niedziela, 30 kwietnia 2017

WZAJEMNE ODDZIAŁYWANIE



Fascynujący jest moment, w którym Stan, bohater książki „Drzewo człowiecze” Patricka White’a, pokazuje żonie zbudowany przez siebie dom, dzieło własnych rąk i spełnienie własnych marzeń, a ona zdradza mu własne marzenie – krzak białej róży rosnący pod oknem na wzór tego, który widziała w przeszłości przy którymś z widzianych przez siebie domów. W ten sposób marzenia mężczyzny zostają w pewnym sensie uzupełnione przez marzenia kobiety, którą ten do domu zaprasza. W tym ważnym momencie dom przestaje należeć emocjonalnie tylko do Stana, ale zaczyna należeć również do jego wybranki.

Równie fascynujący jest ten fragment, w którym Amy po raz pierwszy wchodzi do domostwa i zaczyna się po nim krzątać. Robi to jednak w taki sposób, by nie można ją było posądzić o to, że jest przy tym ciekawa i wścibska. Ta delikatność młodych  i niedoświadczonych współmałżonków wobec siebie jest wręcz ujmująca, i różni się od tego, co następuje później, gdy ich związek wstępuje w bardziej dojrzałą fazę. Z czasem kończy się bowiem nieśmiałość i ostrożność, a zaczyna wspólna nauka. Kobieta uczy się czegoś od mężczyzny, a mężczyzna od kobiety. On odciska na niej swoje piętno, ale ona na nim także. Trzeba jednak przyznać, że zmiany, jakie zaszły w Amy, okazały się o wiele bardziej znaczące niż te, które zaszły w Stanie za jej sprawą. Zmianom tym, dla lepszego uzmysłowienia ich sobie, narrator nadaje symboliczny, fizyczny wyraz – z chudej i smutnej dziewczyny Amy stała się osobą o bardziej pełnych kształtach, bardziej świadomą siebie i łagodniejszą. Narrator podkreśla przy tym, jak bardzo Amy łaknie miłości męża. Ta symboliczna fizyczna przemiana ma bowiem ścisły związek z pragnieniem miłości – kiedy Stan jest w pobliżu, Amy przemienia się w kształtną, łagodną kobietę; kiedy jednak Stan musi wyjechać na jakiś czas do pobliskiego miasteczka, na powrót staje się wychudłą, przygnębioną dziewczyną.

Zjawisko wzajemnego oddziaływania na siebie małżonków najlepiej ilustruje te parę zdań zaczerpniętych z książki:

„Dawna Amy Fibbens dała się pochłonąć mężczyźnie, którego wzięła sobie za męża. A ten mąż, Stan Parker, pochłonął ją. Na tym polegała różnica między nimi.” (35)

Stan kochał żonę, ale jak pięknie to ujmuje Narrator, „to była wciąż tylko miłość i siła substancji” (38). Skąd bierze się ta rezerwa, niemożliwość oddania się partnerowi, widoczne u Stana?

Amy marzy o tym, żeby, jak to trafnie ujmuje narrator: „zjeść męża” (145), zadusić go niemalże swoją miłością. Ten jednak zawsze się jej wymyka. Jest małomówny, nie zdradza emocji, większość myśli zachowuje dla siebie. Nie potrafi odbyć z żoną głębszej rozmowy niż dotyczącej spraw codziennych i przyziemnych. Stan niełatwo się otwiera przed ludźmi. Tkwi w nim wiele pokładów mądrości, lecz były od zawsze tak głęboko ukryte, że niewiele z nich wydostaje się na zewnątrz. Osobowość Stana decyduje o tym, że nawet gdyby chciał się ze wszystkiego przed żoną zwierzać, to nie potrafiłby tego zrobić. Amy nie może przez to nad nim zapanować, ani go zdominować. Jest dla niej tajemnicą, którą musi tolerować, ale której nie może zgłębić. To właśnie dlatego w książce pojawia się stwierdzenie, że Stan pochłonął Amy, bo za jego sprawą zaszła w niej przemiana, ale Amy jego nie pochłonęła. Mimo wszystko ona nie rezygnuje z kolejnych prób. Nie potrafi zaakceptować jego sekretów, mimo że mąż potrafi to robić w stosunku do niej. Jej pragnienie zmiany charakteru męża pasującego do jej uznania jest niepowstrzymana. Fakt, że nie może w pełni zgłębić duszy Stana, napełnia ją złością. Jego ta złość z kolei wprawia w zakłopotanie.

Cytat pochodzi z książki: Patrick White, Drzewo człowiecze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, tłumaczenie Maria Skibniewska