sobota, 27 sierpnia 2016

KULT CIAŁA



Kult ciała. Co może być złego w pragnieniu utrzymania kondycji fizycznej i zachowania jak najdłużej dobrego wyglądu? Okazuje się, że ma to i swoje ciemne strony. Jak zwykle dobre chęci prowadzą do niekoniecznie dobrych skutków. Warto w tym miejscu przywołać taką oto wypowiedź z książki Michela Houellebecq’a „Cząstki elementarne”:

„Przedmiotem pożądania seksualnego są zasadniczo na ogół młode ciała; a więc stopniowe opanowanie terenu uwodzenia przez bardzo młode dziewczęta było w gruncie rzeczy jedynie powrotem do normy, powrotem prawdziwego pożądania, analogicznym do powrotu prawdziwych cen, następującego po przegrzaniu giełdy. Kobiety, które w roku 1968 miały dwadzieścia lat, w wieku lat czterdziestu znalazły się w przykrej sytuacji. Przeważnie rozwiedzione, nie mogły znaleźć oparcia w małżeństwie – czy to z miłości, czy z interesu – zrobiły bowiem wszystko, by doprowadzić do jego rozpadu. Należąc do pokolenia, które jako pierwsze głosiło wyższość młodości nad wiekiem dojrzałym, nie mogły się dziwić, że następne pokolenie patrzy na nie z pogardą. Przecież kult ciała, który same ustanowiły, sprawił, że odczuwały coraz bardziej dojmujący wstręt wobec siebie, wobec swojej wiotczejącej skóry – taki sam, jaki odgadywały w spojrzeniu bliźnich.” (127)

Jak możemy przeczytać w „Cząstkach elementarnych” pokolenie roku ’68 ustanowiło kult ciała, kult młodości mającej przeważać nad starością. Starość ma to jednak do siebie, że trwa znacznie dłużej niż młodość (zwróćmy uwagę na szokujący fakt, że w „Cząstkach elementarnych” ludzie czterdziestoletni to już ludzie starzy). W związku z tym przejście z wieku „kultowego” do wieku, w którym pozostaje już tylko wspominanie imprez i zaliczonych dziewczyn (lub chłopaków) musi być bolesne. Jeżeli ustanowiło się zasady, wedle których liczy się jedynie piękne, młode ciało, bo jedynie takie umożliwia rywalizację seksualną, to osoby, które piękne ciało z wiekiem utraciły lub nigdy go nie miały, są zupełnie wyłączone z życia. Jak również podkreśla narrator, takie osoby nie mogą szukać oparcia w rodzinie, bo same ją zniszczyły albo wręcz nigdy tak naprawdę jej nie stworzyły, na skutek licznych romansów, rozwodów i aborcji.

Na temat kultu ciała i młodości pada w „Cząstkach elementarnych” jeszcze jedna ciekawa wypowiedź. Dotyczy ona jego skutków, które, jak to zwykle bywa, okazały się zupełnie nieprzewidywalne (zwłaszcza dla tych, którzy ten kult ustanowili). Mówi Annabelle, ni to kochanka, ni to przyjaciółka Michela, jednego z bohaterów książki:

„(…) Dzisiaj się wydaje, że w życiu jest taki okres, kiedy chodzimy na randki, bawimy się, potem pojawia się obraz śmierci. Wszystkich mężczyzn, których poznałam, przerażała wizja śmierci, bez przerwy myśleli o swoim wieku. Ta obsesja zaczyna się bardzo wcześnie – ja się z tym spotkałam u ludzi dwudziestopięcioletnich – potem wciąż narasta.” (290)

Ale to już temat do kolejnego wpisu. Jak zwykle życzę cierpliwości.


