosłe.

Oto część z nich:

„W niewoli, w baraku, Pierre pojął nie rozumem, lecz całą swą istotą, swoim życiem, że człowiek stworzony jest do szczęścia, że szczęście tkwi w nim, w zaspokojeniu zwykłych ludzkich potrzeb, i że nieszczęście pochodzi nie z braku, lecz z nadmiaru (…)” (554)

Widać tutaj, że Bezuchow porównał swoje poprzednie życie, pełne przepychu i wygód z obecnym, w którym do tego stopnia brakuje mu wszystkiego, że każda najdrobniejsza rzecz zaczyna go cieszyć. I w tym Bezuchow odnajduje szczęście – w zaspokajaniu najdrobniejszych potrzeb. Im mniej człowiek ma potrzeb, tym bardziej jest szczęśliwy, gdy je zaspokaja.

Jest jeszcze druga refleksja, równie ciekawa:

„(…) Ale teraz, podczas ostatnich trzech tygodni marszu, pojął jeszcze jedną nową, pocieszającą prawdę – poznał, że na świecie nie ma nic strasznego. Zrozumiał, że podobnie jak nie ma na świecie położenia, w którym by człowiek był szczęśliwy i zupełnie wolny, nie ma też i stanu, w którym by był całkowicie nieszczęśliwy i pozbawiony wolności.” (554)

Dalej Bezuchow raz jeszcze porównuje swoje poprzednie życie z tym, które zgotowali mu Francuzi. Okazuje się, że i będąc bajecznie bogaty cierpiał, choć było to cierpienie innego rodzaju (jak to jest bardzo poetycko napisane, cierpiał z tego powodu „iż w jego pościeli z płatków róż zwinął się listek”). W Francuskiej niewoli Pierre cierpi zaś, że spać musi na gołej ziemi. Wtedy cierpiał, teraz (choć trochę inaczej) też cierpi. Wtedy nie był wolny – bo matrymonialnym podstępem ożeniono go z kobietą, której nie kochał. Teraz też nie jest wolny, bo znajduje się w niewoli.

Taka jest prawda – nikt nigdy nie jest ani do końca szczęśliwy, ani nieszczęśliwy; ani do końca wolny, ani niewolny.

Płynie z tego i pociecha, i smutek. Jak z całej tej 1.600 stronicowej lektury. Ale warto było, zważywszy, że można jej było poświęcić aż 22 wpisy.

To tyle, jeżeli chodzi o „Wojnę i pokój”.


Cytat pochodzi z książki: Lew Tołstoj, Wojna i pokój, Wydawnictwo TPPR Współpraca, Warszawa 1988, T.4.

niedziela, 1 maja 2016

HISTORIA, LUDZIE I ZASADY MECHANIKI



Jeżeli ktoś śledzi wpisy na tym blogu poświęcone „Wojnie i pokojowi” Lwa Tołstoja, ten zauważy, jak często pojawiają się przy okazji omawiania tej książki rozważania historyczne. Nic w tym dziwnego, ponieważ narrator przeplata fabułę związaną z losami licznego grona bohaterów tej książki z rozważaniami historycznymi. Rozważania te nie polegają jednak na budowaniu spekulacji historycznych na zasadzie „co by było, gdyby?” albo na przykład na doszukiwaniu się w określonych wydarzeniach jakiegoś ukrytego sensu. Narrator stara się z jednej strony wejść w polemikę z badaczami historycznymi skoncentrowanymi nadmiernie na jednostkach i to właśnie jednostkom przypisującym sprawstwo zdarzeń historycznych, a z drugiej strony stara się wskazać opozycyjne mechanizmy rządzące tymi wydarzeniami. Śladów podobnych rozważań można szukać we wpisach: KTO ZA TYM WSZYSTKIM STOI?, JAKI POWINIEN BYĆPRAWDZIWY DOWÓDCA?, WOJENNE PRZECHWAŁKI.

Poruszymy ten temat jeszcze raz, bo tym razem narrator dochodzi do wniosków, które wcześniej się nie pojawiały.

