niedziela, 29 stycznia 2017

RYWALIZACJA O DZIECI



W życiu Stana Parkera sporo się zmieniło od czasów ostatniej naszej wizyty – „posiadłość Parkera” już stoi, znalazło się w niej miejsce dla żony i dwójki dzieci. Ten następny etap w jego życiu daje pretekst do nowych przemyśleń, związanych z relacjami zachodzącymi w trójkącie mąż-żona-dzieci. Jak wszystko w życiu człowiek, ten aspekt również podlega wysokiemu poziomowi komplikacji, co Autor „Drzewa człowieczego” Patrick White w mistrzowski sposób wykorzystuje do swoich rozważań.

Weźmy na przykład taką scenkę z życia rodziny: Stan postanawia zabrać syna Raya na wycieczkę samochodem. Jego intencje wykraczają jednak poza prosta rozrywkę – chce wykorzystać sytuację bycia sam na sam z synem, by się do niego zbliżyć. Niestety, nie bardzo się to udaje – chłopiec na pytania ojca reaguje podejrzliwie, nie potrafiąc zrozumieć, że ten chce go tylko lepiej poznać. Trudna próba kończy się więc zawodem i utwierdzeniem się Stana we własnej nieudolności.

Ale nie chciałem pisać o tym wydarzeniu z perspektywy Stana, ani z perspektywy jego syna. Obaj mężczyźni nie wiedzą o jeszcze jednym świadku tego wydarzenia – Amy, żonie Stana i matce Raya. Oto to samo wydarzenie widziane jej oczami:

„(..) Śledziła skrycie ich powrót z gorzką satysfakcją, zdecydowana nie udzielać pomocy, niezależnie od rozwoju wypadków, bo ojciec chłopca sam na siebie ściągnął te kłopoty. Tym razem nie do niej należało rozwiązanie problemów syna. Z szyderczym uśmiechem piła dalej mocną herbatę. Stała zamyślona przy oknie, trochę z boku i trzymała spodeczek dość wysoko, a nozdrza jej wydawały się cieńsze niż zwykle w pełnej, teraz niemal pospolitej twarzy, może pod wpływem pary bijącej od herbaty, a może dlatego że doznawała przewrotnej przyjemności na myśl o cierpieniu męża, którego przecież kochała i szanowała.” (260)

Amy kocha swojego męża, szanuje go, ale mimo wszystko odczuwa satysfakcję widząc jego nieporadność w relacjach z dziećmi. Myślę, że to odruch mimowolny, a jego przyczyn trzeba szukać w uczuciach macierzyńskich. Kobieta uważa wychowanie dzieci za przestrzeń właściwą sobie, tak więc z niechęcią widzi męża wkraczającego w tę przestrzeń. Co więcej, jest to dziedzina, w której dzięki naturalnym zdolnościom ona może dominować. Mąż może być silniejszy w innych dziedzinach, ale tutaj to ona ma nad nim przewagę. Uśmiech satysfakcji rysujący się na jej ustach wynika właśnie z odniesionego zwycięstwa nad mężem.

Myślę, że do tego tematu jeszcze wrócimy.

Cytat pochodzi z książki: Patrick White, Drzewo człowiecze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, tłumaczenie Maria Skibniewska