Cytaty pochodzą z książki: M. Houellebecq, Cząstki elementarne, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, w tłumaczeniu A. Daniłowicz-Grudzińskiej

niedziela, 21 sierpnia 2016

KRONIKA REWOLUCJI SEKSUALNEJ



Narrator w książce „Cząstki elementarne” zamieszcza nam istną kronikę wypadków, które doprowadziły do tego, że mentalność i obyczajowość współczesnych Francuzów zmieniła się, przyznając pierwsze miejsce kultowi ciała, młodości i przyjemności:

„Czternastego grudnia 1967 roku Zgromadzenie Narodowe przyjęło po pierwszym czytaniu ustawę Neuwirtha o legalizacji środków antykoncepcyjnych; co prawda ubezpieczenie nie pokrywało jeszcze kosztów pigułki antykoncepcyjnej, lecz odtąd była ona w wolnej sprzedaży w aptekach. Od tej pory wyzwolenie seksualne, uprzednio dotyczące wyższych urzędników, przedstawicieli wolnych zawodów i artystów – również niektórych właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw – dotarło do szerokich warstw ludności. Fakt ten zyskuje na pikanterii, jeśli uświadomić sobie, że owo wyzwolenie seksualne było niekiedy przedstawiane jako realizacja marzenia o wspólnocie, gdy w rzeczywistości chodziło o przekroczenie kolejnego progu w rozwoju indywidualizmu. Wdzięczne słowo „stadło” uzmysławia nam, że para i rodzina stanowią ostatnią wysepkę pierwotnej wspólnoty w łonie liberalnego społeczeństwa. Wyzwolenie seksualne zniszczyło ostatnie wspólnoty, które oddzielały jednostkę od rynku. Proces owej destrukcji trwa do dziś.” (138)

Pierwszy punkt kroniki: legalizacja środków antykoncepcyjnych. Jak wynika z powyższego cytatu, umożliwiła ona rozszerzenie działania rewolucji seksualnej praktycznie na całe społeczeństwo francuskie. Styl życia, wcześniej powszechny jedynie w grupie klas wyższych, teraz mógł być praktykowany przez wszystkich. 

Kluczowa jest jednak myśl zawarta w drugiej części tego cytatu. Chodzi o to, żeby go dobrze zrozumieć. Elementem rewolucji seksualnej było „dzielenie” się partnerem w imię budowania specyficznej wspólnoty. Okazuje się jednak, że był to wyraz nie tworzenia wspólnoty, ale narcystycznego egoizmu, tego pokazanego już powyżej przysłowiowego zaliczania 37 panienek na stażu językowym. Nie na darmo narrator zabiera nas w książce do Miejsca Odmiany, czyli do pewnego rodzaju hipisowskiej komuny. Założenia tej wspólnoty są określone niezwykle górnolotnie, ale w istocie chodzi tylko o jedno: „(…) żeby nieźle sobie popieprzyć” (116).

Wróćmy jednak do naszej kroniki rewolucji seksualnej, bo nadchodzi kolejny jej etap, czyli pamiętny rok 1974:

„Ruch na rzecz wyzwolenia obyczajów odniósł więc w roku 1974 nadzwyczajny sukces. Dwudziestego marca w Paryżu otwarto pierwszy klub Vitatop, który miał odegrać pionierską rolę w utrzymaniu sprawnej formy fizycznej oraz w rozwijaniu kultu ciała. Piątego lipca przyjęto ustawę o pełnoletniości w osiemnastym roku życia. Jedenastego lipca – o rozwodzie za obopólną zgodą, pojęcie zdrady małżeńskiej zniknęło z kodeksu karnego. W końcu, dwudziestego ósmego listopada, w wyniku burzliwej debaty ustanowione zostało dzięki lewicy „prawo Veil”, zezwalające na aborcję, określane przez większość komentatorów jako historyczne.” (82-83)

Ach, ten 1974. Mamy tutaj wszystko: kult ciała, rozwody, aborcję. Wszystko pozornie rozegrało się tak błyskawicznie. Nie powiedziałbym jednak, żeby to był rok rewolucyjny. Od lat pięćdziesiątych stopniowo w świadomości ludzi dokonywały się zmiany, które w roku 1974 zostały po prostu zalegalizowane, stając się obowiązującym prawem. Ten rok był jedynie zwieńczeniem procesu, którego korzenie są dłuższe, a przyczyny złożone.

W następnym wpisie omówię szerzej zagadnienie kultu ciała. Cierpliwości!

Cytaty pochodzą z książki: M. Houellebecq, Cząstki elementarne, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, w tłumaczeniu A. Daniłowicz-Grudzińskiej