„Dla ludzkiego rozumu niedostępny jest całokształt przyczyn zjawisk. Ale potrzeba odnajdywania przyczyny tkwi w duszy ludzkiej. I rozum człowieka, nie wnikający w bezlik i zawiłość warunków zjawisk, z których każde oddzielnie może się wydawać przyczyną, chwyta się pierwszego, najbardziej zrozumiałego przybliżenia i mówi: oto przyczyna. W wydarzeniach historycznych (gdzie przedmiotem obserwacji są czyny ludzi) najbardziej elementarne przybliżenie stanowi wola bogów, potem wola tych ludzi, którzy stoją na najbardziej widocznych miejscach historii – bohaterów dziejowych.” (468)

Wskazywanie wybitnych postaci jako dziejowych kreatorów jest więc uproszczeniem (przybliżeniem) mającym uprościć, a wiec rozjaśnić skomplikowaną rzeczywistość. Dalej narrator zestawia ze sobą dwa spojrzenia na historię: według pierwszego z nich historia jest dziełem ludzi, ich woli, a według drugiego historia rządzona jest przez pewne prawa niezależne od woli ludzi (ludzie są tylko narzędziami w rękach historii).

Przemawia do mnie postawienie człowieka na właściwym dla niego miejscu – nie jako kreatora lecz narzędzia. Współcześnie mamy do czynienia z wyniesieniem roli człowieka i jego osiągnięć na wyżyny, na które nie zasłużył. Jest jednak w tej koncepcji druga część, która mnie niepokoi.

Ale zanim do tego przejdę, proponuję zapoznać się z drugim cytatem. Stanowi on próbę wyjaśnienia mechanizmów historycznych za pomocą nauk fizycznych. Dążenia ludzi są porównane do sił fizycznych oddziałujących na pewne ciało:

„Jeżeli liczne siły, jednocześnie i różnorodnie skierowane, oddziałują na jakiekolwiek ciało, to kierunek ruchu tego ciała nie może być zgodny z żadną z tych sił, lecz będzie zawsze kierunkiem średnim, najkrótszym – tym, co w mechanice wyraża się przekątną równoległoboku sił” (483)

W takim układzie żaden z ludzi nie może o sobie powiedzieć, że spowodował jakieś wydarzenie. Jeżeli dokonało się jakieś wydarzenie historyczne, to było ono najwyżej wypadkową dążeń większej ilości ludzi. Jeżeli tak na to patrzymy, to nie będziemy mogli powiedzieć, że jakiś dyktator wywołał wojnę – do wojny państwo zostało popchnięte przez wiele sił – tak się akurat ułożyła sytuacja międzynarodowa, gospodarcza, polityczna. Dyktator jest tylko symbolem. Tak samo dowódcy wojskowi są tylko symbolami, za którymi kryje się poświęcenie żołnierzy, ukształtowanie terenu, układ szlaków zaopatrzeniowych i wiele innych czynników.

Jak ten pogląd stoi w sprzeczności ze wszystkim, co nam wpojono! Wydaje nam się , że pokój na świecie zależy tylko od jednej decyzji prezydenta USA albo Rosji, albo od akcji charytatywnej zorganizowanej przez muzyka w dziwnych okularach. Żyjemy w uproszczonej rzeczywistości. Gdyby wszystko zależało od decyzji grupki ludzi, to już dawno mielibyśmy na świcie pokój.

Wspomniałem, że w tej koncepcji pewna rzecz mi się nie podoba. Pogląd, że historią rządzi jakiś samoczynny mechanizm przewija się przez historię świata i ciągle ewoluuje. Jedni wierzyli, że duch dziejów kieruje kapitalizm ku upadkowi, dając człowiekowi w zamian raj komizmu. Drudzy wierzyli w nieustanny postęp. Trzeci w to, że po upadku komunizmu nastąpił koniec historii.

Problem w tym, że wszystkie te teorie okazały się nieprawdziwe.

Cytat pochodzi z książki: Lew Tołstoj, Wojna i pokój, Wydawnictwo TPPR Współpraca, Warszawa 1988, T.4.